Teatr Capitol GĄSKA reż. G. Chrapkiewicz

Coś do śmiechu


Nie ma co się śmiać. Wygląda na to, że teatr nie jest od śmiechu. W każdym razie recenzentowi nie wypada chodzić do przybytku teatralnej rozrywki, a tym bardziej pisać o przedstawieniach tworzonych z myślą, by dogodzić widzom. Czy naprawdę?

O spektaklach wystawianych na scenach warszawskich teatrów: Kwadrat, Komedia, Syrena, prywatnych scen, jak Capitol czy Kamienica, o Bajce nie wspominając, szanujący się recenzent nie powinien pisać, pod groźbą posądzenia o sprzyjanie niskim gustom i podejrzanego autoramentu skłonnościom. Teatr to przecież świątynia, poważna instytucja, gdzie wprawdzie można „rzucać mięsem” bez opamiętania, zbliżać się do peep-show, ale rozśmieszać się nie powinno, bo to nie uchodzi. Chociaż po prawdzie to sam teatr, ten świadomie adresowany do widza szukającego rozrywki, zniechęca recenzentów do zainteresowania swoją produkcją. Dyrektor Kwadratu, Edward Karwański, od lat nie zaprasza na premiery recenzentów. Upojony sukcesem u publiczności, nie potrzebuje żadnych opinii na temat swoich spektakli, skoro widzowie i tak walą jak w dym na kolejne produkcje. Krytyczne opinie mogłyby ten idealny stan rzeczy zakłócić, toteż dyrektor woli nie ryzykować i unika pismaków jak ognia.

Teatr dla zblazowanych VIP-ów
Jeszcze dalej posunął się Michał Żebrowski, który odmówił recenzentom wejścia na premierę inauguracyjną swego nowego Teatru 6. Piętro w stołecznym Pałacu Kultury. Na otwarcie nowego teatru prywatnego spółki: Eugeniusz Korin (dyrektor naczelny), Michał Żebrowski (dyrektor artystyczny) jej szefowie wybrali znaną komedię Woody’ego Allena „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. W roli głównej wystąpił debiutant, Kuba Wojewódzki, a jako Humphrey Bogart – Daniel Olbrychski. Recenzentów, jako się rzekło, nie zaproszono. Na stronie internetowej teatru zawiedzeni dziennikarze mogli ze zdumieniem, przecierając oczy, przeczytać taki oto „manifest programowy”: „Prowokować. Bawić. Wzruszać. Teatr będzie kontynuatorem najżywotniejszych tradycji teatru literackiego opartego na utworach gatunkowo różnorodnych, dających możliwość tworzenia spektakli o wyrazistej poetyce, potrafiących nawiązać autentyczny dialog z publicznością…”, itp. Podobnie wzniosła papka, piękne słówka, za którymi kryje się intencja prowadzenia teatru dla zblazowanych VIP-ów. Zirytowany recenzent „Rzeczpospolitej”, Jacek Cieślak napisał: „Michał Żebrowski studiował zarządzanie i zdefiniował teatr na nowo: jako miejsce, gdzie zarabia się, pokazując celebrytów na żywo”.

Kwadrat jakoś bez recenzji żyje, zobaczymy, czy Żebrowskiemu też się uda. Jednak taka praktyka rodzi podejrzenia, że teatr chce uciec od fachowych ocen, bo ma coś do ukrycia.

Porozmawiajmy o miłości
Częściej jednak to sami recenzenci unikają scen rozrywkowych, aby nie zajmować się przedstawieniami użytkowymi. To podejście artystowskie, wyniosłe, a zarazem pełne hipokryzji. Nie jest przecież prawdą, że każde przedstawienie w tzw. teatrze artystycznym (cokolwiek to miałoby znaczyć) należy do udanych i wartych pamięci. Więcej nawet, tylko o nielicznych można powiedzieć, że są jej warte. Podobnie ma się rzecz z teatrem bulwarowym, który może być zrobiony dobrze lub kiepsko. Wcale nie jest łatwo grać w farsach. To trzeba umieć, trzeba wiedzieć, gdzie się zatrzymać, aby nie ulec pokusie łatwizny czy złego smaku.

Zajrzyjmy do kilku teatrów, oferujących spektakle bulwarowe. Na Scenie Prezentacje Romuald Szejd serwuje przedstawienie Philippe’a Claudela „Parle-moi d’amour, czyli porozmawiajmy o miłości”. Autor nie jest zawodowym dramaturgiem, ale prócz pisania para się reżyserią. Pewnie dlatego tak sprawnie skonstruował tę dwuosobówkę, idealną na Walentynki, Dzień Kobiet i każdy inny dzień dla zakochanych i odkochanych. Pisarz opowiada o kłopotach z uczuciem, jakie pojawiają się niepostrzeżenie w wieloletnim związku, i co z nimi począć. A że robi to z poczuciem humoru, to godzinny wieczór na tej komedii banalnej, a prawdziwej, warto spędzić z Agnieszką Wosińską i Sławomirem Grzymkowskim.

Komedia z wyższej półki
W Capitolu, pogrzebanym już ryczałtem przez recenzentów o tzw. aspiracjach duchowych, komedia z wyższej półki: „Gąska” sławnego Nikołaja Kolady, po Czechowie najczęściej grywanego na świecie dramaturga rosyjskiego. W Polsce „chodzi” dość rzadko, ale jednak od czasu do czasu także. Porównanie z Czechowem jest na miejscu, bo Kolada – podobnie jak jego wielki poprzednik – posługuje się podtekstem. Centralne pytanie, które stawia Kolada, zwykle jest to samo, jak w „Gąsce”: „Co zrobiłeś, człowieku, ze swoim życiem?”.

Tytułowa Gąska (Maria Dejmek) to młodziutka aktoreczka, romansująca w prowincjonalnym teatrze jednocześnie z dyrektorem administracyjnym (Tomasz Dedek) i reżyserem (Cezary Morawski). Nie wiadomo, czy dla kariery, czy z innych powodów, dość na tym, że panowie tracą głowy, a ich żony – czołowa aktorka sceny Ałła (Katarzyna Figura) i zmierzchająca sława Diana (Anna Gornostaj) – próbują wyegzekwować małżeńskie prawa. Nie w tym rzecz, co z tego wyniknie, ale w trafnym rozpoznaniu zakulisowego świata teatru, kompromitacji ułudy zastępującej prawdziwe życie i marazmu miasteczka zagubionego z dala od metropolii.

Wszystko to z talentem ukazują aktorzy, wpisani przez reżysera w swoisty teatr w teatrze. Przedstawienie zaczyna się od spóźnionego wejścia wykonawców, którzy przemykają się chyłkiem, boczkiem, za kulisy sceny; od stawiania zastawek udających pokój, w którym mieszka Gąska. A po drodze co pewien czas ten teatralny nawias zostaje przypomniany.

Udana premiera z wyższej półki. I niech ktoś sobie uważa, że w teatrze komercyjnym nie ma miejsca na sztukę. Największych sceptyków przekona scena, w której Anna Gornostaj zamawia rzeczywistość swoim perlistym śmiechem.

Wieczór pełen niespodzianek
Na koniec ostatnia premiera w Komedii: „Prezent urodzinowy” Roberta Hawdona, przyrządzona przez Jerzego Bończaka, jednego z najlepszych polskich majstrów od farsy. Wyborna obsada: Maria Pakulnis, Magdalena Wójcik, Jerzy Bończak, Tadeusz Chudecki i Marcin Troński, seria qui pro quo, dobre tempo, wigor… Wszystko to składa się na wieczór pełen niespodzianek i zabawnych sytuacji. Widzowie śmieją się szczerze, aktorzy grają na właściwą nutę, widownia wypełniona po brzegi. Właśnie: coś do śmiechu. To po ten śmiech przecież widz fatyguje się wieczorem do niejednego teatru.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH