Lek w godzinę

Leki recepturowe w godzinę


Gdy chcemy zrealizować receptę w aptece, czasem zdarza się, że nie ma potrzebnego leku. Nie należy się tym specjalnie martwić. Farmaceuta, z pomocą nowoczesnego sprzętu, złoży zamówienie i może sprowadzić lek jeszcze tego samego dnia.

Starsi czytelnicy z pewnością pamiętają jeszcze te męczące eskapady po mieście w poszukiwaniu leku – nie zawsze zakończone sukcesem. Niestety nie ma już wśród nas osób pamiętających początki ubiegłego wieku, ale z zapisków pamiętnikarskich możemy się dowiedzieć, że szybkie uzyskanie niezbędnego leku było wówczas całkowicie naturalne. A przecież leki nie były sprowadzane z hurtowni, tylko wykonywane wyłącznie na miejscu, w aptece.

Niezwykły widok
W 1918 roku zatrudniony w aptece przy ulicy Elektoralnej 35 magister Kazimierz Wit Jagiełło przyszedł do pracy zgodnie z wyznaczoną zmianą – po południu – i zastał tam niezwykły widok: „W aptece wprost kotłowało się, gdyż ludzie zawsze po godzinie od zamówienia otrzymywali leki. Ludzie początkowo wyrażali zdziwienie, potem okazywali zdenerwowanie, wreszcie zaczynali awanturować się, a nawet kląć. To było niesłychane wówczas w aptece”.

Okazało się, że właściciel apteki wyszedł na miasto, zabierając ze sobą klucz do magazynu, w którym znajdował się zapas składników niezbędnych do wykonania leków. Gdy oczekujący na wydanie leku pacjenci nie otrzymali go po upływie godziny, byli tak zdumieni, że nie wiedzieli, jak zareagować! Nikomu nawet nie przyszło do głowy żądać zwrotu recepty, by zamówić lek w innej aptece. Nie było takiej praktyki, a godzina oczekiwania była jedyną, obowiązującą normą nie tylko w tak szacownej i cenionej aptece, jaką przez lata była apteka przy Elektoralnej.

Historia apteki
Apteka założona pod koniec XVIII wieku przez Karola Fryderyka Zeuschnera początkowo mieściła się w lokalu na rogu Mirowskiej i Elektoralnej. W 1855 roku zakupił ją za 10 tys. srebrnych rubli Wincenty Karpiński i założył przy niej czwartą z kolei w Warszawie fabrykę sztucznych wód mineralnych oraz laboratorium farmaceutyczne. Produkowano w nim preparaty galenowe, wina lecznicze, a także pierwsze polskie specyfiki pod nazwą Galmanin i Tamar Indien. W aptece tej wykształciło się wielu znanych warszawskich aptekarzy, jak np. Julian Różycki, Antoni Manduk czy Ferdynand Więckowski. Pracował tam także prowizor Antoni Schmidt, który przechowywał u siebie bomby Orsiniego i płyn fosforyczny rozlany z okien pałacu hrabiego Zamoyskiego w zamachu na namiestnika Królestwa Polskiego Fiodora Berga. Za swoją działalność A. Schmidt został skazany w 1864 roku na śmierć i dopiero po doprowadzeniu pod szubienicę odczytano mu zmianę kary na 20 lat katorgi.

W 1895 roku w aptece wprowadzono nocne dyżury lekarskie: „Na ten cel ofiarował lekarzom kol. Karpiński gabinet przy aptece swojej, odtąd więc publiczność nie będzie mogła narzekać, że o lekarza w nocy jest tak trudno, gdyż dyżurujący lekarz na każde wezwanie pośpieszy. Stacja zaopatrzoną jest we wszystkie narzędzia i środki, konieczne dla podania ratunku i opatrunku. Telefon, w który zaopatrzoną jest apteka, również nieraz zapewne odda ważne usługi”. Innowacja ta, wprowadzona jednocześnie w kilku warszawskich aptekach, nie przyjęła się na jednak na dłużej.

Nowy adres
W 1898 roku aptekę przeniesiono pod nr 35 ulicy Elektoralnej, a kilka lat później jej oficjalnym właścicielem stała się firma „Towarzystwo Akcyjne Karpiński Fr.” posiadająca także fabrykę sztucznych wód mineralnych, wytwórnię specyfików, kosmetyków i mydeł leczniczych oraz laboratorium i składy apteczne. Główny udziałowiec, syn Wincentego, Franciszek Karpiński był także właścicielem akcji w innych firmach, m.in. w „Zakładach Chemicznych Grodzisk” oraz w „Fabryce Waty Higroskopijnej Alba”.
W latach trzydziestych XX wieku właścicielem apteki został jeden z akcjonariuszy „Towarzystwa” – Wiktor Rospędzihowski, który przyjął do spółki Franciszka Perkowskiego, poprzednio udziałowca w aptece sukcesorów H. Biertumpfela przy Marszałkowskiej 136.
Spółka ta prowadziła aptekę do wybuchu drugiej wojny światowej, oddając zarząd fachowym, zatrudnianym pracownikom. Podczas okupacji apteka znalazła się w obrębie dzielnicy żydowskiej. Wydział Gospodarczy Aptek Żydowskich, działający przy warszawskiej Izbie Aptekarskiej w maju 1941 roku przyznał właścicielowi refundację w zamian za pozostawione w dzielnicy żydowskiej sprzęty, towary i urządzenia. Wykorzystując je, W. Rospędzihowski, już samodzielnie otworzył aptekę w lokalu nieobecnego w pierwszych latach wojny Stanisława Wiszniewskiego przy ul. Rakowieckiej 41. Po jego powrocie i likwidacji getta warszawskiego W. Rospędzihowski przeniósł się raz jeszcze na Elektoralną, by ostatecznie utracić aptekę 7 sierpnia 1944 roku.

Recepty oczekujące na realizację od 11 rano, można było wykonać owego feralnego dnia 1918 roku dopiero pod wieczór, po powrocie właściciela apteki. Nie ufając własnym pracownikom, zabrał klucze, aby mieć pieczę nad zapasami. Wątpił w uczciwość farmaceutów, którym latami wpajano zasady, że najważniejszym zadaniem dobrej apteki jest niesienie pomocy cierpiącym przez szybkie dostarczenie im leków najwyższej jakości. Czasy się zmieniają, ludzie nie zawsze.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH