Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody
Ezoteryka w medycynie

Ezoteryka w medycynie


Magiczne gadżety i styl myślenia mocno zakorzeniły się w naszej codzienności. Nie szokują nas sklepy z amuletami, stoiska homeopatyczne w aptekach czy restauracje projektowane według zasad feng shui. Czasem ezoteryka może być jednak groźna.

Najczęściej do „magicznych” elementów rzeczywistości podchodzimy z przymrużeniem oka. Bawią nas publikowane w kobiecych pismach horoskopy i przepowiednie drukowane przez tabloidy w sezonie ogórkowym lub tuż przed wyborami. Kto dziś pamięta, że według „Faktu” Miriam wywróżyła Zbigniewowi Ziobrze rychłe małżeństwo i spłodzenie potomka, a Donaldowi Tuskowi prezydenturę? Podobnie traktujemy wypad z przyjaciółką do tarocistki. To dla nas zabawa, tak samo niewinna jak wieczór panieński.

Jednak niektóre z pozoru śmieszne zabiegi są dla ludzi sposobem na odzyskanie równowagi ciała i ducha. Szczególnie popularne w Polsce są bioenergoterapia i różnego rodzaju metody zaczerpnięte z orientalnej medycyny ludowej. Dużo zwolenników ma też fitoterapia, czyli ziołolecznictwo, oraz homeopatia.

Medycyna niekonwencjonalna
Skuteczność homeopatii trudno jest udowodnić naukowo, dlatego wielu lekarzy odnosi się do niej z dystansem. Inaczej wygląda sprawa ziołolecznictwa. Lekarze często korzystają w swojej praktyce z jego osiągnięć. Kontrowersje budzi jedynie fakt, że pacjenci bez konsultacji z lekarzem przyjmują preparaty ziołowe o nieznanym składzie i pochodzeniu. W połączeniu z przepisanymi lekami mogą one wywoływać efekty przeciwne do zamierzonych.

Na rynku pojawiło się wiele mieszanek, którym producenci przypisują cudotwórcze właściwości. Środki te najczęściej sprowadza się z bardzo daleka (z Peru, Tybetu, wysp Pacyfiku), towarzyszy im aura tajemniczości i zazwyczaj odciska się na nich piętno jakiejś silnej osobowości, która daną roślinę „odkryła” dla europejskiego rynku. Specjaliści nie twierdzą, że mieszanki te nie mają żadnych właściwości, ale przestrzegają, aby nie dać się nabrać na stosowane chwyty marketingowe.

Bioenergoterapia
Jeśli fitoterapia jest ukochanym adoptowanym dzieckiem polskiego Eskulapa, to bioenergoterapia jest jego wzgardzonym pasierbem. Opiera się ona na przekonaniu, że człowiek oprócz dwunastu układów narządowych (układu pokarmowego, oddechowego itd.) ma jeszcze jeden układ, który decyduje o prawidłowym przepływie energii. Jego kanały spotykają się w siedmiu punktach nazywanych czakrami. Choroba ciała wiąże się z zatkaniem któregoś czakramu i nieprawidłowym obiegiem energii. Aby zbadać, który czakram jest zablokowany, bioenergoterapeuci ponoć korzystają z różnego rodzaju przyrządów: wahadełek, różdżek. Ponadto obserwują ludzką powłokę energetyczną, czyli aurę.

Bioenergoterapia ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Sceptycy uzasadniają swoje stanowisko przywołując kilka argumentów. Pierwszy z nich jest natury estetycznej. Na osobach o racjonalistycznych poglądach leczenie tą metodą robi wrażenie spektaklu graniczącego z szarlatańskim popisem. Drugim argumentem jest zła sława, na którą „pracują” liczni oszuści. Trzecim i najważniejszym jest fakt, że bioenergoterapia zupełnie wymyka się naukowej weryfikacji. Istnieją wprawdzie badania na temat promieniowania w obrębie czakramów ziemskich, a także bioprądów, lecz zdecydowana większość dogmatów bioenergoterapii pozostaje niesprawdzalna. Natomiast zwolennicy tej metody podkreślają, że ona im pomaga i to – według nich – jest najmocniejszym argumentem.

Medycyna ludowa
Podobnie wiele kontrowersji wzbudza medycyna ludowa z różnych stron świata. Częściowo udowodniono skuteczność akupunktury oraz różnych orientalnych metod masażu, a hipnoza jest już uważana za niemal „standardowe” narzędzie psychologii. Na marginesie tych praktyk sytuują się różne techniki spirytualistyczne i wróżbiarskie, które – choć trudno w to uwierzyć – miewają działanie terapeutyczne. Pomagają one pacjentom, którzy bezskutecznie poddawali się leczeniu psychiatrycznemu lub egzorcyzmom, a także osobom pogrążonym w patologicznej żałobie oraz cierpiącym na różnego rodzaju nerwice.

Zagadką dla nauki wciąż pozostaje działanie akupresury, czyli uciskania ściśle określonych punktów na ciele po to, by wyleczyć odpowiadający im organ.

Ezoteryka w szpitalnym korytarzu
Zdarza się, że ezoteryka wchodzi w kompetencje lekarzy. Nierzadko osoba lecząca w sposób niekonwencjonalny szkodzi zdrowiu pacjenta. Niestety prawie każdy lekarz zna z autopsji przypadki, kiedy rzeczywiście tak się stało.

Jak wskazują badania, walka z różnego rodzaju formami medycyny alternatywnej jest z góry skazana na niepowodzenie. Pacjenci zawsze ją stosowali i będą stosować. Jeśli w grę wchodzi ich zdrowie i życie, będą się chwytać każdej możliwości, która da im nadzieję na wyzdrowienie. Najczęściej taką motywacją kierują się pacjenci terminalni (ostatni okres życia chorego, w którym badania diagnostyczne i leczenie przyczynowe tracą na znaczeniu). Badania przeprowadzone w 13 państwach dowiodły, że około 31 proc. pacjentów onkologicznych sięgnęło po środki z zakresu medycyny niekonwencjonalnej. W Polsce przebadano pod tym kątem osoby chore na stwardnienie rozsiane – ponad 70 proc. z nich skorzystało z tego rodzaju środków.

Zasady rządzące metodami terapii niekonwencjonalnej mogą u osób o naukowych poglądach budzić sprzeciw albo rozbawienie. Jednak osobom, które je stosują, nie chodzi o zgodność z racjonalnym światopoglądem, lecz o skuteczność. A ta jest całkiem wysoka. Według badań poprawę stanu zdrowia po zastosowaniu jakiegoś środka medycyny niekonwencjonalnej odczuwa od 21 aż do 50,8 proc. pacjentów. Sceptycy przypominają, że może to być efekt placebo. Ale każdy, kto zajmował się osobą w stanie terminalnym, wie, że osiągnięcie choćby krótkotrwałej poprawy, wywołanej nawet wiarą w skuteczność zastosowanego środka, bywa ogromnym sukcesem.

Może więc warto, by lekarze zaczęli współpracować z przedstawicielami medycyny niekonwencjonalnej i dzięki temu kontrolowali ich działania. Niestety jak na razie polscy pacjenci zdani są w tej kwestii sami na siebie. Utworzona w 1997 roku Rada ds. Niekonwencjonalnych Metod Terapii miała ucywilizować tę sferę. Niestety jednostka ta została szybko zlikwidowana.

Pozwalać, wspierać czy zabraniać?
To, że nasi bliscy sięgają po tego rodzaju środki, może budzić w nas lęk. Pamiętajmy jednak o wnioskach płynących z analizy przytoczonych statystyk. Jeśli nasza mama, babcia czy córka decydują się na przykład na wizytę u bioenergoterapeuty, nasze oburzenie prawdopodobnie im w tym nie przeszkodzi. Może więc lepiej, zamiast odwodzić je od tego pomysłu, zadbać o to, by przynajmniej znalazły się w dobrych rękach, to znaczy pomóc im wybrać uczciwego terapeutę.

Zaleca się przy tym szczególną ostrożność. Kierujmy się podobnymi kryteriami jak przy wyborze lekarza. Sprawdźmy, czy dana osoba nie ma na sumieniu poważnego uchybienia w stosunku do innych pacjentów, czy nie nakłaniała ich do zarzucenia lub zmiany rodzaju terapii bez konsultacji z lekarzem, czy nikogo nie zastraszała i nie szantażowała emocjonalnie oraz czy nie ma na sumieniu finansowych oszust i wyłudzeń. Zastanówmy się też, czy jest to osoba godna szacunku, sympatii i zaufania. Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości – zrezygnujmy.

Czym to grozi?
Obiegowa opinia głosi, że medycyna niekonwencjonalna „nie zaszkodzi, a może pomóc”, jednak z jej stosowaniem mogą się wiązać niebezpieczne efekty uboczne. Aż 8 proc. ankietowanych pacjentów stwierdziło, że po zastosowaniu terapii komplementarnej (konwencjonalnej uzupełnionej alternatywną) ich stan zdrowia się pogorszył.

Naturalnie największym zagrożeniem, na jakie wskazują lekarze, jest pokusa zarzucenia tradycyjnej terapii pod wpływem nieodpowiedzialnego terapeuty. Takie niebezpieczeństwo rzeczywiście istnieje, ale nie zawsze sytuacja osób odrzucających tradycyjną terapię jest jednoznaczna. Pacjenci onkologiczni, realnie oceniający swoje szanse na wyleczenie, często rezygnują z inwazyjnych, wyniszczających organizm konwencjonalnych metod. Nie robią tego dlatego, że przeceniają skuteczność metod alternatywnych, lecz po prostu chcą uniknąć niepotrzebnych cierpień. W takich sytuacjach rzadko zdarza się, by bioenergoterapeuta miał wpływ na ich decyzję.

Istotnym zagrożeniem przy korzystaniu z metod ezoterycznych są wszelkiego rodzaju uzależnienia od osoby terapeuty oraz zespół nie do końca wyjaśnionych problemów, które dr Jan Witold Suliga, badacz tego rodzaju zjawisk, etnograf i terapeuta, określa mianem „syndromu duchowego uzależnienia”. Pod tą nazwą kryją się zwykle nietypowe marzenia senne, wizje, samookaleczenia, a także różnego rodzaju objawy psychosomatyczne: wysypka, drgawki, krwotoki.

Jak się ratować?
Zależnie od światopoglądu pacjenci interpretują te objawy jako chorobę psychiczną, opętanie lub działanie sił pozazmysłowych. W pierwszym przypadku oczywiście należy się skontaktować z psychologiem lub psychiatrą, w drugim z kapłanem, w trzecim zaś warto przemyśleć wizytę u terapeuty-parapsychologa zajmującego się tego rodzaju przypadkami.

Praca nad uzależnieniem duchowym prowadzona przez lekarza, kapłana i ezoteryka wygląda podobnie. Opiera się m.in. na odizolowaniu pacjenta od obiektu uzależnienia, spokojnej, analitycznej rozmowie. W szczególnych przypadkach ksiądz może wykonać egzorcyzmy. Nie wpadajmy jednak w panikę. Zdecydowana większość przypadków tylko wygląda groźnie. Sami egzorcyści przyznają, że zwykle wystarczy spowiedź albo modlitwa o uwolnienie.

Z drugiej strony trzeba się liczyć z tym, że pewne uzależnienia wymagają długiej, wyczerpującej psychicznie i niestety nie zawsze skutecznej terapii. Nawet dr Suliga, który od wielu lat zajmuje się tego rodzaju problemami, przyznaje, że „częściej zdarzają się porażki, niż sukcesy”.

Zanim umówimy się na pierwszą wizytę u specjalisty medycyny niekonwencjonalnej, zastanówmy się nad wymienionymi wyżej konsekwencjami i weźmy odpowiedzialność za swoje decyzje.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH