Emilia Krakowska: Nie boję się przemijania

Emilia Krakowska: Nie boję się przemijania


Z Emilią Krakowską, aktorką filmową i teatralną, znaną jako Jagna z „Chłopów”, z kobietą o ogromnym poczuciu humoru i świadomą swego piękna rozmawia Justyna Hofman-Wiśniewska.

Zawsze pani podkreśla, jak wiele zawdzięcza mamie i ludziom, którzy się nad panią pochylali…

Od wczesnego dzieciństwa pochylali się nade mną wspaniali ludzie. O tym, że w przyszłości pragnę zostać aktorką oznajmiłam mamie w wieku 8 lat. Te plany zyskały jej akceptację. Dla niej zawsze byłam cudownym dzieckiem, chociaż wielu wujków z ubolewaniem kiwało głową, martwiąc się o moją maturę.

Wcześnie zaczęłam oglądać wystawy plastyczne i chodzić do filharmonii, były też kursy tańca, szkoła baletowa. W liceum w czasie Poznańskich Czwartków Literackich poznałam czołówkę współczesnej literatury polskiej.

Te szczęśliwe lata poznańskie nie były takie beztroskie. Została pani wyrzucona z liceum…

Zagrałam w awangardowym spektaklu poza szkołą. Dyrektor mojego liceum poznał mnie na scenie po… nogach, bo grałam w masce. Cóż, wywieziono mnie do liceum w Drezdenku, co traktowałam jak zesłanie, chociaż były tam lasy, jeziora, stadion, basen. Spotkałam tam ciekawych ludzi, tam miałam pierwsze doświadczenia z płcią przeciwną.

Zmagania z płcią przeciwną trwają do dzisiaj?

Ta nauka trwała wyjątkowo długo. Popełniłam wszak cztery małżeństwa! Mężczyzna nadal stanowi dla mnie zagadkę. Przeczytałam książkę „Płeć mózgu” i zrozumiałam wszystkie swoje błędy! Okazało się, że aby zasłużyć na zainteresowanie panów, wystarczy… być! Po prostu być!

Pierwszy raz pomyślała pani, że w kontaktach z płcią brzydką jest coś nie tak, gdy…

Byłam dziewczyną wysportowaną, pływałam, biegałam, grałam w tenisa itd. Poszłam nad Jezioro Maltańskie, bo miał tam być Pawełek, kolega z liceum. Rozglądałam się i jak tylko go dostrzegłam, to wlazłam na trampolinę, wyprężyłam się jak struna i skoczyłam do wody. Wyszłam z wody przekonana, że Pawełek oniemiał z zachwytu, a tu na brzegu pusto. Nawet nie spojrzał na ten mój skok! Wtedy pomyślałam, że coś jest nie tak.

Na scenie jest pani od ponad 40 lat. Co w teatrze jest dla pani najważniejsze?

Najpierw jest słowo, dopiero później przychodzi czas na „szminkę, światła i kostium”. W płynącym ze sceny słowie zawarte są wszystkie nasze myśli… Tylko w teatrze tak blisko dotykamy prawdy. O nas, o życiu, o świecie.

Dzięki takim artystom, jak Jan Kreczmar, Aleksander Bardini, Andrzej Wajda poznałam siłę, magię i znaczenie pięknie wyartykułowanego słowa – najważniejszego z elementów składających się na to tajemnicze zjawisko, jakim jest teatr.

A co jest najważniejsze w życiu?

Miłość. W każdej postaci, w każdym odcieniu. Nie tylko ta miłość damsko-męska, ale i miłość do dzieci, do zwierząt, do teatru.

Kocham swój zawód. Z pasją, namiętnością, bólem, cierpieniem, ciągłym niedosytem.

Swoich mężczyzn też tak pani kochała?

Tak. Dawałam całą siebie i spalałam się w tym oddaniu. Za bardzo. Myślę, że dopóki żyjemy, dopóty każdy z nas tęskni za tym, żeby kochać i być kochanym.

Niedawno na dworcu w Katowicach spotkałam starszego mężczyznę z czterema sporymi tobołkami. Jechał do Krakowa. Zaczęliśmy rozmowę i zapytałam, czy może wiezie coś dla wnuków, bo tak skojarzyły mi się jego torby. A on odpowiedział: „Właśnie sprzedałem mieszkanie i przenoszę się do Krakowa, bo tam spotkałem przeznaczoną mi kobietę”. Ten człowiek był szczęśliwy i wzruszający.

Jest pani osobą niezwykle dynamiczną i pełną energii. Skąd czerpie pani siły?

Mam dwie wspaniałe córki, pracę, którą kocham i prawdziwych przyjaciół. Poza tym z upływem lat nauczyłam się być szczęśliwą, cieszyć się każdym kwiatkiem, każdą chwilą, każdym promykiem słońca, byciem między ludźmi. Nie znaczy to, że nie bywam smutna, nie miewam chandry czy nie ronię łez.

Życie mnie nie rozpieszcza. Często dostaję tęgie baty i muszę to znieść. Z uśmiechem na ustach łatwiej się połyka łzy. Są trochę gorzkawe, ale można je przełknąć i iść dalej. Zauważyłam też prostą prawidłowość: gdy ja się uśmiecham, to i do mnie ludzie się uśmiechają.

A w złe dni?

Zaszywam się albo w swojej chacie na wsi, albo w warszawskim mieszkaniu. Zamykam drzwi i wypłakuję smutki. Nikt mnie nie widzi, jak zdycham… Tyle lat pracy nauczyło mnie bycia w ciągłej gotowości. Były czasy, gdy grałam z bardzo wysoką gorączką i nikt z widzów nie miał prawa tego zauważyć.

Smutek pokonuję także kolorem. Barwne stroje, ekstrawaganckie kreacje z piórami pomagają przezwyciężyć i szarość naszego klimatu, i płynące z niego nostalgiczne nastroje. Kolor nas niesie! Przecież w czerwonej marynarce trzeba się wyprostować!

Czy dla aktora życie to nieustanna gra?

„Życie to teatr” – powiedział Carlo Goldoni. Wszyscy mamy do czynienia z teatrem życia. Przecież każdy kontakt z drugim człowiekiem jest jakimś dialogiem, scenką, kameralnym teatrem… Aktorzy są może tylko bardziej tego świadomi. Bo właśnie w tym teatrze życia szukamy materiału do budowania postaci na scenie, w filmie, w telenoweli.

Czy teatr dzisiaj jest potrzebny?

W teatrze można odzyskać spokój, swoją tożsamość, swoje miejsce. Tu na scenie rozgrywają się sprawy normalne, ludzkie. Na zewnątrz, poza widownią, jest polityka, codzienność wielkich spraw, są misje, które w swoim przekonaniu mają do spełnienia różni ludzie, niepewność jutra. W teatrze widz i aktor są sobie bliscy, są na swoich miejscach, w normalnym świecie ludzkich spraw, które przeżywają i o których po prostu rozmawiają. W teatrze, w sztuce dotykamy prawdy.

Nie walczy pani z przemijaniem…

Każdy wiek ma swój urok i swoje piękno. Zmarszczki też. Nie boję się przemijania. Mam nadzieję, że umrę na scenie.

Zajmuje się pani także pracą społeczną?

Jestem spadkobierczynią moich dziadów i mamy. Często biorę udział w akcjach charytatywnych, ponieważ wpojono mi, że trzeba pomagać ludziom. Mama zawsze mi mówiła: „Nie patrz tylko na czubek swojego nosa”. Pomagam ludziom z potrzeby serca. I nie oczekuję żadnych rewanżów. Świadomość, że spełniłam dobry uczynek sprawia mi niekłamaną przyjemność.

Dziękuję za rozmowę.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH