Ambasador pacjentów w Sejmie

ROZMOWA Z POSŁEM KRZYSZTOFEM OSTROWSKIM, PRZEWODNICZĄCYM PARLAMENTARNEGO ZESPOŁU DS. PACJENTÓW.

Ile punktów w skali od 0 do 10 wystawiłby Pan dziś polskiej ochronie zdrowia?

4 – nie jest tak dobrze jak chcielibyśmy, żeby było, ale też nie tak źle jak mówi opozycja. Jestem lekarzem praktykiem, stale przyjmuję pacjentów, dlatego znam system nie tylko z Sejmu, Komisji Zdrowia, spotkań Parlamentarnego Zespołu ds. Pacjentów. Porównując się z Niemcami, którzy wydają 3-4 razy wyższy procent PKB na zdrowie (znacznie wyższego PKB niż nasze), trzeba stwierdzić, że na miarę środków, które przeznaczamy na ochronę zdrowia, jej poziom jest dobry. Warto podkreślić, że dopiero rząd PiS podjął decyzję o zwiększeniu nakładów na opiekę zdrowotną.

Przez 4 lata kadencji prowadził Pan Parlamentarny Zespół ds. Praw Pacjentów. Co się udało zespołowi w tej kadencji?

Parlamentarny Zespół ds. Praw Pacjentów uważam za trafiony pomysł. Odbyliśmy 62 posiedzenia w tej kadencji. Organizacje pacjenckie nazwały mnie nawet ambasadorem pacjentów w Sejmie. To był jeden z najbardziej aktywnych zespołów parlamentarnych w tej kadencji. Był to drugi zespół w Sejmie pod względem liczby zorganizowanych posiedzeń. Zajmowaliśmy się wieloma dziedzinami, m.in. podstawową opieką zdrowotną, leczeniem bólu, onkologią, hematologią, hematoonkologią, SM, chorobami układowymi tkanki łącznej, pierwotnymi niedoborami odporności, hipercholesterolemią, cukrzycą, nieswoistymi zapaleniami jelit, hemofilią, szpiczakiem, chorobami cywilizacyjnymi, dolegliwościami dróg moczowych, opieką lekarską w szkołach, problemami osób starszych i wcześniaków.

To całe spektrum z dziedziny ochrony zdrowia – widziane oczami pacjentów. Skąd tematyka spotkań?

Tematyka była odpowiedzią na prośby pacjentów, stowarzyszeń pacjenckich. Spotkania dały mi bardzo szerokie spojrzenie na to, co dzieje się w ochronie zdrowia, na ogrom cierpienia pacjentów, ich zmagania często z bezdusznością systemu ochrony zdrowia. Mieliśmy okazję zorientować się, jak funkcjonuje system z perspektywy pacjentów. Na spotkania przyjeżdżali też najlepsi eksperci z danej dziedziny – konsultanci krajowi, szefowie towarzystw naukowych. Podpowiadali, co jest jeszcze do zrobienia, ile jeszcze przed nami.

Co Pana najbardziej zaskoczyło w czasie spotkań zespołu, rozmów z pacjentami i ekspertami?

Chyba najbardziej… oporność administracji na zmiany. Przeforsowanie wielu spraw korzystnych dla pacjenta wymaga wiele wysiłku i starań. Leczenie bólu – to był jeden z pierwszych tematów, którymi się zajęliśmy. Udało się doprowadzić do nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i do wprowadzenia zmiany dotyczącej leczenia bólu. Wcześniej był obowiązek leczenia bólu tylko w stanach terminalnych. Udało się rozszerzyć ten zapis, żeby obowiązek leczenia bólu był w każdej jednostce chorobowej. To m.in. dzięki pracom zespołu udało się też doprowadzić do tego, że ministerstwo przygotowało projekt rozporządzenia w sprawie standardu organizacyjnego leczenia bólu. Dzięki współpracy z wieloma środowiskami, m.in. z anestezjologami i ekspertami leczenia bólu, udało się stworzyć tzw. dobre praktyki leczenia bólu w zespołach ratownictwa medycznego. Parlamentarny Zespół ds. Pacjentów zasłynął też z przygotowania kilku programów opieki koordynowanej. Opracowaliśmy modele kompleksowej, skoordynowanej opieki w onkologii, hematoonkologii, chorobach zapalnych jelit, dla pacjentów z wczesnymi zapaleniami stawów. Stworzyliśmy rekomendacje opieki koordynowanej dla pacjentów z rakiem prostaty, pęcherza moczowego i nerki. To była ogromna praca zespołów ekspertów pod przewodnictwem prof. Piotra Chłosty i prof. Artura Antoniewicza. Dzięki lepszej organizacji leczenia można osiągnąć znacznie lepsze wyniki, wielu pacjentom można ocalić życie. Program pilotażowy dotyczący urologii onkologicznej miał być wprowadzony jesienią, czekają na to zarówno pacjenci, jak i eksperci. Wraz z grupą ekspertów stworzyliśmy też adresowany do samorządów, modelowy program profilaktyczny dla chorych na cukrzycę. Czekamy na jego ocenę przez AOTMiT. Stworzony przez nas program może być matrycą dla samorządowych programów profilaktycznych.

Jakie zmiany chciałby Pan wprowadzić, będąc posłem w kolejnej kadencji?

Trzeba zwiększyć finansowanie ochrony zdrowia, gdyż 6 proc. PKB raczej nie wystarczy, być może powinno to być 9 proc. Druga rzecz to powiązanie finansowania dla placówek ochrony zdrowia z jakością i efektami leczenia. Trzecia: wzmocnienie pozycji POZ, doprowadzenie do sytuacji, żeby lekarz rodzinny był głównym koordynatorem leczenia pacjenta. Trzeba też odciążyć lekarzy i pielęgniarki, utworzyć nowe zawody medyczne, np. asystentów lekarzy, a także zwiększyć kompetencje farmaceutów. Należałoby też zwiększyć współodpowiedzialność samorządów za kształtowanie polityki zdrowotnej. Będzie więcej pieniędzy na ochronę zdrowia, trzeba zrobić wszystko, by wykorzystać je jak najskuteczniej. Wiele programów, w których tworzeniu uczestniczył Parlamentarny Zespół ds. Praw Pacjentów, to gotowce do wprowadzenia. Świat idzie w kierunku kompleksowej opieki koordynowanej – dla dobra pacjentów.

Jest Pan cenionym i lubianym przez pacjentów lekarzem. Dlaczego chce Pan powtórnie zostać posłem?

Ochrona zdrowia wymaga zmian, żeby była na miarę aspiracji i oczekiwań Polaków, którzy na to zasługują. Wzrost finansowania jest niezbędny, jednak to tylko jeden z niezbędnych elementów. Mam sporą wiedzę na ten temat z pozycji lekarza praktyka – pracowałem zarówno na oddziale szpitalnym, jak i w pogotowiu; w poradni lekarza rodzinnego i poradni specjalistycznej. Kilkanaście lat byłem dyrektorem szpitala ds. lecznictwa, dwa razy starostą, przewodniczącym komisji zdrowia sejmiku województwa wielkopolskiego. Polityk, który zajmuje się zdrowiem, może często bardziej pomóc pacjentom, zmieniając system i organizując go sprawniej, niż lekarz, lecząc pojedynczych pacjentów. To jest moim głównym mottem. Przez te cztery lata udało nam się wiele zmienić, jednak wiele jest jeszcze do zrobienia. Liczę na to, że jeśli będę posłem w drugiej kadencji, to mając wiedzę, którą zyskałem przez te cztery lata, będę bardziej skuteczny w zmianie sytemu. A możliwości zmian są bardzo duże. Często problemem jest inercja systemu, pewne interesy poszczególnych grup. Trzeba mieć odwagę wystąpić przeciw nim, w interesie pacjentów. To chęć zmiany świata powoduje, że jestem w polityce; w jakiejś części zrezygnowałem z medycyny, która jest pięknym zawodem – lubię pacjentów, oni to czują. Jednak dobry lekarz pomoże jednostkom, a polityk może pomóc całym grupom pacjentów w wielu jednostkach chorobowych. Jesteśmy w Polsce na etapie odbudowywania wspólnoty narodowej, organizacji systemu, mamy epokową szansę zbudowania państwa silnego, sprawiedliwego, solidarnego i dokonania wręcz skoku cywilizacyjnego. W ramach tego można stworzyć dobry model opieki zdrowotnej, który mógłby nawet być wzorem dla innych państw.

Wspomniał Pan, jak ważna jest profilaktyka. A jak Pan dba o własne zdrowie?

Zawsze lubiłem sport, spędzam aktywnie czas, jeszcze kilka lat temu opływałem kajakiem Sardynię wraz z rodziną i przyjaciółmi. Pamiętam, jak po powrocie pytano mnie, w ilu gwiazdkowym hotelu spaliśmy. Powiedziałem, że wielogwiazdkowym, bo wiele gwiazd świeciło nam nad głową, gdy spaliśmy na plaży… Mieszkam na Pojezierzu Gnieźnieńskim; gdy po studiach przeprowadzałem się z Poznania do Gniezna, jedną z przewag Gniezna była właśnie bliskość jezior. Nie palę, staram się zdrowo odżywiać; jedynie nadmierny apetyt na życie, pasja zmieniania świata i rozmaite hobby, powodują, że nie mam zbyt wiele czasu na sen…

Rozmawiała Katarzyna Pinkosz



POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH