Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody

Własną drogą


Czytając wspomnienia z igrzysk w Pekinie przypominam sobie swoją podróż do Chin w 1987 roku. Cud gospodarczy dopiero się wówczas rodził, stolicę otaczał już pierwszy łańcuch biurowców, ale na ulicach nadal królowały rowery, a na chodnikach – kuchenki ustawiane na kilku cegłach.

Nad placem Niebiańskiego Spokoju królowało mauzoleum Mao Tse Tunga, dokładnie naprzeciw Zakazanego Miasta zwiedzanego przez zakładowe wycieczki, których uczestnicy bez ideologicznego skrępowania klękali w pomieszczeniach cesarskich z kornie pochylonymi głowami.

W Chinach zawsze dominowały rządy twardej ręki, najpierw cesarz, potem sekretarz… Najstarsza cywilizacja świata szła własną drogą.

Podam kilka przykładów sprzed dwudziestu lat: przy wjeździe do Chin wysadzono nas z pociągu i zaprowadzono do punktu sanitarnego. Dostaliśmy ulotki o epidemii chorób oczu i zapas leków wraz z instrukcją, jak ich używać w przypadku pojawienia się niepokojących objawów. Taki bezpłatny zestaw otrzymywał każdy cudzoziemiec. Leki okazały się bardzo mocnymi sterydami. Wydawanie ich komukolwiek bez recepty w Europie nie byłoby możliwe, ale tam przede wszystkim liczyła się skuteczność działania ośrodków władzy odpowiedzialnych za rozwiązanie problemu. Krople od pograniczników pomagały, nie tylko nam – dzieliliśmy się nimi z cierpiącymi współtowarzyszami wielogodzinnych kolejowych podróży. Zdobywaliśmy sympatię, a dzięki niej nietykalność.

Cudzoziemcy w Chinach zawsze mieli inne prawa. Jedno z nich zakazywało spania w hotelach lokalnych. Mając dwadzieścia dolarów w kieszeni, musieliśmy sobie z tym radzić. Z reguły się udawało, ale pewnego razu w środku nocy do naszego pokoiku w najtańszym hoteliku, o ściankach ze sklejki, wpadła policja. Funkcjonariusze kazali nam się spakować i zawieźli nas do… pięciogwiazdkowego hotelu dla cudzoziemców. Brak pieniędzy nie był problemem. Mer miasta sfinansował nam nocleg i życzył dobrego wypoczynku.

Podczas kilku wielomiesięcznych wypraw do Chin, zdarzeń, które udowadniały, że władza nas widzi, ale interweniuje tylko wtedy, gdy uznaje, że potrzebujemy pomocy, było kilkanaście. Zawsze czyniła to z ogromnym taktem i kulturą, często z gestem hojności i gościnności niespotykanym nigdzie indziej na świecie. Czy takie gesty byłyby możliwe w ówczesnej Europie Wschodniej?

Szybko zakochiwaliśmy się w Chinach – w ludziach biednych, ale zachowujących niezwykłą godność
– i nabieraliśmy szacunku dla stosunku do nas okazywanego przez tamtejsze władze. I tylko wobec jednego nie mogliśmy być obojętni. Wielokrotnie wieczorem, przechodząc obok witryn sklepów, na ekranach telewizorów oglądaliśmy egzekucje wykonywane na przestępcach. Zawsze towarzyszyły im wywiady ze skazanym w ostatniej minucie jego życia i wypowiedź sędziego czy prokuratora… Patrzył na te sceny kilkudziesięcioosobowy tłumek, zgromadzony na chodniku, komentował.

Chiny są niewyobrażalne w skuteczności stosowanych metod. Od zawsze. I żołnierze wciągający flagę olimpijską, którzy wzbudzili niepokój całego świata, dla Chińczyków nie byli z pewnością bulwersujący. Chiny po raz kolejny zadziwiły świat, od którego różni je wszystko, poczynając od alfabetu.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH