Nędznicy

Nędznicy


LES MISÉRABLES

Victor Hugo zmarł dokładnie 125 lat temu. Nie przypuszczał pewnie za życia, że jego „Nędznicy” wiek później zrobią tak oszałamiającą karierę. Po wielu wersjach filmowych powstał musical z muzyką Claud’e-Michela Schönberga. „Les Misérables” obejrzało 55 milionów widzów w 43 krajach, od 25 lat nie schodzi z desek londyńskiego teatru. W styczniu odbyło się tam dziecięciotysięczne przedstawienie!

Nic więc dziwnego, że musical ten postanowił również wystawić Wojciech Kępczyński – od lat kierujący warszawskim Teatrem Roma. Kępczyński, absolwent szkoły baletowej i Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, były asystent Jean-Louis Barrault’a i reżyser – znakomicie czuje teatr muzyczny. Każde jego przedstawienie to wielki sukces. Na premierze „Miss Sajgon”, Cameron Mackintosh, który ma prawa autorskie do największych musicali, powiedział, że inscenizacja Wojciecha Kępczyńskiego to wzór do naśladowania. Każdy kolejny musical w Romie wydaje się lepszy od poprzedniego. „Grease”, „Koty”, „Akademia Pana Kleksa”, „Upiór w operze” były wielkimi wydarzeniami kulturalnymi (ten ostatni obejrzało ponad 700 tys. widzów!).

Godna podziwu jest też nowoczesna i zaskakująca inscenizacja „Nędzników”. Przezrocza z kominami fabryki, padający „prawdziwy” deszcz oraz siedem laserowo kierowanych podestów w kilka sekund zmieniających dekoracje, sprawiają, że widz wędruje z bohaterami po zaułkach Paryża, walczy na barykadzie i chroni się przed psem gończym Javertem, uciekając kanałami.

Przed dwoma laty widziałem „Les Misérables” na Broadwayu, w przepięknym gmachu opery w Houston, ale muszę przyznać, że premiera w Romie zrobiła na mnie większe wrażenie.

HENIO MELOMAN

Dojrzalsi w latach bywalcy warszawskich klubów, zwłaszcza Studenckiego Klubu Stodoła, dobrze pamiętają Henia Melomana. Ten „wyrzutek socjalistycznego społeczeństwa”, bikiniarz czasów, gdy PRL realizował kolejną „sześciolatkę”, tańczył w sposób niedościgły odrażające imperialistyczne Boogie Woogie i rock and rolla. Trafił nie tylko do filmu „Niewinni czarodzieje”, ale na strony powieści Leopolda Tyrmanda. Henia Melomana można prawie zawsze spotkać na promocjach książek i na koncertach.

Tak też było 30 września tego roku. Byłem z przyjaciółmi na koncercie inaugurującym sezon artystyczny 2010-2011 w Filharmonii Narodowej oraz XVI Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Wypełniona po brzegi sala koncertowa wysłuchała w skupieniu „Mszy Koronacyjnej C-dur op. 51” Józefa Elsnera, nauczyciela Fryderyka Chopina. Wielką Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Narodowej oraz blisko stuosobowym chórem dyrygował po mistrzowsku Antoni Witt, a partie solowe śpiewali Monika Mych (sopran) Agnieszka Rehlis (mezzosopran), Arnold Rutkowski (tenor) i Artur Ruciński (baryton).

Jeżeli spokojna, tradycyjna w wyrazie muzyka, Solemnis Coronationis Missa C-dur, Elsnera był przyjmowana niezwykle godnie przez słuchaczy, to „Symfonia fantastyczna – Epizod z życia artysty op. 14” Hectora Berlioza porwała wszystkich bez wyjątku. Od Largo, poprzez roztańczony walc w części Bal, aż po niezrównany Sabat czarownic.

Blisko stuosobowa orkiestra ukazywała pełnię możliwości brzmienia tej symfonii, okrzykniętej w swoim czasie kamieniem milowym muzyki. Dwie harfistki, czterech muzyków grających jednocześnie na kotłach, a oboje, skrzypce, tuby, waltornie, wiolonczele… Tego się nie da opisać. Tego trzeba posłuchać. A rząd za mną, nieco z boku, siedział zasłuchany Henio Meloman…

JAK W KONGRESÓWCE

Każdego roku w czerwcu i wrześniu aż roi się od konferencji i kongresów. Można się czuć jak w „Kongresówce”… I tak na przykład X Międzynarodowy Kongres Polskiego Towarzystwa Medycyny Estetycznej zgromadził w warszawskim Hotelu Hilton ponad tysiąc uczestników i 60 wystawców. Po raz pierwszy przybyli na kongres lekarze z Federacji Rosyjskiej. Widocznie i tam nadszedł czas na bardziej luksusowy dział medycyny.

W Hotelu Marriott już po raz III odbył się Zjazd Polskiego Towarzystwa Medycyny Prewencyjnej i Przeciwstarzeniowej. Przecież wszyscy chcemy być zdrowi, piękni i żyć długo, więc zainteresowanie było duże. Z wielu wykładów o genach starości, potrzebie ruchu, zaletach „chudej” diety i potrzebie optymizmu w życiu, przytoczę tylko jedno doniesienie z USA. Gdyby Amerykanie ograniczyli spożycie soli o 3 gramy dziennie, to rocznie umierałoby w Stanach o 98 tys. mniej ludzi, a rząd oszczędziłby od 10 do 26 mld dolarów.

Przy braku gotówki w naszym rządzie i w domach, że nie wspomnę o braku zdrowia, warto o tym pomyśleć.

GALERNICY SZTUKI

To nie pomyłka. Czasem droga do sukcesu artysty plastyka przypomina męki na galerach. Nieraz lata mijają, a nikt nie zauważa, że jest się wyjątkowym, że ma się własny styl, że to dzieło, to krok milowy, że… Chociaż bywa, że jakiś znawca nagle odkrywa „Spartakusa sztuki” i ten ktoś zdobywa sławę po wsze czasy i nie kończy jak Spartakus, lecz króluje na kolejnych wystawach malarstwa.

Wielu naszych artystów malarzy ma już utrwaloną pozycję i dawno opuściło galery przedpokoju sławy. Utrwaloną renomę ma Jesienna „Galeria u Uty”. I tym razem malarstwo Uty Gnatowskiej zachwyciło pełnymi światła pejzażami Grecji i Toskanii. Wśród stałych bywalców pojawili się miłośnicy malarstwa, jak maestro Wiesław Ochman (sam znakomicie malujący), czy Jerzy Połomski (sam malarstwo kochający).

Z kolei Galeria Sztuki TAB (Hotel Novotel) przedstawiła prace Grzegorza Piecyka (wystawiał je w Japonii, Monako, Paryżu). Jak pisze twórczyni galerii, Teresa Pomykała, „artysta ten – to wielki indywidualista, twórca nowego malarstwa określonego jako ekspresja geometrii. Jego prace znajdują się w kolekcjach wielu znanych ludzi (także u księcia Walii Karola), a na aukcjach osiągają znaczące ceny. W części twórczości Grzegorza Piecyka widać fascynację sztuką Hieronima Boscha i Hansa Memlinga, chodzi o modelunek światłocieniowy i stylistykę. (…) «Jego obrazy nie kończą się i przedłużają się wśród otaczających przedmiotów» (Maurice Raynal). Dopełnia je bogactwo użytych kolorów – barwne kontrasty, mnogość użytych figur ułożonych dynamicznie, a jednak tworzących harmonię całości, wszystko to w przełożeniu na wszechświat. W swojej zamierzonej twórczości czuje się spełniony”.

Dodam od siebie – czuję się usatysfakcjonowany. Mniej Piecykiem-geometrą. Bardziej Boshem.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH