Dorota Segda - Apetyt na życie

Dorota Segda


##Apetyt na życie


Dorota Segda jest osobą pełną pasji. Doskonale wie, czego chce. Jest silną kobietą, ale też potrafi wzruszyć się do łez czytając poezję.
Widzowie uwielbiają aktorkę za liczne role teatralne i filmowe. Od września można ją oglądać w nowym serialu komediowym „Ludzie Chudego”.

Głos wewnętrznego „ja”
Niektóre wydarzenia w moim życiu poprzedzone są jakimiś znakami. Bardzo im ufam i wierzę, że mnie prowadzą. Często są na przykład wskazówką, czy mam przyjąć jakąś rolę. Słucham intuicji, która mi podpowiada, że mam szansę zrobić coś fajnego, ważnego. Przygoda z ostatnią rolą zaczęła się od tego, że na Gwiazdkę dostałam perfumy „Lola”. Byliśmy wtedy w dużej grupie osób, więc przez jakiś czas wszyscy mówili do mnie Lola. Po mniej więcej dwóch miesiącach dostałam zaproszenie na casting. Na początku nawet się trochę zdziwiłam, że to nie od razu propozycja zagrania roli, ponieważ niezwykle rzadko biorę udział w takich przesłuchaniach. Nie wiem, czy pojechałabym na ten casting, gdyby właśnie nie znak. Otóż moja bohaterka nazywała się Lola (sic!). Moje wewnętrzne „ja” podpowiadało mi, że to rola dla mnie. Przeczytałam scenariusz i bardzo mi się spodobał, zwłaszcza że to serial komediowy. A już od dawna miałam chęć na coś lekkiego, zabawnego. Ostatnio grałam ciągle jakieś trudne role, niemiłe postaci. Lola byłaby odskocznią od tamtych bohaterek. Wygrałam casting i teraz bardzo trzymam kciuki za ten projekt. To jest trzynastoodcinkowy serial, który od września będzie emitował Polsat. Jest to historia grupy policjantów kryminalnych z warszawskiej Pragi, którzy bardzo poważnie traktują swoją pracę, ale w przedziwny sposób nic im się nie udaje. Ścigając przestępców, sami ciągle wpadają w różne tarapaty. Lola jest żoną tytułowego Chudego, którego gra Cezary Żak. To bardzo fajnie napisana postać. Jest energiczną kobietą, trochę zwariowaną i w pewnym sensie podobną do swojego męża. Na jej głowie spoczywa cały dom, niesforny mąż i córka. Znakomicie się bawiłam grając Lolę. Dobrze pokierowała mnie intuicja, bo naprawdę dawno już nie miałam okazji przeżyć tak miłej pracy w telewizji, która – jak wiadomo – często jest szybka i byle jaka. Ale nie tym razem. W dużej mierze jest to zasługa reżysera Wojtka Adamczyka oraz kolegów, m.in. Czarka Żaka i Edyty Olszówki.

Pokochałam Pragę
To było dla mnie także bardzo ciekawe spotkanie z warszawską Pragą Północ, gdzie odbywało się sporo zdjęć do serialu. To niezwykle klimatyczne, fajne miejsce. Poznaliśmy niemal wszystkich okolicznych sklepikarzy, rzemieślników. Z sentymentem wspominałam czasy, kiedy buty nosiło się do szewca, ubrania do krawca, a fotel do tapicera. Ta Praga ma w sobie coś naprawdę magicznego. Nawet przez chwilę sobie pomyślałam, że jeśli kiedyś kupię mieszkanie w Warszawie, to kto wie, czy nie tam… Owszem, Praga jest trochę dziwna, pełna kontrastów. Superwypasione apartamentowce stoją obok starych, zabytkowych kamienic, ale panujący tam klimat jest naprawdę fascynujący. Bardzo dobrze się tam czułam. A to dla mnie niezwykle ważne, bo bardzo przywiązuję się do miejsc.

Pierwszym ważnym miejscem było dla mnie moje pierwsze mieszkanie. Kiedy go szukałam, podstawową rolę dla mnie odgrywał widok za oknem. Z mojego własnego, dwudziestometrowego mieszkanka mogłam podziwiać secesyjne krakowskie kamienice. I choć mieszkanie samo w sobie nie było zbyt ciekawe, bardzo je kochałam. Było moje i pierwsze… Bałam się, że kiedy zmienię je na inne, będę bardzo tęsknić. Ale moje obecne mieszkanie, na strychu starej, stuletniej kamienicy, ma tak obłędne widoki, że szybko przyzwyczaiłam się do lepszego. Dla mnie nie ma takiego drugiego mieszkania na świecie. Stworzyłam je od A do Z i świetnie się w nim czuję. Po mieszkaniu tak bardzo widać człowieka, można wiele powiedzieć o tym, jaki jest. Najcudowniejsze jest to, jak ono „obrasta” także w innych ludzi. Każda z rzeczy, które się powoli gromadzą, kojarzy mi się z jakimś człowiekiem, konkretną sytuacją. I dla mnie rzecz niezwykle istotna w domu – biblioteka, czyli cały ogromny księgozbiór mojego męża.

Książki, czyli żyć prawdziwie
Nie znam drugiego takiego człowieka, który by tyle czytał, co mój Stasio. Nie jestem w stanie ocenić, ile mamy książek… tysiące. Całe ich kartony wywozimy do domu w górach, ale i tam powoli zaczyna brakować miejsca. Czasami się wściekam, kiedy czegoś nie mogę znaleźć, ale mój mąż doskonale wie, gdzie jest konkretna książka i co jest na której stronie. Jego fenomenalny mózg jest dla mnie zagadką. Śmieję się nieraz, że gdybym zapamiętała choć jedną setną tego, co usłyszałam podczas naszych rozmów przez ostatnie 20 lat, byłabym bardzo mądrą osobą. Przez to, że nasza praca związana jest z teatrem, często rozmawiamy o literaturze. I uważam, że to bardzo piękne. Bo mówić o książkach, to znaczy rozmawiać o wszystkim, o życiu.

W Krakowie faktycznie żyje się wolniej, spokojniej, niż w Warszawie. Dlatego tutaj zdarza mi się czasami wpaść w taki zwariowany ciąg pracy, kiedy trudno jest się zatrzymać. Nagle się łapię na tym, że gram w telewizji, mam próby w teatrze, wykładam w szkole i to wszystko przeplecione jest jeszcze ciągłymi podróżami. Sama się dziwię, jak to się stało, że się tak rozpędziłam. Potem przez dwa tygodnie próbuję wyhamować. Dlatego tak bardzo kocham ten mój dom w górach, bo on pozwala mi złapać zdrowy dystans do wszystkiego. Uwielbiam tam spędzać czas, przyjmować przyjaciół, co wieczór siedzieć przy ognisku, chodzić na grzyby. Ale w czasie wakacji staram się także wyjechać gdzieś nad ciepłe morze, ponieważ uwielbiam pływać. Moją pasją są także podróże. W ogóle lubię się ruszać: jeżdżę na nartach, na rowerze, regularnie chodzę na basen.

Nie chcę drugiej szansy
Skutecznie się chronię przed tak zwanym show-biznesem. Nie zależy mi, by brylować w gazetach i pokazywać się na bankietach. Nie wiem, może dostaję przez to mniej propozycji, ale jestem dzięki temu zdrowsza… psychicznie. Jestem po prostu aktorką teatralną, która czasami grywa w telewizji.

Kiedy patrzę na moje życie zawodowe, to jakoś specjalnie nie musiałam o nic zabiegać. Nawet agenta nigdy nie miałam. Pierwsze 10 lat mojej pracy non stop grałam w teatrze i jeszcze był wtedy także teatr telewizji, w którym zagrałam około 40 ról. Miałam tyle pracy, że nawet nie miałam kiedy jeździć do Warszawy, bo grałam 30 razy w miesiącu. Ale chyba nic mnie nie ominęło, bo miałam szczęście zagrać naprawdę ważne role, np. siostrę Faustynę. Rzecz jasna, z wiekiem zadaję sobie trudne pytania, np. jak długo jeszcze ktoś będzie chciał mnie obsadzać. Czasami też się nad tym zastanawiam, czy za 10 lat nadal będę chciała być aktorką. Na szczęście wykładam także na uczelni i to mogę robić do siedemdziesiątki, choć nie wyobrażam sobie, żeby nie móc grać. Przecież pomysł na aktorstwo wyssałam z mlekiem matki, choć ona o tym nie wiedziała… Potem tę miłość do teatru podsycałam jeszcze umiłowaniem poezji. Ale kiedy marzyłam o aktorstwie, to nigdy w kategoriach sławy, popularności, bycia gwiazdą. Zawsze widziałam siebie na scenie w teatrze. I to marzenie tak pięknie mi się spełniło! I nie oddałabym teraz tych wszystkich lat za szansę bycia młodszą i możliwości zaczynania wszystkiego od nowa. Wiem, jak wielu cudownych i już nie do powtórzenia chwil bym się pozbawiła, np. niezwykłych spotkań z reżyserami – Jerzym Grzegorzewskim i Jerzym Jarockim. Do tej pory, kiedy mam wybór, zawsze chętniej sięgnę po rolę w spektaklu teatralnym, niż po kuszącą propozycję z telewizji. To chyba dowodzi, że pieniądze nie są dla mnie najważniejsze na świecie. Oczywiście, fajnie, że są, bo lubię je wydawać. Mam nieduże mieszkanie, skromny domek na wsi, jeżdżę używanym samochodem, ponieważ nie czuję potrzeby otaczania się zbytkownymi rzeczami. Owszem, potrzebuję pieniędzy, żeby móc pojechać za granicę, móc pić tam wino w ilościach jakich chcę, chodzić do knajpek, kupować książki. Bardzo sobie cenię, że mogę żyć, nie licząc się specjalnie z pieniędzmi. Ale gdybym przyjechała pod mój teatr albo moją kamienicę jakąś wypasioną furą, to chyba umarłabym ze wstydu.

Jak coś robię, to na sto procent
Mam głęboko zakorzenioną asertywność. Nie lubię robić tego, co mi nie sprawia przyjemności. Na szczęście potrafię odmawiać. Wydaje mi się, że jestem uważna w obcowaniu z ludźmi i obdarzona empatią. Ludzie chyba ją we mnie wyczuwają, bo ciągle dostaję propozycje, by wspierać różne wartościowe akcje, np. badania mammograficzne. Ponieważ w serialu „Barwy szczęścia” gram bohaterkę, która jest chora na stwardnienie rozsiane, mam teraz kontakt w ludźmi dotkniętymi tą chorobą. Tym bardziej staram się więc angażować w tego typu akcje społeczne. Bardzo się cieszę, że ludzie zwracają się do mnie z tego typu propozycjami, bo mam nadzieję, że jest to wyraz tego, że budzę zaufanie, że sobie jakoś na to zasłużyłam. I szczerze mówiąc, wolę brać udział tego typu przedsięwzięciach, niż wystąpić w reklamie banku, gdzie mogłabym być wyłącznie niewiarygodna. A nie byłoby to zgodne z moją naturą. Są sytuacje, kiedy muszę odmówić, ale nie chcę przez to komuś zrobić na złość. Uważam, że czasem lepiej jest powiedzieć „nie” i przez chwilę znieść nieprzyjemność sytuacji, niż potem ponosić jakieś niemiłe konsekwencje.

Lubię w sobie to, że z entuzjazmem rzucam się na rzeczy, które lubię robić. Kiedy pracuję czy odpoczywam, to robię to na sto procent. Potrafię się cieszyć małymi rzeczami. Kiedy w ogródku zakwitnie mi kwiatuszek, chodzę radosna cały dzień. To jest fajna cecha, bo wiem, że ludzie miewają z tym problemy i potrzebują niesłychanych bodźców, by się czymś cieszyć. Potrafię płakać czytając wiersz, umiem się głęboko wzruszać, lubię ludzi i mam grono prawdziwych przyjaciół. Przez to, że jestem bardzo samodzielna, taka typowa Zosia Samosia, mój mąż śmieje się, że jestem terrorystką. Bywam apodyktyczna, trudno mi ustąpić, lubię jak jest po mojemu. Ale płacę także za to swoją cenę. Kiedy tak bardzo się w coś zaangażuję, mocno nakręcę, to potem cierpię na bezsenność, nie mogę się wyciszyć, bywam nerwowa. Na pewno nie jestem oazą spokoju. Kiedy potrzebuję się wyciszyć, piję wino. Wielu ludzi, żeby się zrelaksować, uspokoić, czyta książki. A ja z tym też muszę uważać, bo dobra książka też potrafi mnie nieźle nakręcić. I wtedy znowu nie mogę spać. Ale to wszystko wynika z wielkiego apetytu, jaki mam… na życie.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH