Udowadniam

Emilian Kamiński – Udowadniam, że się da


Mieszkańcy kamienicy, w której niebawem otworzy swoje podwoje Teatr „Kamienica” Emiliana Kamińskiego, mówią zgodnie: „z Emilianem nie sposób się nie zaprzyjaźnić”. – On zawsze pierwszy wyciągnie rękę, powie „dzień dobry” – mówi Janina Bdziukiewicz. – Dzięki niemu ludzie zaprzyjaźnili się ze sobą – dodaje. Lgną do niego ludzie z kłopotami, psy, konie, koty, ptaki, winorośl.

Co dla Pana jest najważniejsze w życiu?

Rodzina, czyli żona i dzieci. I to, żeby byli zdrowi i bezpieczni. I praca – teatr. Reszta to „zabawa”, która czasami jest trudniejsza, czasami łatwiejsza.

Jak buduje się szczęście rodzinne, dom?

Nie lubię mówić o tym, że udało się coś zbudować, bo wszelkie budowle tego rodzaju są kruche. Są kruche dlatego, że życie jest kruche. Jesteśmy osobami z innych światów: żona z Białegostoku z wileńskimi korzeniami, ja warszawiak. Jesteśmy sobie bliscy, chociaż często się spieramy, mamy różne temperamenty. Definicji na budowę szczęścia i domu nie ma. Normalny dom buduje się tak, że są fundamenty, beton, gruz, druty, cegły, zbrojenia itd. Dom rodzinny to zupełnie co innego. Mówię moim kolegom tak: „zauważaj swoją panią, nie patrz tylko na siebie samego, przynieś kwiatek, posadź na kolanach, powiedz miłe słowo”.

To, co nas otacza wokół domu, a i wiele w domu, wykonał Pan sam.

Część tak, np. basen sam wymurowałem. Trochę się znam na sprawach budowlanych. Czasem koledzy, którzy znają się na tym lepiej, patrząc na mój projekt mówią: „Emilian, tego nie da się zrobić”. A ja im udowadniam, że się da.

Kochają Pana ludzie, psy , konie, koty, winorośl w ogrodzie. Wszędzie ma Pan przyjaciół, także wśród Cyganów…

Tak cudownie to nie jest. Wrogów, ludzi mi niechętnych też nie brakuje! Nie muszę jednak ani się nimi zajmować,
ani wśród nich przebywać. Kiedy dostałem unijne pieniądze, zostałem zaatakowany przez wielu kolegów ze środowiska: „Ten taki owaki dostał aż 5 mln zł, a dlaczego nie ktoś inny?!”. Bardzo mnie to zdziwiło. Każdy mógł zainteresować się programem unijnym i złożyć swój projekt.

Przecież tego miejsca i tych pieniędzy nikt mi nie dał ot tak. Walczyłem o to i ciężko na to pracowałem. Oczywiście nie sam. Pomagało mi kilkanaście osób – wolontariusze, wspaniali współpracownicy, prawnicy, inżynierowie.Cyganie? Jako chłopiec z warszawskiego Gocławka chodziłem do taboru cygańskiego,
który tam właśnie obozował. Bywałem na ich ogniskach, poznałem ich pieśni. Traktowali mnie jak swojego,
mam nawet u Cyganów przydomek Baroszero.

A winorośl to moja chluba. Krzaki oplatają cały dom i wszystko dookoła.

Zwierzęta w Pana życiu zajmują szczególne miejsce, psom zawdzięcza Pan życie…

Miałem 2,5 roku. Sylwester, mróz, rodzice zajęci pracą. Podkopałem się pod ogrodzeniem i poszedłem w las. Mieszkaliśmy w Józefowie. Szła jakaś para. W pewnym momencie usłyszeli głos dziecka. Zobaczyli sforę psów. W środku byłem ja. Psy mnie grzały i nie pozwoliły zamarznąć. Psy to moi przyjaciele. Nie ma dla mnie parszywych kundli, każdego psa należy pogłaskać, pogadać z nim. Mam uczucie bliskości, przyjaźni wobec bezdomniaków. Jakiś czas temu wracałem ze sklepu. Po drodze mijałem różne doły.

Z jednego nagle coś zaskamlało. Zajrzałem, a tam leżał biedny kundel. Zjechałem do niego po piachu. Dziwnie na mnie patrzył. To był bardzo stary i chory pies. Miałem mleko, dałem mu, ale odwrócił się. Ser, bułka też nie. Więcej nic nie miałem. Ukląkłem przy nim na tym piachu, położyłem rękę na tym jego parchatym łbie. Poczułem, że się uspokoił, rozluźnił. Położyłem sobie jego łeb na kolanie, zacząłem głaskać. Pies na mnie patrzył, patrzył i zdechł. On już nie chciał jeść, nie chciał pić. Chciał bliskości.

Lubi Pan przebywać z końmi, ale nie uprawia Pan jeździectwa…

Jako student przyjeżdżałem do stadniny w Ochabach i tam pracowałem. Opiekowałem się końmi, jeździłem na nich. To pozwoliło mi poznać ich mentalność. Całkiem niedawno dowiedziałem się od psychologa końskiego, że podstawą myślenia i wrażliwości tych zwierząt jest telepatia, że potrafią one wyczuć jeźdźca oraz jego myśli. To wiele wyjaśnia. Kiedy wsiadłem po raz pierwszy na konia, udawałem, że już jeździłem, ruszyłem pewnie do przodu, pod ostrzałem spojrzeń pozostałych masztalerzy. Wpadłem w galop. Udało mi się nie spaść, dzięki temu, że uprawiałem judo. Zdecydowanie wolę przebywać z końmi niż jeździć na nich. To tak jak z psami, przecież nie muszę jeździć na psach, żeby spędzać z nimi czas. Można powiedzieć, że koń nie jest tak mądry jak pies, ale jest wrażliwy
i prawie tak samo piękny jak kobieta.

Czym Pana urzekła stara kamienica przy Al. Solidarności, w której powstanie Pana teatr?

Miała w sobie to „coś”. To zabytkowa kamienica z 1912 roku. Stare grube mury oraz układ piwnic i suteren przy niewielkiej adaptacji mogą stworzyć miejsce o niepowtarzalnym klimacie i dużych możliwościach.

Jaki to będzie teatr?

Otwarty i z nazwy, i z idei, bo ja jestem „otwarty” na rozmaite propozycje: teatralne, muzyczne, plastyczne itp.
Chcę robić taki teatr, który nie będzie ludziom odbierał chęci do życia. W teatrze w jakiś sposób manipuluję widzami.

Można powodować, że będą oni wychodzili z teatru „na czworakach” albo pogodni i radośni. Byłem w teatrze, który mi pokazywał, jak bardzo źle dzieje się na pewnym osiedlu: dzieci zażywają narkotyki, mężowie biją żony, kobiety zostawiają dzieci na śmietniku… Tak samo było w rzeczywistości. Mnie właśnie to w teatrze interesuje.
Nie chcę mieć na scenie przeglądu tygodnia z gazety „Fakt”.
Helmut Kajzar powtarzał mi zawsze: „musisz umieć wąchać czas”. Staram się o tym nie zapominać. Z kolei Tadeusz Łomnicki mówił: „nie rób się podobny do tych, z którymi walczysz”. Chciałbym, żeby w moim teatrze najważniejsze było to, co „żywy” człowiek na scenie ma do powiedzenia drugiemu „żywemu” człowiekowi na widowni. Pragnę przygotować rzecz, która sama siebie będzie w godny sposób reklamować.

Żeby choć troszkę być innym od tego świata, który ze wszystkiego robi huczne wesele – z byle proszku,
byle głupoty. Nic do zaoferowania, a bardzo wiele krzyku. Ja chciałbym odwrotnie, robić mało krzyku
i mieć coś do zaoferowania, a miejsce będę miał naprawdę świetne. Mam nadzieję, że będę umiał wraz z moimi przyjaciółmi natchnąć to miejsce ładną sztuką, bo energię już ma. Chciałbym, żeby nasze sztuki
były piękne, mądre i śmieszne.

Powiedział Pan kiedyś, że to będzie „teatr towarzyski”. Co to oznacza?

Ma to być miejsce dla ludzi o pewnej wrażliwości, refleksyjnych, kreatywnych, tych, którzy bardziej cenią
być niż mieć.

Dziękuję za rozmowę.

Test Rozpoznawania Zaburzeń Związanych z Piciem Alkoholu AUDIT

Wypełnij nasz test i dowiedz się czy masz problem z piciem alkoholu

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH