Wprowadźmy sztywne opłaty dla pacjenta

Wprowadźmy sztywne opłaty dla pacjenta


Wywiad z Piotrem Kulą, prezesem firmy PharmaExpert.

Czy pacjent w Polsce ma dobry dostęp do leków?

Na pełną odpowiedź na to pytanie składa się kilka zagadnień. Trzeba wziąć pod uwagę to, czy cena leku nie jest zbyt wysoka dla pacjenta – i tu jest bardzo ważna kwestia współpłacenia za leki refundowane. Ważne jest też, czy mamy dostęp do nowoczesnych terapii, czy w każdym regionie Polski możemy kupić leki, zarówno refundowane, jak i OTC, czy mamy sprawny system dystrybucji i łatwy dostęp do lekarza. Podstawową kwestią wydaje się jednak to, czy nas, pacjentów, stać na kupowanie leków.

Czy to prawda, że do leków refundowanych polscy pacjenci dopłacają najwięcej w Europie?

W 2009 roku polski rynek farmaceutyczny wzrósł o ponad 8 proc. Sprzedaż wynosiła ponad 26 mld zł. Pacjenci zakupili leki refundowane za kwotę 11,7 mld zł (i to był wzrost o 5 proc. w stosunku do ubiegłego roku) oraz leki OTC za ponad 9,2 mld zł (to wzrost prawie o 14 proc). Musimy pamiętać, że cena detaliczna leku refundowanego składa się z dwóch części: refundacji państwa (i tu na listach refundacyjnych są maksymalne ceny detaliczne i limity dla danej grupy leków) oraz dopłaty pacjenta. Do zakupu leków refundowanych o wartości 11,7 mld zł państwo dopłaciło 8,26 mld zł. Resztę, czyli 3,44 mld zł, zapłacili pacjenci. W Polsce współpłacenie pacjenta za leki refundowane w ciągu ostatnich dwóch lat systematycznie spada, kilka lat temu wynosiło 35 proc, a obecnie – 29 proc. To bardzo dobry trend, ale jeszcze daleko nam do Węgier, Czech i innych krajów UE. Na Węgrzech współpłacenie wynosi 12,9 proc., na Słowacji 13,4 proc., a w Niemczech 7,1 proc. Biorąc pod uwagę dane OECD z 2009 roku, to w Polsce refundacja w przeliczeniu na jednego pacjenta wynosi 66 USD, na Węgrzech 186 USD, a na Słowacji 208 USD. W Niemczech to są 482 USD na pacjenta. Mamy więc jeszcze bardzo dużo do zrobienia.

Jak pan ocenia system refundacji leków w Polsce?

Generalnie jest on jednym z najefektywniejszych w Europie. Ceny leków refundowanych w Polsce są jednymi z najniższych w Europie. Ale jednocześnie mamy najwyższy poziom współpłacenia pacjenta, co jest spowodowane zbyt małą ilością pieniędzy przeznaczaną na ochronę zdrowia. Jeśli weźmiemy pod uwagę kraje OECD, to w Polsce przeznacza się około 6 proc. PKB, natomiast średnia w krajach OECD to 8,9 proc. PKB.

Z tego wynika, że mamy sprawny system, ale za mało pieniędzy.

Generalnie tak. Dużym plusem jest to, że jeśli weźmiemy pod uwagę leki refundowane, to jest wśród nich duży procent leków generycznych. Jest to zgodne z wytycznymi Unii Europejskiej, gdyż powstałe w ten sposób oszczędności można przeznaczać na leki innowacyjne, co powoduje, że pacjent będzie miał dostęp do nowych terapii. Mamy też stosunkowo niewielkie wydatki na administrację i sprawny system dystrybucji leków w hurtowniach. Problemem jest jednak na pewno zbyt mała ilość pieniędzy przeznaczonych na ochronę zdrowia.

Jak wprowadzenie sztywnych cen wpłynie na poziom współpłacenia pacjenta?

W związku z naszym systemem refundacyjnym, gdzie mamy podział ceny detalicznej (poniżej limitu – refundacja, a ponad limit dopłaca pacjent), to wprowadzenie sztywnych cen detalicznych spowoduje, że pacjent nie będzie mógł codziennie skorzystać z różnego typu obniżek cen, które pojawiają się wskutek walki konkurencyjnej pomiędzy firmami farmaceutycznymi, hutrowniami i aptekami. Ze strony twórców ustawy pojawiają się argumenty, że dzięki tym rozwiązaniom ceny leków jeszcze spadną. Wątpię, że tak się stanie, ponieważ w Polsce są one jednymi z najniższych w Europie. A faktycznie są one jeszcze o około 7 proc. niższe dzięki różnego rodzaju rabatom w aptekach. Dalsze obniżanie cen mogłoby spowodować taką sytuację, że leki byłyby kupowane w Polsce i sprzedawane za granicą. A na to międzynarodowe firmy farmaceutyczne sobie nie pozwolą.

Jak proponowana ustawa może wpłynąć na sytuację aptek?

Jeśli leki zdrożeją o kilka procent – bo takie zagrożenie istnieje – to znaczy, że spadnie marża, gdyż jeśli leki są droższe, to marża jest niższa. Spadek marż pogarsza sytuację aptek, i tak już niełatwą. Według firmy Doradztwo Podatkowe Dziesięcina, już dziś około 21 proc. aptek zbankrutowało, czyli to, co mają w magazynach, jest własnością wierzycieli. A kolejnych 23 proc. aptek jest na poziomie zera, czyli nie dokładają i nie zarabiają. Nowa sytuacja może doprowadzić do zamykania aptek, szczególnie w biedniejszych regionach, w małych miasteczkach, na wsiach, gdzie pacjenci kupują przede wszystkim leki refundowane. Oczywiście to wszystko spowoduje gorszy dostęp pacjenta do leków. Pogorszy się też sytuacja hurtowni. Przy okazji proponowanej ustawy jest również mowa o zmniejszeniu marży hurtowej z 8,9 do około 5 proc. Zyskowność hurtowni jest w tej chwili na poziomie 1,2 proc. Jeżeli zmniejszymy wysokość marż niemal o połowę, to zmniejszy się zyskowność hurtowni. Będą one szukały sposobów zmniejszenia kosztów, a więc nie dostarczą np. leków dwa czy trzy razy dziennie do aptek, tylko raz na 2-3 dni, a więc aptekarz będzie musiał na własną rękę robić zapasy, co utrudni jego sytuację. Hurtownie zmienią też płatności – będą naciskać na apteki, by np. czas płatności nie wynosił 30 dni, tylko mniej. To znowu pogorszy sytuację aptek, a co za tym idzie, pogorszy dostępność leków dla pacjentów.

Czy sztywne ceny na leki refundowane obowiązują w innych krajach?

W Anglii, Niemczech czy w Austrii sztywne są nie ceny detaliczne, tylko opłaty dla pacjenta. Pacjent płaci tam stałą kwotę, np. w Anglii jest to ryczałt – 6,65 funta za każdy lek. I pacjenta nie interesuje, czy lek kosztował 100 funtów, czy 500 czy 40, bo on płaci 6,65. Osoby uczące się, studenci, emeryci, kobiety w ciąży są zwolnieni z opłat. Życzyłbym więc sobie wprowadzenia nie stałych cen detalicznych, tylko stałych opłat dla pacjenta.

Praca aptekarza w dużej mierze zależy od ilości wydanych leków i obsłużonych pacjentów, tak więc aptekarz mógłby otrzymywać – podobnie jak to jest w innych krajach – stałą opłatę za wydanie leku. I wtedy rzeczywiście możemy mówić o dobrym systemie.

Zastanówmy się więc nie nad sztywną ceną detaliczną, tylko nad stałą, sztywną opłatą dla pacjenta. Pod warunkiem, że będzie nas na to stać.

Co jeszcze można zrobić, by leki były tańsze, czyli bardziej dostępne dla pacjentów?

Dobra jest propozycja ministerstwa, by wprowadzić tzw. umowy z producentem, polegające na tym, że w ramach refundacji jest określona kwota na określoną ilość leków, a jeśli ta ilość będzie większa, bo producent wygenerował większą sprzedaż, to będzie musiał część tej kwoty zwrócić. W innych krajach są systemy zachęcające lekarzy i aptekarzy do przepisywania tańszych leków. W Holandii robi się przetargi na leki, w Wielkiej Brytanii wprowadzono przepisywanie leku na receptę nie po jego nazwie, tylko po nazwie substancji czynnej. Jest wiele mechanizmów, które w Polsce nie zostały jeszcze wykorzystane. I to byłyby dobre kierunki zmian, które mogą poprawić dostępność pacjentów do leków.

Dziękuję za rozmowę.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH