butelki apteczne

Historia farmacji – butelki apteczne


Czy w przypadku butelki aptecznej można stwierdzić wyższość treści nad formą, skoro formy tych butelek, co prawda związane z ich treścią w wymiarze funkcjonalnym, liczy się w dziesiątkach setek?

W „Kalendarzu Ilustrowanym” na rok 1866 Wacław Szymanowski pisał o butelkach jako ważnym elemencie ustroju społecznego, „nie dla szkła, stanowiącego zewnętrzną ich powłokę, ale dla napoju, który się wewnątrz znajduje”. Butelki bowiem, jak dowodził cytowany autor, „są nieustającym dowodem górowania przymiotów wewnętrznych nad powierzchownością, cnoty nad wdziękami, intelligencyi nad świetnym strojem”.

I chociaż zasadniczym przedmiotem zainteresowania Wacława Szymanowskiego były butelki mieszczące w sobie rozmaite rodzaje napojów alkoholowych, to na końcu swojego tekstu autor wspomina również o „flaszeczkach z lekarstwami”, a także o butelce z wodą sodową, jako okazie, który „niby szumi i pryska, a w gruncie nic, tylko mniej więcej czysta woda, jakiemiś aptecznemi ingredyencyami zaprawna”.

Cóż więcej o butelkach z lekarstwami możemy się od autora dowiedzieć? Otóż są te butelki „upośledzonymi istotami”, wyrazem niesprawiedliwości ludzkiej i ludzkiej niewdzięczności. Budzą bowiem swoim widokiem skrzywienie, niesmak i antypatię, podczas gdy tak naprawdę są dla ludzi dobrodziejkami, niosąc w sobie zdrowie, w przeciwieństwie do znacznie bardziej lubianych butelek z „napojami spirytualnemi”. Ale i tu, na tym butelek aptecznych szlachetnym obrazie, pojawiają się rysy, pierwsze oznaki zepsucia. Bo oto i flaszeczki z lekarstwami „w tym wieku zbytku i wykwintu, (…) kryształową na siebie przybrały już odzież a główki stroją w złocone kapelusiki, różnokolorowemi przewiązane sznureczkami i wstążeczkami”. Dodać należy, że źródło wspomnianego zepsucia znajduje się nigdzie indziej, tylko za granicą.

Życzenia, obawy i rzeczywistość
Rzeczywistość stanęła w sprzeczności z poglądem autora na temat butelki, jako oznaki wyższości wnętrza nad przysłowiową szatą, potwierdzając przy okazji jego obawy, które zostały przedstawione powyżej. A działo się to już w czasach autora. Zaledwie dwa lata po wydaniu wspomnianego wyżej kalendarza, wynaleziona została tak zwana wanna zmianowa, która znacznie przyspieszyła proces przygotowywania masy szklanej do produkcji szklanych wyrobów, w tym także oczywiście butelek. Odtąd już nie tylko ceramiczne donice do wytopu szkła, ale także nowoczesne wynalazki stanowić zaczęły wyposażenie hut szklanych. Niedługo potem pojawiły się półautomaty do produkcji naczyń ze szkła, a ukoronowaniem tego procesu stało się opatentowanie przez M. J. Owensa w 1904 roku maszyny do kształtowania butelek (Glass Shaping Machine). Proces produkcji butelek stał się w pełni automatyczny i niezwykle szybki w porównaniu z tym, co było wcześniej (chociaż ze starej, „dmuchanej” technologii produkcji na razie nie zrezygnowano). Wcześniej bowiem do ukształtowania jednej butelki potrzebne były trzy osoby: jedna wydmuchiwała szkło przy pomocy rurki (tak zwanej piszczeli), druga obsługiwała metalową formę, w której dana butelka była przez dmuchacza wydmuchiwana, wreszcie trzecia osoba odnosiła gotowy produkt do rozprężenia. Teraz butelki wypluwała maszyna, przypominająca odrobinę przerażające stworzenie z innej planety, w liczbie czterech na sekundę. Bardzo szybko huty szkła (mówimy tu o Stanach Zjednoczonych, jako że tam wspomniany wynalazek został dokonany) zdobywały licencje na produkcję w swoich zakładach butelek o konkretnym przeznaczeniu. Wkrótce automat Owensa zawitał do siedmiu krajów Europy, a w roku 1929 po raz pierwszy do Polski – do huty szkła „Ujście”.

Era automatów
Przyspieszenie produkcji butelek wpłynęło na ich liczbę, cenę i powszedniość. Odtąd butelki nie zużywały się latami, jak te wspominane przez Wacława Szymanowskiego butelki z wódką słodką, występujące w miejscach o „arystokratycznejszym pozorze”, które jednak po czwartym lub piątym użyciu przypominały butelki od wódki zwyczajnej, tak zwanej szpagatówki. Butelki „nowej ery automatycznej” zestarzeć się nie miały okazji, chyba że na śmietniku, gdzie rychło trafiały, stanowiąc dziś cenne obiekty badań dla archeologów nowożytności.

Maszyna Owensa – a ściślej możliwości, jakie dała, jeśli chodzi o szybkość produkcji – stworzyła być może więcej przestrzeni dla wymyślania kolejnych form naczyń. Sprawa ta wymaga jednakże głębszego zbadania, bo teoretycznie automatyzacja powinna wiązać się z unifikacją, a nie na odwrót. Niemniej jednak spojrzenie na dwa różne katalogi amerykańskiej firmy Illinois Glass Co. – pierwszy wydany w 1906 roku i drugi z roku 1926 – ukazuje, że, biorąc pod uwagę same tylko butelki przeznaczone do przechowywania substancji związanych z lecznictwem, liczba stron im poświęconych wzrosła w katalogu późniejszym mniej więcej trzykrotnie w stosunku do katalogu z 1906 roku. Mamy zatem w tym katalogu na przykład butelki na cytrynian magnezji z niebieskim metalowym nakryciem lub innymi zakończeniami, butelki na jodynę i butelki z kroplomierzami, butelki z czworobocznymi podstawami różnych typów, buteleczki na olejki i fiolki – okrągłe, wysokie, o korpusach prostych lub rozszerzających się ku górze, butelki na surowice i butelki do przechowywania tabletek – osobne formy dla tabletek podłużnych i owalnych. Dużą grupę stanowią tak zwane panels – butelki ze specjalnie wydzielonymi polami (panelami) na bokach graniastych korpusów, gdzie można było umieścić etykiety. Takich panels jest grubo ponad 20 wariantów… Jak widać, automatyzacja, przynajmniej w początkowym okresie, nie przyniosła zubożenia liczby butelkowych kształtów. I czy do końca stało się prawdą, że w przypadku butelki stwierdzić można wyższość treści nad formą, skoro formy tych butelek, co prawda związane z ich treścią w wymiarze funkcjonalnym, liczy się w dziesiątkach setek?

Wyjątkowa butelka warszawska
Wśród licznych butelek aptecznych, znajdowanych lub znajdujących się w Warszawie, jedna grupa zwraca uwagę swoją powierzchownością. Są to butelki cylindryczne różnych pojemności, z rozmaitymi oznaczeniami na podstawach, a jeden z egzemplarzy, pochodzący ze zbiorów Muzeum Farmacji im. mgr Antoniny Leśniewskiej, posiada nawet biały szyldzik na korpusie. Jednak najważniejszą cechą wspólną, jaka wyróżnia wspominane butelki z grona innych form, jest zatyczka. Producent butelki, warszawska firma „Feliks Karolewski”, w katalogu firmowym wydanym w 1939 roku określa ten element jako koreczek szklany, doszlifowany, z dziobkiem przy końcu, który zwie „kogutkiem”. Sama zaś butelka to w ujęciu firmy kroplomierz. Mieliśmy więc w międzywojennej Polsce nie tylko proszki od bólu głowy „z kogutkiem”, ale także butelki. Forma to bardzo charakterystyczna i wdzięczna, a ponadto – jak ktoś niedawno sprawdził – funkcjonująca bez zarzutu po dziś dzień do tego stopnia, że na żadną inną, choćby i najbardziej nowoczesną, wymieniać jej nie trzeba.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH