Nie ma tabletki na szczęście

Nie ma tabletki na szczęście


O tym, jakie czynniki mogą predysponować do wystąpienia depresji, oraz jak sobie radzić z tą chorobą, z prof. dr. hab. Janem Tylką rozmawia Katarzyna Pinkosz.

Panie profesorze, z entuzjazmu i energii, które od pana emanują, wnioskuję, że nie jest pan zagrożony depresją. Na choroby układu krążenia najbardziej narażone są osoby o tzw. typie osobowości A. A na depresję?

Już Hipokretes wyróżniał typy osobowości, w zależności od tzw. cieczy hormonalnej, które decydują o zachowaniu oraz skłonności do zachorowania. Jedno z przeprowadzonych przeze mnie badań na temat zależności pomiędzy nasileniem reakcji depresyjnych u mężczyzn z chorobą niedokrwienną serca a typem ich osobowości wykazało, że mężczyźni z wyższym nasileniem reakcji depresyjnych są bardziej neurotyczni, introwertywni, mniej otwarci na doświadczenia, ugodowi.

Czy współczesna nauka potwierdziła zależność pomiędzy określonymi typami zachowań a chorobami?

Oczywiście, że tak. Patrząc przez pryzmat badań osobowości i różnych typów zachowań ludzkich zauważamy, że choć nie mamy do czynienia z aż tak ostrą linią podziału, jaką kreślił Hipokrates, to jednak pewne właściwości osobowości sprzyjają pojawianiu się określonych chorób. Albo raczej uruchamiają to, co tkwi w naszych genach jako predyspozycja. A my przez nasze zachowanie, nastrój, sposoby reagowania ją uruchamiamy. Można mówić, że osoby o pewnych typach osobowości mają większą skłonność do zapadania na określone choroby.

Czym właściwie jest depresja?

O depresji możemy mówić w różnych kategoriach. Po pierwsze – jako o stanie psychicznym człowieka, pociągającym za sobą pewne reakcje somatyczne, dolegliwości, choroby. Ale możemy też określać ją jako zjawisko typowo psychiczne, spowodowane wieloma czynnikami, takimi jak brak równowagi hormonalnej w organizmie, niedobór stymulantów produkowanych przez nasz mózg (głównie serotonina). Istnieją różne teorie tłumaczące pojawienie się depresji. Inaczej widział to Freud, inaczej badacze, którzy mówią o przekaźnictwie synaptycznym, czyli zaburzeniach neurohormonalnych. Inni kładą nacisk na to, że negatywne tłumaczenie sobie pewnych zjawisk prowadzi do depresji, a optymizmu trzeba się nauczyć. Wyróżniamy też depresję polekową, poporodową, depresję wynikającą ze złego funkcjonowania struktur mózgu.

Generalnie trzeba powiedzieć, że depresja to obniżenie nastroju. A nastrój można scharakteryzować w trzech wymiarach: wyrównany (taki jest najlepszy), wzmożony (euforyczny) albo obniżony.

Czy możemy zapobiec pojawieniu się depresji?

Oczywiście! Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy głowa jest własnością osoby, która mówi, czy też jest to obce ciało, na które nie mamy żadnego wpływu? A jeśli idziemy do kuchni i przyrządzamy sobie jedzenie, to jesteśmy odpowiedzialni za to, co przygotowujemy? Podobnie jest z myśleniem: jeżeli rozwijamy je w kierunku pesymizmu, zniechęcenia, frustracji, rozczarowań, to kto za to odpowiada: my, czy ktoś inny? Kto nam te myśli wkłada do głowy?

Jak już powiedziałem, depresja to obniżenie nastroju, czyli – inaczej ujmując – utrata zdolności do przeżywania przyjemności lub radości życia z wykonywanych czynności. Jeśli jednak utracimy radość z codziennych zajęć, które do tej pory sprawiały nam zadowolenie, to poszukajmy sobie innego obszaru, który da nam poczucie spełnienia. Ludzie oczekują, że radość sama się odnowi. A tak się nie stanie. Człowiek ma prawo zmierzać w różnych kierunkach i poszukiwać. Jeśli coś nam nie smakuje, to idziemy do sklepu i kupujemy inny produkt. Podobnie jest z myśleniem: jeżeli wyczerpaliśmy wszystkie możliwości budowania entuzjazmu życiowego, to szukajmy dalej!
Kolejnym wskaźnikiem depresji są zaburzenia psychoruchowe – albo zupełne spowolnienie, albo nadmierne pobudzenie. A co wywołuje procesy ruchowe? Codzienne ćwiczenia! A więc wstańmy rano i poćwiczmy. Gdyby osoba chora na depresję wykonała kilka ćwiczeń albo poszła na spacer, to już mielibyśmy do czynienia z autoregulacją pewnych procesów na poziomie psychoruchowym. Mamy wiele możliwości oddziaływania na naszą psychikę, tylko czy chcemy z nich skorzystać, czy wolimy iść do apteki i poprosić o lek?

Powszechnie uważa się, że autoregulatory są nieważne, że ważniejsze są regulatory zewnętrzne. Szukamy więc tabletki na szczęście, na sen, na apetyt, przeciw biegunce, wzdęciom. Człowiek uważa, że na wszystko można znaleźć sposób w postaci pigułki. A prawda jest taka, że mamy bardzo bogate procesy autoregulacyjne, tylko ich nie uruchamiamy.

A może już jest za późno, by te mechanizmy uruchomić?

Na to nigdy nie jest za późno! Bernard Shaw napisał kiedyś: „Nigdy nie miałem depresji, bo nie miałem na to czasu”. Może popaść w depresję osoba, która siedzi godzinami przed telewizorem, albo smuci się i wciąż narzeka jakie ma ciężkie życie. Ale czemu czymś się nie zajmie? Jest mnóstwo możliwości odnalezienia tego, co daje radość życia, pochłania człowieka, angażuje emocjonalnie…

Nie mamy na to czasu. Idziemy do pracy, gdzie spędzamy wiele godzin, potem jest dom, obowiązki…

Ja też spędzam ileś godzin w pracy… Ale praca nie może być całym życiem. Trzeba mieć pasję. Ja jestem góralem, śpiewam po góralsku, gram na pięciu instrumentach, m.in. na skrzypcach, akordeonie, organach. Na weselu mojego syna była kapela góralska, z którą grałem przez całą noc.

Od początku czułam, że depresja panu nie grozi…

Bo treści trzeba szukać. Świat dostarcza kolosalnej ilości bodźców. Psychika człowieka ma dwie istotne warstwy: wrażeniową (czyli to, co do nas dociera) i wyobrażeniową. Karmi się tym, co jej dostarczamy: przez wzrok, dotyk i inne zmysły. Ten, kto chce, aby jego wyobraźnia nie tworzyła mu obrazów wpychających w głębię smutku i rozpaczy, powinien szukać bodźców na zewnątrz. Jest ich mnóstwo: można iść na koncert lub na spacer, kiedy kolory jesieni są takie, że aż w oczy kłują. Bodźce są pokarmem dla duszy, trzeba ich tylko dostarczać. Jeśli ograniczamy sobie kontakt ze światem, izolujemy się, to nie dostarczamy psychice „pokarmu”. A ona nie znosi pustki – wpycha nas w depresję…

Czemu nasza psychika idzie w kierunku depresji, a nie stwarza dla siebie pięknych obrazów?

Bo nasza wyobraźnia nie jest wyobraźnią artysty, tylko odtwarza, ma tendencję do rysowania wszystkiego na szaroburo. A więc zastanówmy się, czy dbamy o psychikę. Czym ją karmimy? Jakimi obrazami? Z kim przebywamy?
Kolejną kwestią jest podejście do wykonywanych czynności. Wszyscy nas uczą, żeby być dokładnym, starannym, a psychologia mówi: najbardziej toksycznym zjawiskiem jest perfekcjonizm, bo nikt nie jest tak precyzyjny, by robić wszystko idealnie.

Czy osoba, która cierpi na depresję, może sama sobie pomóc?

Niestety nie. Co prawda są osoby, które samodzielnie wychodzą z depresji, ale dzieje się tak raczej tylko w przypadku tzw. incydentu depresyjnego. Żeby wygrać z depresją, trzeba najpierw poradzić sobie z lękiem. To on leży u podłoża depresji. Najpierw w strukturze przeżyć człowieka musiała pojawić się obawa, że nie poradzi sobie w życiu. Lęk i depresja nakładają się na siebie w 70 procentach.

Dlaczego kobiety częściej chorują na depresję niż mężczyźni?

Bo różnimy się od siebie. Kobiety mają bardziej rozbudowaną uczuciowość. Wszystkie niepowodzenia, rozczarowania przeżywają mocniej niż mężczyźni. Mężczyzna częściej rozważa problemy w kategoriach intelektualnych; kobieta – emocjonalnych.

Leczenie depresji powinno więc wyglądać inaczej u obu płci?
Oczywiście. Terapia zależy jednak przede wszystkim od rodzaju depresji: czy jest to depresja jedno- czy dwubiegunowa, dystymia, czyli obniżenie nastroju, depresja sezonowa, polekowa, poporodowa, czy są to raczej zaburzenia zachowania spowodowane stanem zdrowia. Jednak o ile u mężczyzn potrzebna jest także terapia oparta na wzroście aktywności fizycznej, czyli na powolnym uruchamianiu przez czynności fizyczne, o tyle u kobiet musi to być raczej wsparcie emocjonalne. Mężczyźnie będzie bardziej potrzebny instruktaż: co to jest depresja, skąd się wzięła i dlaczego. Kobietę trzeba przeprowadzić przez świat przeżyć, który jest daleko bardziej zróżnicowany i bogatszy niż u mężczyzn.

Sama depresja jest chorobą, ale też ma wpływ na pojawienie się chorób somatycznych. Jakich?

Osoby po przejściach depresyjnych częściej zapadają na choroby układu krążenia. Istnieją badania mówiące, że depresja jest czynnikiem mogącym powodować zawał serca i chorobę niedokrwienną serca. Według niektórych kardiologów, nawet jeden incydent depresyjny jest przyczyną powstawania zaburzeń w postaci choroby wieńcowej.
Depresja współwystępuje też z chorobą Alzheimera, z chorobami nowotworowymi. Trudno jednoznacznie stwierdzić, która z chorób wystąpiła jako pierwsza. Na pewno jednak depresja współwystępuje i komplikuje przebieg terapii. I jest przyczyną przedwczesnych zgonów.

Chorzy często nie łączą dolegliwości ciała ze stanem ducha.

Już przed wiekami ludzie wiedzieli, że człowiek jest jednością; Arystoteles zdefiniował go jako jedność psychofizyczną. Największą krzywdę medycynie zrobił Kartezjusz, który chciał pokazać, że człowiek to taka maszyna złożona z narządów, które ze sobą współdziałają. Stworzył medycynę narządową, do której wszyscy się zapalili, bo łatwo jest zajmować się uchem, okiem…

Ale gdy kogoś boli ucho, to cierpi tylko ten narząd, czy całe ciało?

W Instytucie Kardiologii egzaminuję z psychologii lekarzy przed doktoratem. Zawsze pytam na początku: „Czym pan doktor się zajmuje?”. I często słyszę: „Zaburzeniami rytmu”. „Ale co to jest, czy są to jakieś wyizolowane formy zamknięte w słojach?” „Nie, to są ludzie”. „Czyli zajmuje się pan człowiekiem. A może człowiekiem cierpiącym, który ma takie, a nie inne objawy?”. To niby taka sama odpowiedź, a jednak zupełnie inna…

W jaki sposób leczyć depresję?

Nieodłącznym elementem leczenia powinna być psychoterapia, gdyż uporządkowanie życia psychicznego nie jest możliwe tylko przy pomocy leków. Który lek da poprawę rozumienia związków przyczynowych? Psychoterapia jest koniecznością, a w niektórych przypadkach depresji tzw. psychogennej, może okazać się jedynym sposobem leczenia.
Miałem pacjenta, magistra rehabilitacji ruchowej, który szósty rok przyjmował leki na depresję. Był senny, mówił wolno, beznamiętnie, bez entuzjazmu. Musiałem rozgrzebać całe jego życie. Dopiero, kiedy cofnęliśmy się daleko, w głąb jego życia, coś się zmieniło. Okazało się, że po studiach był ratownikiem na basenie. Gdy o tym opowiadał, wyraźnie się ożywiał. Trafiłem na temat, który był radością jego życia. Dzięki temu udało mu się wyjść z depresji.

Czyli trzeba znaleźć jakiś dobry punkt, który da radość życia…

Właśnie! Ale ile godzin trzeba spędzić z chorym… Trzeba odnaleźć ten podstawowy czynnik depresji, jakim jest utrata zdolności do przeżywania radości życia. Kiedyś trafiła do mnie pięćdziesięcioletnia kobieta. Od dziewięciu lat zażywała środki przeciwdepresyjne – bez efektu, od lat nie wychodziła z domu. Wspólnie odkryliśmy, że w 16. roku życia była mistrzynią w hafcie krzyżykowym. I ten haft postawił ją na nogi! Mieszkała na wsi, było tam dużo dziewcząt, które nie miały pracy. Zorganizowała kurs haftowania krzyżykami. I dzięki temu odnalazła siebie. Półtora roku później była już inną osobą. Każdemu coś sprawia przyjemność. Jeśli chcemy pomóc pacjentowi, to musimy bardzo głęboko wejść w jego struktury myślowe, przeżyciowe. Znaleźć to, co zostało mu odebrane. Człowiek nie może funkcjonować bez możliwości doświadczania radości życia.

Dziękuję za rozmowę.


Depresja w liczbach

  • Pod względem liczby zachorowań, depresja, stanowi obecnie czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie – cierpi na nią około 121 milionów osób.
  • Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że do roku 2020 depresja stanie się w skali świata drugą najczęstszą przyczyną niepełnosprawności wynikającej ze stanu zdrowia (za niewydolnością serca).
  • Szacuje się, że 5-10 proc. populacji cierpi na depresję i wymaga pomocy psychiatrycznej lub psychologicznej.
  • Na depresję cierpi 10 proc. Polaków (wg danych Zespołu ds. Walki z Depresją, działającego przy Ministrze Zdrowia).
  • Przeciętnie ryzyko rozwoju depresji wynosi 10-20 proc. i jest nieco wyższe u kobiet niż u mężczyzn.
  • U osób przed 45. rokiem życia istnieje większe prawdopodobieństwo zachorowania na depresję niż u osób starszych (średni wiek wystąpienia pierwszego epizodu depresji to 20-40 lat).

Źródło: www.forumprzeciwdepresji.pl

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH