Rola rodziny w terapii depresji

Rola rodziny w terapii depresji


Z Joanną Watras, psychologiem klinicznym, rozmawia Justyna Hofman‑Wiśniewska.

Uważa się, że depresja jest chorobą także najbliższej rodziny pacjenta. Dlaczego?

Każda choroba wywiera ogromny wpływ na całą rodzinę pacjenta, i somatyczna, i psychiczna. Różnica polega na tym, że w depresji występują dolegliwości fizyczne i psychiczne jednocześnie. Chory, zanim trafi do psychiatry czy psychologa, na ogół odwiedza wielu innych specjalistów: internistę, kardiologa, ginekologa, itd. Rodziny na początku są zaangażowane w wykonywanie różnych badań diagnostycznych i wizyty u specjalistów. Kiedy otrzymują informację, że wszystko z ciałem jest w porządku, a chory nadal cierpi, to rodzina zaczyna się niecierpliwić, a jednocześnie narasta w niej poczucie winy, że nie potrafi się pomóc. Dochodzi irytacja: ręce ma zdrowe, nogi zdrowe, a leży i nie robi nic, i mówi, że jest chory. Bardzo ważna jest terapia. Rodzina powinna przekonać chorego, żeby się chciał leczyć. A to jest bardzo trudne, bo chory uważa, że leczyć się nie musi, bo to jest mu niepotrzebne. Jest już taki do niczego, taki nieudacznik, że żadne leczenie tego nie zmieni.

Depresji często towarzyszą myśli i próby samobójcze. Rodziny na ogół o tym wiedzą i budzi to w nich poczucie zagrożenia. Depresja to na ogół apatia i zaniechanie wykonywania obowiązków, które chory dotychczas wykonywał. W związku z tym te obowiązki spadają na najbliższych.

Smutek osoby z depresją udziela się najbliższym i wszyscy stają się smutni. Rodzina żyje też w ciągłym poczuciu bezradności i bezsilności wobec choroby.

A chory, mimo że nie jest sam, czuje się samotny i niezrozumiany?

Tak. Towarzyszy mu przekonanie, że życie nie ma sensu, że on jest nic niewart. I lęk, że jak te myśli zdradzi bliskim, to oni się od niego odsuną, mogą go uznać za niepoczytalnego.

Dlaczego to wszystko jest tak trudne?

Nikt, kto nie doświadczył depresji, nie potrafi zrozumieć takiego chorego. Poza tym depresja depresji jest nierówna. Często mówimy, zwłaszcza kobiety: „mam dzisiaj depresję”. To się ma nijak do choroby. Prawdziwa depresja to jest stan, który można określić w ten sposób: człowiekowi chce się pić. Na stole stoi szklanka z wodą. On nie ma siły sięgnąć po tę szklankę. Nikt zdrowy nie potrafi tego zrozumieć.

Jakie zasady postępowania musi przyjąć rodzina, by stać się rodziną terapeutyczną, a nie toksyczną?

Na początku depresji należy z takim chorym postępować tak, jakby był chory somatycznie. Pozwolić mu poleżeć, spać, pozwolić mu na podejmowanie tylko takiej aktywności, jaką sam przejawia. Coś, czego nie należy absolutnie robić, to mówić: „weź się w garść”, „wstań i zrób coś”, „inni mają jeszcze gorzej”, „jakbyś chciał, to byś mógł”, itp. Takich tekstów należy unikać. To pogłębia depresję.

Druga istotna sprawa: rodzina powinna powstrzymywać chorego od podejmowania ważnych życiowych decyzji. Chory np. chce się zwolnić z pracy, bo uważa, że już się do niej nie nadaje. Albo decyduje się na rozwód, bo w związku nie czuje się partnerem – u mężczyzn popęd seksualny w depresji jest znacznie obniżony.

Czy należy pytać chorego o myśli samobójcze?

Tak, ale delikatnie, bez strachu i obawy, bo chory natychmiast to wyczuje. Ale nie należy zbyt intensywnie namawiać chorego do zwierzeń. Często mówię rodzinom, żeby zaczynali od takich słów: „Widzę, rozumiem, jak bardzo źle się czujesz i rozumiem, że w takim stanie człowiek chciałby nie istnieć, ale ten koszmar się skończy, minie”. W tym, że to minie, trzeba chorego utwierdzać. Tym bardziej, że naprawdę tak jest. Depresja mija. Inna sprawa, jak długo trwa, często są nawroty, ale właściwie leczona depresja, mija. Na pewno choremu pomaga spokojna, życzliwa obecność bliskich osób.

Nie wolno być nachalnym ani nadopiekuńczym?

Absolutnie nie wolno. Ale nie wolno też wykrzykiwać do chorego: „Nie mogę na to patrzeć, jakbyś chciał, to byś to zmienił”, itp. Takie pokrzykiwanie ma fatalny wpływ na chorego. Potrzebna jest życzliwa obecność i przekonanie, że choroba minie.

Litość, współczucie są naturalnym odruchem wobec kogoś chorego. Jak sobie z tym poradzić, bo wiadomo, że okazywać tych uczuć nie należy?

Dwie postawy szkodzą choremu: niezrozumienie i nadmierne ochranianie. W bronieniu się przed takim zachowaniem pomaga wiedza. Wiedza o tym, że depresja minie i bliski nam człowiek będzie funkcjonował, jak dawniej.

Chory na depresję jest bardzo wyczulony na wszelkie niuanse, napięcia w rozmowie. Chyba nie jest dobrze, gdy najbliżsi ukrywają przed nim np. swoje kontakty z lekarzem?

Absolutnie nie można robić niczego za plecami chorego, także dosypywać mu bez jego wiedzy do jedzenia leków antydepresyjnych, co się wcale nierzadko zdarza. Chyba, że pacjent ma myśli samobójcze, wtedy np. kontakt bliskich z lekarzem czy terapeutą bez informowania o tym chorego jest uzasadniony.

Rodzina powinna rozmawiać z psychiatrą czy z psychologiem?

To nie ma znaczenia. Chory musi być leczony przez psychiatrę, a rodzina potrzebuje głównie wiedzy, jak postępować z chorym i wsparcia. Bardzo dobre są grupy rodzin, w których wszyscy, których dotknął ten los, wymieniają się doświadczeniami. Prowadzę np. grupę wsparcia rodzin osób chorych na schizofrenię od przeszło 20 lat. W takiej grupie rodzina uzyskuje najważniejszą informację: że ta choroba mija. Uzyskuje nadzieję.

Jaka jest rola rodziny w terapii?

Trudno tu mówić o terapii, bo terapia to jest metoda leczenia, a rodzina jest tutaj wsparciem dla chorego, nie medykamentem. Rodzina powinna towarzyszyć choremu w jego chorobie w sposób rozsądny, mądry, wyważony, bez wyręczania, bez histerii, bez huśtawek nastrojów, bez odrzucenia, bez niezrozumienia.

Czy w taki proces wsparcia należy włączać dzieci?

Jak najbardziej. Oczywiście, trzeba im wytłumaczyć, że tatuś czy mamusia nie są leniwi, ale chorzy, aby nie powstał u nich negatywny obraz matki czy ojca.

Czy po takim stanie depresyjnym rodzina wraca do siebie?

Bywa różnie. Często depresja wywołuje stan subdepresyjny u najbliższych. I wtedy cała rodzina powinna uczestniczyć w terapii.

Wspomniała pani, że często upływa dużo czasu zanim chory, wędrując od specjalisty do specjalisty, trafi wreszcie do psychiatry. Dlaczego tak jest?

To wynika z niewiedzy. Poza tym lekarze też trochę się boją kierować takiego pacjenta od razu do psychiatry. Zlecają kolejne badania, aby upewnić się, że nie ma żadnej somatycznej choroby. Pewną barierą jest też pokutujący w naszym społeczeństwie strach i wstyd przed leczeniem się u psychiatry. I w rezultacie chory trafia do właściwego lekarza bardzo późno.

Jaka jest rola członków rodziny w leczeniu depresji?

Jednym z największych źródeł cierpień człowieka chorego na depresję jest poczucie samotności. Człowiek w depresji nie powinien być sam.

Musi mieć poczucie, że jest kochany i że może liczyć na obecność bliskiej osoby. Z chorym na depresję powinno się dzielić jego cierpienie. Bardzo pomocne w okazywaniu empatii jest zwracanie się do chorego w liczbie mnogiej, np.: „Chodźmy na spacer”. Należy próbować namawiać, nigdy zmuszać. „Chodźmy do pani doktor, bo widzę, że się źle czujesz” zostanie inaczej przyjęte niż „Idź do lekarza”. Mądra pomoc i wsparcie to niewykonywanie czynności za chorego. Spowodować to może obniżenie własnej samooceny i poczucie „do niczego się nie nadaję”.

Rodzina powinna też odsuwać od chorego ważne decyzje życiowe na czas lepszego samopoczucia, by uniknąć sytuacji, w których chory podejmie ważne decyzje życiowe, pozostając pod wpływem choroby.

Jak istotne jest wsparcie rodziny w całym procesie leczenia?

Bardzo istotne, w niektórych przypadkach nawet o wiele ważniejsze, niż inne formy terapii. Edukacja rodziny ma tu kluczowe znaczenie, w przeciwnym razie bliscy nie radzą sobie w postępowaniu z chorym, co negatywnie wpływa na proces całego leczenia. Nie znając specyfiki choroby, wydaje się, że człowiek, który do tej pory był odpowiedzialny, pracowity nagle staje się leniwy, wygląda na to, że na niczym mu nie zależy, jest niezaradny, użala się nad sobą. W tych sytuacjach ważny jest dostęp do wiedzy, która pozwoli pomóc choremu i całej rodzinie.

Warto skorzystać z takich źródeł, jak www.forumprzeciwdepresji.pl, antydepresyjnego telefonu zaufania, czy po prostu poradzić się specjalisty. Bliscy wpływają na postawę chorego przez cały czas trwania choroby, podczas gdy lekarz przebywa z pacjentem od kilku do kilkudziesięciu minut tygodniowo. Przez resztę czasu pacjent jest zdany jedynie na wsparcie rodziny. Od zrozumienia problemu i odpowiedniego nastawienia bliskich w dużej mierze zależy postawa pacjenta wobec choroby, samopoczucie, a nawet życie.

Ogromna rola rodziny to nie tylko pomoc w momentach choroby, ale również pomoc w walce z nawrotami depresji. Dlatego tak ważna jest edukacja i znajomość objawów choroby. Koniec przeminięcia fazy prawdziwej depresji nie powinien obniżać naszych starań
w walce z chorobą bliskiej osoby, powinien je nawet zintensyfikować.

We wszystkich powszechnie dostępnych źródłach wiedzy o problemie, dużo miejsca poświęca się roli rodziców w walce z chorobą, a pomija się znaczącą rolę rodzeństwa małoletniego pacjenta. Często brat czy siostra więcej wiedzą o pacjencie niż ktokolwiek inny. Badania wykazały, że rodzeństwo rozmawia ze sobą częściej chociażby przez fakt, że często ze sobą mieszka w jednym pokoju. W terapii małoletniego chorego inną rolę należy przypisać rodzicom, a inną rodzeństwu. Rodzice często są strażnikami złożonego procesu leczenia, natomiast rodzeństwo pomaga wrócić do środowiska rówieśników i szkoły.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH