Kogel-mogel

Kogel-mogel


Forma własności jest sprawą ważną, ale nie najważniejszą. O tym, czy pacjent płaci za leczenie, czy nie, decyduje fakt posiadania przez placówkę kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Sytuacja ochrony zdrowia i pacjenta poprawi się jednak dopiero po zreformowaniu KRUS i zdemonopolizowaniu NFZ.

W ostatnich dniach kampanii prezydenckiej debatę polityczną zdominowała sprawa tzw. prywatyzacji placówek ochrony zdrowia. Niekoniecznie eksperci od zdrowia (np. profesor Jadwiga Staniszkis), politycy i niektórzy dziennikarze na wyścigi komentowali, czy i kto chce „prywatyzować” polskie szpitale i przychodnie. Istny polityczny kogel-mogel. Kluczowe były hasła: równy dostęp do leczenia, solidaryzm i sprawiedliwość społeczna. Tak, jakby od tego zależały losy reformy ochrony zdrowia.

Konieczne zmiany
Planowane przekształcenie szpitali w spółki prawa handlowego spowoduje lepsze zarządzanie i właściwy nadzór właścicielski. A z tym właśnie u nas jest bardzo źle. Z powodu nierzadko kiepskiego zarządzania polskimi szpitalami i innymi placówkami ochrony zdrowia (dotyczy to niestety większości tych placówek) system traci setki mln zł rocznie.

Samo przekształcanie nie poprawi sytuacji ochrony zdrowia i pacjenta, który powinien być głównym beneficjentem reformy. Do tego potrzeba innych, trudnych do przeprowadzenia, zmian. Trudnych, bo wymagających podjęcia odważnych decyzji politycznych lub uzyskania konsensusu politycznego, co w obecnej sytuacji wydaje się niemożliwe. Te decyzje to konieczność przeprowadzenia reformy KRUS (ponad 35 proc. Polaków de facto nie płaci składki zdrowotnej) oraz zdemonopolizowanie NFZ – poprzez dopuszczenie prywatnych lub innych ubezpieczycieli do dysponowania publicznymi pieniędzmi, jakimi są nasze składki na zdrowie.

Konkurencja na rynku płatników
Dlaczego te dwie zmiany są kluczowe? Otóż nic nie usprawiedliwia sytuacji, w której mieszkańcy wsi (rolnicy, a przede wszystkim udający rolników posiadacze ziemscy) mają nie płacić, proporcjonalnej do dochodów, daniny na zdrowie, a reszta – w tym emeryci będący często w dużo gorszej sytuacji materialnej – płaci, i to podwójnie (bo z naszych podatków za „rolników” i innych „wybrańców” płaci budżet państwa).

Jeżeli tak chętnie mówimy o równości i solidaryzmie społecznym, to niech ta zasada dotyczy także sprawiedliwego płacenia podatków. Rozwiązanie to przyniesie brakujące miliardy na zdrowie, bez konieczności podnoszenia składki tym obywatelom, którzy dotychczas karnie ją płacili. To kwota około 20 mld zł, o której od co najmniej pięciu lat mówią przedstawiciele różnych organizacji działających w ochronie zdrowia (np. pamiętna, acz nigdy niepodsumowana, akcja „Teraz Zdrowie”).

Dopuszczenie konkurencji na rynku płatników, czyli likwidacja monopolu NFZ, jest – poza podniesieniem nakładów na zdrowie – drugim niezbędnym warunkiem przeprowadzenia z sukcesem reformy. Przygotowanie przedpola do takiej operacji wymaga od rządu i ustawodawcy wprowadzenia systemu informatycznego, jasnych i czytelnych zasad liczenia kosztów oraz stworzenia standardów postępowania leczniczego. Tego od lat domagają się eksperci.

Tak więc, jeżeli politycy i dziennikarze chcą dyskutować o „prywatyzacji” w służbie zdrowia, to najważniejsza jest ta na rynku płatników. Poprawi bowiem m.in. dostępność do świadczeń medycznych i ich jakość. Dzisiaj NFZ jest najbardziej zainteresowany ograniczaniem liczby świadczeń, a jakość chyba nie bardzo go interesuje.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH