Kupon do raju

Kupon do raju


Kobieta. Inżynier. Była naczelnikiem wydziału w urzędzie wojewódzkim. Kiedyś, przy kawce, w biurze, koleżanka pokazała jej kupon loterii wizowej. Zadziałała wyobraźnia, marzenia. Ameryka. Poplotkowały jeszcze, po czym – idąc z powrotem do pracy – kupiła w kiosku, po drodze, gazetę z kuponem. Umówiły się na następną kawkę, by wypełnić kupony. Znowu pomarzyły, pośmiały się, wysłały kupony. Niby o tym zapomniały, ale… Czasem wracało do niej takie pełne nadziei: a nuż..? W domu, oczywiście, nic nie powiedziała.

Po pięciu miesiącach do jej domu przyszedł list z nadrukiem z konsulatu amerykańskiego. Sensacja. Mąż, dzieci zaskoczeni, zaczęli pytać, pytać, pytać. Mąż też inżynier, innej branży, bo mechanik, pracował w fabryce wag. Trójka dzieci, wtedy w liceach. Czego od niej chcą Amerykanie? – dopytywali natrętnie. Co wygrała? Brała udział w jakiejś loterii? – Wizę do Ameryki – odpowiedziała zdumiona swoim niespodziewanym szczęściem. – Jedziemy! – wykrzyknęli z entuzjazmem. Na emigrację. Ameryka! Raj! Inne, wspaniałe życie! Wielka wygrana na loterii. Bogactwo! Już widzieli te dolary, świetny samochód, dom, ogród… Nagle w zasięgu ręki. Tysiące ludzi chce wyjechać z kraju do Ameryki, i figę, a ja to wygrałam. Tak ot, pstryknąwszy
palcami. Leży teraz ta Ameryka na stole. Na tacy. Na półmisku. Tylko brać i jechać.

– Co będziemy tam robili? – zapytała przytomnie. – Z czego będziemy żyli? Po jakiemu będziemy mówili? Gdzie będziemy mieszkali? Mamy w Chicago stryjka, zamieszkamy u niego… Z nim będziemy rozmawiali po polsku, potem się nauczymy angielskiego. Sprzedamy mieszkanie, więc na początek będą pieniądze, a inżynier zawsze pracę dostanie. Jedziemy. Wypełniamy te formularze i jedziemy.

Jakieś wątpliwości, niepokoje się w nich plątały, ale taka okazja! Grzech zmarnować. Wygrali Wielki Los.

Zadzwonili do stryjka, trochę dziwnie mówił po polsku, ale zgodził się ich przyjąć. Nie za darmo. No, ale przecież zarobią w tej Ameryce. Sprzedali swoje czteropokojowe mieszkanie w Olsztynie, meble, wszystko. Paszporty dostali bez problemu, wizę amerykańską mieli obiecaną, w końcu konsul ją podbił. W samolot i do Ameryki.

Stryjek czekał na nich na lotnisku, bardzo dziwnie mówił po polsku, nieważne. Zamieszkali u niego, mijało już pięć miesięcy ich pobytu w Ameryce, stryjek upominał się o ostatnią ratę za lokal, a im pieniądze szły jak woda. W końcu się pokłócili. Tak porządnie, na ostro. Stryjek wyrzucił ich z domu. Dosłownie na ulicę. – Bydlak! – powiedzieli jednomyślnie. Spali u znajomych poznanych pod kościołem, potem za resztki pieniędzy z Polski wynajęli dwupokojowe mieszkanie. Płacili za nie jakieś straszne pieniądze.

A potem to już tylko w dół, w dół, w dół. Coraz bardziej stromo i coraz szybciej. Była praca w fabryce, na nocną zmianę, potem tej pracy nie było, potem znowu była, jakaś dorywcza, i znowu jej nie było. Raz praca, raz bezrobocie. Dzieci poszły do bezpłatnej szkoły publicznej, z Murzynami. Uczyły się angielskiego, szybko, bez problemów. A oni ani be, ani me. Tylko zupełnie podstawowe słowa niezbędne w fabryce czy sklepie. Dzieci wyjdą w końcu na swoje. A oni?

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH