Natalia Rybicka

Natalia Rybicka – Nie wystarczy błyszczeć


Natalia Rybicka to niezwykle zdolna, młoda aktorka. Choć ma dopiero 22 lata, zawodowo osiągnęła już bardzo dużo. Gdy wielu jej rówieśników prowadzi beztroskie życie, ona poważnie myśli o swojej przyszłości.

Trudno się z panią umówić, tak mało ma pani teraz czasu, ale słyszałam, że jak się zajrzy na Akademię Teatralną, to można panią tam zastać nawet w środku nocy.

I mnie, i wielu moich kolegów. W czasie sesji nasza uczelnia jest otwarta nawet do godziny trzeciej w nocy. Wiem, że to dość nietypowe, ale my praktycznie żyjemy zamknięci w swoim środowisku. Żyjemy sobie w takim małym światku i nie do końca jesteśmy rozumiani przez ludzi z zewnątrz. Oni sobie myślą: kto normalny siedzi tyle czasu w szkole i nawet nie ma chwili, żeby wyskoczyć od czasu do czasu ze znajomymi na piwo czy do kina? Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić. Wśród studentów panuje nawet taki mit, że jak ktoś dostaje się na akademię i jest z kimś w związku, to taka para nie ma szans na przetrwanie. Zdarzają się oczywiście wyjątki.
Nasze życie zostaje wywrócone do góry nogami, wszystko tak bardzo się zmienia.

To musi być niezwykle stresujące i męczące siedzieć tyle czasu w jednym miejscu. Nie wariujecie od tego?

U nas w szkole wisi taki wiersz Zbigniewa Herberta: „Życzę wam trudnego życia, tylko takie jest godne artysty”. Myślę, że jedyną receptą jest zachowanie zdrowego dystansu do tego wszystkiego właśnie po to, żeby nie zwariować. Zdając do szkoły aktorskiej, nie zdawałam sobie sprawy z tego, na co się decyduję. To było takie moje marzenie jeszcze z czasów dzieciństwa. Ale dość wcześnie poznałam różne aspekty tego zawodu, tej pracy, ponieważ od 12. roku życia występowałam w teatrze Roma. Tak naprawdę po skończeniu liceum zaczęłam się zastanawiać, czy zdawać na Akademię Teatralną. Ale pamiętałam także, że znajomi z „branży” mówili mi, żebym to sobie dobrze przemyślała. Zastanowiła się, czy na pewno chcę studiować aktorstwo, bo to zabija świeżość, naturalność. Radzili, żeby zdobyć inny zawód, a aktorstwo traktować tylko jako hobby. Rację mieli o tyle, że to bardzo niepewna profesja: raz jest praca, innym razem jej nie ma. Nie doświadczam jeszcze syndromu telefonu, który nie dzwoni, co dla aktora oznacza brak propozycji ról, ale wiem, co przeżywają moi koledzy.

Ale zanim pojawiło się aktorstwo, pani pasją był taniec. Nawet dwukrotnej mistrzyni Polski w Disco Dance Freestyle nie udało się połączyć tak wymagających profesji?

Zaczęłam tańczyć już w dzieciństwie, jeszcze w przedszkolu. Moi rodzice wychodzili z założenia, że lepiej zapewnić mi i moim braciom jakieś zajęcia sportowe, niż patrzeć, jak całe godziny spędzamy na trzepaku. I udało im się tak zorganizować nam czas, żeby już nie starczało go na głupoty. Ja wybrałam taniec nowoczesny. Później, w teatrze Buffo mieliśmy zajęcia ze wszystkiego po trochu: był i step, i balet. Ale ten rozdział zamknął się dla mnie w momencie, kiedy dostałam się na Akademię Teatralną i musiałam wybrać: taniec czy aktorstwo. Nie dałoby się z jednakowym zaangażowaniem poświęcić obu tym pasjom. Kocham taniec, ale nigdy nie żałowałam mojego wyboru.
Dla wielu widzów jest pani nadal Agatą Rowicką z serialu „Samo życie”.

Czasami się śmieję, że właściwie całe dzieciństwo spędziłam na planie. Najpierw były „Więzy krwi”, a potem reżyser Wojtek Pacyna zaproponował mi udział w „Samym życiu”. Nie ma się co oszukiwać, to solidny kawał mojego życia. Dorastałam na planie; z dziewczynki stawałam się kobietą pod okiem reżyserów, kolegów aktorów, członków ekip. Plan był dla mnie prawie jak drugi dom. Przygoda z serialem skończyła się trzy lata temu, kiedy dostałam się na studia. Dla mnie wszystkie te wcześniejsze doświadczenia aktorskie, jeszcze przed szkołą, są niezwykle ważne. Dzięki nim mam pojęcie o tej pracy i nie grozi mi szok po skończeniu szkoły, kiedy przyjdzie moment zderzenia się z rzeczywistością.

A jak pani wspomina swoją rolę w „Londyńczykach”?

To była dla mnie wielka, wspaniała przygoda. Ale uczciwie przyznaję, że chwilami było ciężko: te wyjazdy, rozłąka z domem na długi czas. Poza tym naprawdę trudno gra się w obcym języku, mimo że nawet nieźle zna się tę mowę. Zwłaszcza wyrażanie uczuć jest skomplikowane. W dodatku angielscy aktorzy mają zupełnie inną energię w porównaniu z naszą. Nie zawsze nam to współgrało. Miałam jeszcze jedno doświadczenie w produkcji powstającej za granicą. „Lawina”, która kręcona była w Niemczech, była o tyle ciekawa, że każdy z aktorów grał w swoim języku ojczystym, a musieliśmy udawać, że się świetnie rozumiemy. Ale każda rola jest dla mnie inspiracją do tego, by się rozwijać, doskonalić swój warsztat.

A jaki ma pani sposób na życiowe niepowodzenia?

Zazwyczaj staram się je wykorzystać zawodowo. Myślę sobie: dobra, teraz mam jakiś dołek, coś mi się nie udało, ale przynajmniej w przyszłości będę wiedziała, jak to zagrać. Zawsze sobie tłumaczę, że w życiu wszystko się dzieje w jakimś celu. Także złe doświadczenia mają nas czegoś nauczyć. Kiedy sięgamy dna, to po to, żeby znaleźć siły i móc się od niego odbić. W pokonywaniu problemów pomaga mi wewnętrzna harmonia, do której usilnie dążę. To jeden z moich podstawowych celów. Chodzi o to, żeby coraz lepiej poznawać samą siebie. Oczywiście, z wiekiem wiem o sobie coraz więcej. Ale to, jaka jestem naprawdę, staram się zachować dla siebie. Wolę wydawać się nawet nieco tajemnicza, niż zupełnie się odkryć.

Ale raczej konkretna i zorganizowana?

Powiedziałabym konkretna i raczej niezorganizowana…

Jakie ma pani podejście do łączącego się z aktorstwem – obowiązkowym jak mówią niektórzy – bywaniem na imprezach, pokazywaniem się, pozowaniem do zdjęć?

Show-biznes to niewątpliwie drapieżny świat. Trzeba umieć sobie z tym radzić, bo rzeczywiście widzowie bardzo lubią plotkować o życiu osobistym znanych osób: gdzie był, z kim, jak wyglądał, w jaki sposób się zachowywał.

Myślę jednak, że bardzo ważny jest umiar we wszystkim. Nie lubię przesytu i myślę, że widz także nie. Ale wiem, że niektórzy się w tym odnajdują. Ja – nie. Zdecydowanie nie odpowiada mi charakter lwa salonowego. Nie chciałabym, żeby ktoś się zastanawiał, czy jestem w końcu aktorką czy tylko gwiazdą? Bo jak wiadomo, gwiazda nie ma wiele do roboty, wystarczy tylko, że błyszczy…

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH