Koncentruję się na emocjach

Julia Pietrucha – koncentruję się na emocjach


Wywiad z Julią Pietruchą, modelką, aktorką, Miss Nastolatek w 2002 r.

Jak zaczęła się Pani kariera?

Kiedy miałam 11 lat trafiłam na cas-ting do warszawskiego teatru Syrena, gdzie – w związku z inscenizacją „Królowej Śniegu” – poszukiwali śpiewających dziewczynek zainteresowanych teatrem. Uwielbiam tę baśń, więc bardzo mi zależało, aby zagrać w tym przedstawieniu. Mimo ogromnego zdenerwowania, dostałam rolę Gerdy i tak zaczęła się moja aktorska droga.

Teatr to coś co sprawia mi przyjemność nieporównywalną z niczym innym. Daje możliwość kontaktu z publicznością. Teatr był moją pierwszą miłością, przez to darzę go ogromnym sentymentem. Mam nadzieję, że kiedyś powrócę na scenę.

Dlaczego tak bardzo podobała się Pani ta baśń, jest ona dosyć mroczna?

Tak, ale ja lubię się bać. Nigdy nie byłam zwolenniczką bajek typu „Królewna Śnieżka”. W tej baśni interesowała mnie magia. Fascynowała mnie też postać Gerdy, jej siła i wytrwałość.

Potem wygrała Pani konkurs Miss Nastolatek. Jak to Pani wspomina?

Mam dobre wspomnienia. Udział w konkursie dał mi dużo pewności siebie. Dzięki temu dostałam propozycję różnych wyjazdów zagranicznych. Byłam w Stanach Zjednoczonych, Republice Południowej Afryki i Moskwie. Bez tego konkursu, pewnie nie odwiedziłabym tych miejsc. Była to okazja do poznawania ludzi i pracy z nimi. Dzięki temu udało mi się też osiągnąć dystans do wielu spraw.

Dostrzegli Panią producenci seriali telewizyjnych.

Zaczęło się od głosu w „Kasi i Tomku”, a potem zagrałam w „Na Wspólnej”, „Pensjonacie pod Różą”, „Reginie”, „Kochaj mnie, kochaj”, no i w moim debiucie filmowym „Jutro idziemy do kina”.

Otrzymała Pani za tę rolę Specjalną Nagrodę Aktorską Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Ta nagroda jest dużym wyróżnieniem, ale o niczym nie świadczy. Dla mnie istotne jest to, że udało mi się spełnić zadanie, jakie postawił przede mną reżyser. Cieszę się, że dostałam szansę pokazania swoich umiejętności na dużym ekranie. Pan Michał Kwieciński z pewnością podjął duże ryzyko obsadzając mnie w swoim filmie, ale mam nadzieję, że nie zawiodłam jego oczekiwań.

Jak Pani debiut zawodowy przekłada się na Pani życie prywatne?

Wydaje mi się, że mam dwie osobowości. To jest mój sposób, aby poradzić sobie z tą sytuacją. Jest więc Julia Pietrucha występująca w filmach i Julia Pietrucha prywatna, która stara się normalnie żyć.

Jak Pani godzi pracę ze szkołą?

Realizuję program matury międzynarodowej, który umożliwia mi z jednej strony łączenie pracy i nauki, a z drugiej daje szansę wyjazdu na studia za granicę.

Wróciłam niedawno z Dallas w Teksasie, gdzie na Konwencji Talentów dostałam dwuletnie stypendium do szkoły The New York Conservatory for Dramatic Arts School for Film & Television i prawdopodobnie skorzystam z tej okazji.

Wygrała Pani konkurs na Festiwalu Poezji Współczesnej?

To konkurs poetycki dla uczniów szkół średnich. Bardzo miłe wyróżnienie, ale ja już nie piszę wierszy. Lepiej robi to moja siostra Natalia. Nadal jednak lubię czytać poezję.

Jak się Pani przygotowuje do roli?

Koncentruję się na emocjach, które należy wyrażać. One stale towarzyszą nam w życiu. Dlatego właśnie na nich konstruuję postacie, które gram. Lubię podpatrywać ludzi, ich gesty, mimikę, a czasem nawet ich podsłuchuję. Lubię podróżować autobusami, więc mam wiele okazji do takich obserwacji. Z nich czerpię inspirację.

Bierze Pani też udział w sesjach fotograficznych jako modelka. Co jest specyfiką tej pracy?

To praca w pewnym sensie podobna do gry aktorskiej. Tu także trzeba uzewnętrzniać emocje.

Co sądzi Pani o postaciach które gra?

Przeważnie mają coś ze mnie, więc je rozumiem i akceptuję. To nie jest trudne, ponieważ nie są to jakieś skrajne typy charakterologiczne.

Niezwykle ciekawe jest wcielanie się w bohaterów, których zachowania nas peszą lub bulwersują. Odgrywanie postaci, które działają w sposób zupełnie nam obcy jest pewnego rodzaju zdradą samego siebie. Aktorstwo to praca i fikcja zarazem. Trzeba mieć naprawdę duży dystans i być wewnętrznie zdyscyplinowanym, żeby nie oszaleć w tym wyimaginowanym świecie filmu!

Co zaskoczyło Panią w show-biznesie?

To, że nie do końca można być sobą. W tej branży ludzie są nastawieni bardzo na siebie, konstruują osobowości, które są w sprzeczności z nimi samymi. Jest to pewnie jakaś obrona przed atakami z zewnątrz.
Z drugiej strony, wspomniany przez Pana show-biznes to również fikcja, w której egzystujemy raczej jako wykreowane osobowości, niż prawdziwi ludzie – tacy jacy jesteśmy na co dzień. Ja nie lubię udawać i może dlatego ciężko mi to zaakceptować.

Jak się Pani regeneruje?

Niedawno zaczęłam na to zwracać uwagę. Lubię pływać, grać w koszykówkę i jeździć na rolkach. Odkryłam też jogę, która bardzo dużo mi daje.

Co jest najważniejsze w życiu?

Jestem w takim momencie życia, że najważniejsza wydaje mi się prawda, rodzina i miłość. Akceptacja siebie i dążenie do kompromisów jest niezwykle istotne, szczególnie w stosunkach międzyludzkich.
Kiedyś myślałam sobie, że chciałabym budzić się każdego ranka z myślą: „Dziś znowu mam dla kogo wstać. Jestem szczęśliwa”. Mam wrażenie, że dużo się nie zmieniło od tamtego czasu. Zadowolenie z siebie i z innych jest tak pozytywnym bodźcem, że warto się starać!

Dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH