Fotografia pani Ewy Walewskiej z ciotką i siostrą

Zioła w polskich dworkach – z rodzinnego archiwum państwa Walewskich


Oddając do druku książkę „Apteczki domowe w polskich dworach szlacheckich” byłam przekonana, że wykorzystałam wszystkie możliwości udokumentowania tematu. Jednak w pamiętniku Barbary Zan-Czerwijowskiej odkryłam nieznany mi do tej pory wątek lecznictwa domowego, jakim była również homeopatia.

Źródeł szukałam w wielu archiwach i bibliotekach, próbując odnaleźć nie tylko zapisy recept i sposobów leczenia, ale również informacje o roli kobiet pełniących obowiązki „panien apteczkowych”. W Archiwum Polskiej Akademii Nauk natrafiłam na list Barbary Czerwijowskiej do prof. Piotra Bańkowskiego z 1974 r., opisujący opiekę zdrowotną okolic Jeżewa na początku XX w.: „Jak wszyscy dawni ziemianie, nauczyła się od matki leczyć różne najpospolitsze schorzenia i opatrywać rany. Dawniej nie było w okolicy szpitala ani lekarza, poważnie chorzy musieli jechać po ratunek aż do Białegostoku (…). Lżej chorzy szukali pomocy u znachorów lub pozostawali na łasce boskiej. Kobiety i dzieci z najbliższych wsi nauczyły się przychodzić do Stefy, ona leczyła ziołami i najprostszymi środkami lekarskiej pomocy, a w poważniejszych przypadkach odsyłała do lekarzy. Miało to ogromne znaczenie zwłaszcza podczas zamieszek i wojny. Ilu dzieciom wiejskim uratowała w ten sposób życie, ilu rannych i skaleczonych uchroniła przed amputacją, niepodobna wyliczyć”.

Z dokumentów wynikało, że autorką listu jest siostra Kazimiery Iłłakowiczówny.

Pamiętnik Barbary
Tajemniczą historię rodzinną poznałam przypadkiem podczas spotkania wigilijnego w Polskim Towarzystwie Farmaceutycznym. Okazało się, że Ewa* i Władysław** Walewscy są spokrewnieni z Kazimierą Iłłakowiczówną i Barbarą Zan-Czerwijowską.

Jako najbliżsi spadkobiercy posiadają pamiętnik Barbary. Dzięki niemu mogłam uzupełnić wiedzę o lekach stosowanych w polskich dworach szlacheckich.

W tej całej historii ważne jest wyjaśnienie pokrewieństwa występujących w niej osób. Matka autorki pamiętnika –Barbara Iłłakowiczówna – urodziła dwie nieślubne córki: Barbarę i Kazimierę. Ojcem dziewczynek był znany wileński adwokat Klemens Zan (najmłodszy syn „promienistego” Tomasza Zana). Tych dwoje łączyła wielka, romantyczna miłość. Barbara i Klemens chcieli zabezpieczyć swoje córki i wraz z rodziną obmyślili mistyfikację, która w przyszłości miała umożliwić dziewczynkom kształcenie i funkcjonowanie w społeczeństwie odsuwającym na margines dzieci z nieformalnych związków. Rodzice dziewczynek zostali w metrykach umieszczeni jako rodzice chrzestni. Oficjalnymi rodzicami małej Basi zostali Barbara i Gustaw Wołkowie, a Kazimiery brat matki Jakub z żoną Eugenią. Wujostwo nie zajmowało się Kazimierą i ta – w wyniku interwencji – została oddana na wychowanie Zofii Buynowej z domu Plater-Zyberkówny.

W pamiętniku udostępnionym mi przez państwa Walewskich Barbara Zan-Czerwijowska pisała: „Ten fałsz w naszych metrykach, a w rezultacie potrzeba podwójnej gry w życiu, odbiły się z czasem boleśnie na naszych wzajemnych stosunkach. Rodzice nasi nie przeczuwali pewnie takich skutków swej mistyfikacji. Obmyślili ją wszak dla naszego dobra. W tamtych czasach dzieci nieślubne były prawnie niezmiernie upośledzone. Nie dziedziczyły po rodzicach nawet stanu szlacheckiego, a przez to samo traciły prawo do średniego i wyższego wykształcenia w szkołach rządowych (…)”.

Dzięki udostępnionemu pamiętnikowi udało mi się wyjaśnić kim była „Stefa” opisywana w cytowanej korespondencji. Otóż była nią Stefania Karpowiczówna, założycielka i fundatorka Szkoły Rolniczej w Krzyżewie koło Łap: „czczona i kochana przez ludność wsi, znana i szanowana w całej Białostocczyźnie”.

Homeopatia w apteczkach dworskich
W pamiętniku odnalazłam jeszcze inne fascynujące informacje dotyczące stosowania w dworkach homeopatii: „Pani Zofia Buynowa, mieszkała w majątku Stanisławów na Łotwie pod Dyneburgiem w ówczesnej guberni Witebskiej. (…) Jak wszystkie właścicielki dworów (…) pani Buynowa musiała zająć się leczeniem okolicznych włościan. Służba sanitarna nie docierała wówczas na wieś, do lekarza trzeba było jechać daleko. Wiejskie kobiety z drobną dziatwą udawały się chętnie po radę do dworu.

Pani Buynowa leczyła homeopatią. (Ten system leczenia był rozpow-szechniony na Łotwie – przyp. autorki). W oznaczonym dniu tygodnia rano zgłaszali się do dworu pacjenci z najróżniejszymi dolegliwościami. Każdy otrzymywał odpowiednie lekarstwo. W wolnych chwilach pani Buynowa studiowała gruby podręcznik homeopatii i zdobyła już wielkie doświadczenie w tej dziedzinie. Minimalne dozy poszczególnych specyfików, nawet w razie mylnej diagnozy czy jakiegoś innego błędu, nie przynosiły chorym szkody. Przekonałam się sama w okresie kilkoletniej praktyki, że w wielu lżejszych wypadkach działały zbawiennie. Do pomyślnego wyniku leczenia przyczyniały się też zdrowe rady z zakresu higieny, prawie całkiem nie znanej w kurnych wiejskich chatach.

W jadalnym pokoju w niskiej szafce z jasnego drewna mieściła się apteczka homeopatyczna. Stało tam we wzorowym porządku mnóstwo małych flaszeczek z etykietkami zawierające różne tynktury. W szufladkach małe szklane tubki z cukrowymi granulkami i proszkami do nasycania ich potrzebnym lekiem. Papier pocięty w drobne prostokąty do zawijania przygotowanych granulek i proszków. Po rozpoznaniu choroby pani Buynowa zapisywała nazwiska chorych – obok zalecony lek. Taką listę otrzymywałyśmy my jako domorosłe aptekarki. Wówczas przyrządzałyśmy zamówione porcje leków, układałyśmy je w osobnych opakowaniach z nazwiskiem każdego pacjenta. Pani Buynowa osobiście wręczała każdemu przeznaczony dla niego lek, objaśniając ile razy dziennie i w jaki sposób należy zażywać (…)”.

Jestem niezmiernie wdzięczna państwu Walewskim za umożliwienie mi przeczytania fragmentów pamiętnika Barbary Zan-Czerwijowskiej i odkrycia nieznanego do tej pory wątku lecznictwa domowego, jakim była również homeopatia.


#Przypisy
* dr n. farm. Ewa Walewska, studia ukończyła na Wydziale Farmaceutycznym Uniwersytetu Lubelskiego w 1949 r. Od 1954 r. do emerytury pracowała w Zakładzie Farmakognozji AM w Warszawie.
** mgr farm. Władysław Walewski, był inspektorem Centrali Aptek Społecznych, a później zawodowym oficerem – szefem zaopatrzenia medycznego w Szefostwie Służby Zdrowia WP (1974-1988).

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH