Magnetyczne piosenki Krystyna Tkacz

Magnetyczne piosenki Krystyna Tkacz


Z Krystyną Tkacz, JEDNĄ Z NAJBARDZIEJ CHARAKTERYSTYCZNYCH POLSKICH AKTOREK, rozmawia Łukasz Sobolewski

Dziewiątego stycznia tego roku, na deskach stołecznego Teatru Syrena zaprezentowała się pani publiczności w premierowym recitalu z piosenkami Kurta Tucholsky’ego. Dlaczego postanowiła się pani zmierzyć z dziełami właśnie tego twórcy?

Jestem aktorką śpiewającą i nieustannie poszukuję odpowiedniego dla siebie materiału. Swego czasu spodobałam się publiczności w repertuarze Brechtowskim, który bardzo do mnie pasował. Tucholsky’ego zaś odkryłam przed kilku laty. Niestety, w naszym kraju bardzo często realizacja ambitnych projektów rozkłada się w czasie. A sam materiał jest bardzo intrygujący, ale zarazem wyczerpujący wokalnie. Podczas występu wykonuję kilkanaście utworów o bardzo zróżnicowanym klimacie. Czekam na przetłumaczenie przez pana Romana Kołakowskiego dwóch kolejnych piosenek.

Jak na pomysł wystawienia takiego repertuaru zareagowała dyrekcja Teatru Syrena?

Kiedy Wojciech Malajkat, dyrektor teatru, usłyszał materiał, który przygotowywałam na płytę, natychmiast powiedział, że chce mieć go w repertuarze Syreny. Byłam zachwycona jego propozycją. Bardzo mu zresztą zależy na zmianie oblicza teatru, co nie jest rzeczą łatwą i musi potrwać kilka sezonów. Ważne, by stawiać na najlepszych twórców i dobrych wykonawców, którzy są gwarantem trafionych interpretacji.

Na rynku ukazał się również pani album z piosenkami Tucholsky’ego. Jak do jego nabycia zachęci pani tych, którzy nie mieli okazji zobaczyć Krystyny Tkacz na żywo w Teatrze Syrena?

Takich magnesów może być kilka. Choćby mój staż sceniczny i nazwisko, które – mam nadzieję – pewnej grupie publiczności kojarzy się z odpowiednim poziomem repertuarowym i wykonawczym. Ponadto przyciągać mogą młodzi, ale już uznani muzycy, którzy mi w tym projekcie towarzyszą. No i przede wszystkim sam autor, intrygujący i w Polsce zupełnie nieodkryty Kurt Tucholsky, którego osobiście porównuję do naszego Witkacego.

Wierzy pani w to, że współczesna publiczność, rozmiłowana w kabarecie lekkim, nieskomplikowanym, niestroniącym od wulgaryzmów, będzie potrafiła docenić wyszukaną satyrę Tucholsky’ego?

Bardzo mi na tym zależy. Przeraża mnie zaniżanie gustu i wymagań społeczeństwa przez coraz mniej ambitne media, głównie telewizję. Jest to bardzo duże niebezpieczeństwo. Uważam jednak, że zadaniem teatru nie jest równanie do zaniżonego poziomu współczesnego widza. Artyści teatralni nie mogą schodzić poniżej pewnego poziomu.

Czy potrafią panią rozbawić współczesne kabarety, czy też z nostalgią wspomina pani teksty Przybory, Wasowskiego, Kofty, Młynarskiego?

Odczuwam głęboką tęsknotę za wyższym poziomem naszego kabaretu. Chociaż muszę przyznać, że są wyjątki. Bardzo sobie cenię absurdalne poczucie humoru kabaretu Mumio, a także teksty Andrzeja Poniedzielskiego, równające poziomem do tych przez pana wymienionych. Niestety większa część współczesnego kabaretu, którą staram się prześwietlać, choćby z zawodowej ciekawości, jest dla mnie niestrawna.

W jakim repertuarze teatralnym będziemy mogli panią zobaczyć jeszcze w tym roku?

Właśnie rozpoczynamy próby do spektaklu „Paragraf 22”, którego premiera odbędzie się w Teatrze Syrena w drugiej połowie marca. Aktualnie sztuka jest na etapie wczesnych przygotowań i niewiele jeszcze można na jej temat powiedzieć. Wiadomo już jednak, że wcielę się tam w dwie postacie – burdel mamę i matkę.

Poza tym już jestem po premierze sztuki „Jeśli chcesz kobiety, to ją porwij” autorstwa młodej polskiej pisarki Anny Burzyńskiej. Spektakl można obejrzeć w Teatrze Bajka.

W repertuarze teatru Polonia wciąż utrzymuje się „Boska”. W Teatrze Prezentacje już dziesiąty sezon gram w „Klanie wdów”. Polecam również „Stacyjkę zdrój” w Teatrze Ateneum.

A projekty pozateatralne?

Po wielu latach przerwy ponownie przecięłam zawodowe szlaki z Bogusławem Lindą. W filmie „Randka w ciemno” zagrałam jego żonę, niestety zdradzaną (film wejdzie do kin w pierwszych dniach lutego – red.). Zagrałam również w „Rewersie”, niestety ostatecznie sceny z moim udziałem zostały wycięte. W ogóle jakoś ostatnimi czasy filmowcy mnie nie rozpieszczają, co sprawia mi trochę przykrości…

Sympatię szerszej publiczności zaskarbiła sobie pani już w latach 80., m.in. komediowymi rolami w serialach Stanisława Barei – „Alternatywy 4” czy „Zmiennicy”. Jak wspomina pani pracę na planie u tego kultowego reżysera?

Stanisława Bareję wspominam jak najlepiej. Jedna wielka wrażliwość i serce na dłoni. Niewątpliwie kochał on aktorów i dawał nam to odczuć każdym gestem i spojrzeniem. Poza tym był to bardzo zabawny człowiek, ze swoimi charakterystycznymi tikami, marszczeniem nosa i mrużeniem oczu. Fantastyczna osobowość.

Jak w okresie zimowym dba pani o podstawowe narzędzie pracy aktora – swój głos? Co jest pani orężem w walce z infekcjami?

Przede wszystkim zawsze mam pod ręką numer telefonu do swojej pani doktor – Alicji Komorowskiej. Gdy tylko coś się dzieje, natychmiast do niej dzwonię. Regularnie też sprawdzam stan moich strun głosowych. Przy pierwszych objawach infekcji sięgam po babcine metody – cytrynę, miód, korzeń imbiru, czosnek. Od jakiegoś czasu wspomagam też swoją odporność liściem oliwnym w postaci tabletek i muszę przyznać, że od kiedy wprowadziłam go do swojej diety, w ogóle się nie przeziębiam!

Dziękuję za rozmowę.

Test Rozpoznawania Zaburzeń Związanych z Piciem Alkoholu AUDIT

Wypełnij nasz test i dowiedz się czy masz problem z piciem alkoholu

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH