Nie zawsze muszę wygrywać

Ilona Łepkowska – Nie zawsze muszę wygrywać


Z Iloną Łepkowską, pisarką, scenarzystką, producentką filmową, rozmawia Agnieszka Szmidt.

Jest Pani kobietą, która właśnie teraz osiąga swe największe sukcesy zawodowe. Skąd w Pani tyle energii na twórczą działalność?

Szczerze mówiąc naprawdę nie wiem. Taka intensywna praca trwa od ponad 10 lat i już dawno powinnam umrzeć
ze zmęczenia. Myślę, że nadwyrężam swój organizm. Przez to, że tych zajęć jest tak dużo i wszystkie są niecierpiące zwłoki, nie ma już w tym zbyt wiele radości. Gdy się pisze scenariusze filmów kinowych, to napisanie tekstu miesiąc wcześniej czy później nie ma znaczenia. Jednak gdy się pracuje przy serialu, ważny jest każdy dzień.

Jak Pani myśli, dlaczego wiele Pani równieśniczek myśli o zakończeniu kariery? Pani przykład pokazuje, że najlepsze może być jeszcze przed nimi.

Ja też myślę o zakończeniu kariery.

Naprawdę? Kiedy?

Najchętniej jutro, ale na razie nie mogę. Muszę wyprowadzić serial „Barwy szczęścia” na spokojne wody i wtedy będę mogła zakończyć intensywną karierę zawodową. Oczywiście będę dalej pracować, ale nie tak dużo jak teraz.
„Barwy szczęścia” w pierwszym sezonie dobiły do poziomu, który sobie założyliśmy. Ale chciałabym jeszcze, żeby się troszkę wzmocniły. I dlatego nie zostawiam ich nikomu, bo wymagają jeszcze mojej troski. „M jak Miłość” scenariuszowo „oddałam” już ponad rok temu koleżance, natomiast ten serial musi jeszcze poczekać na nowego scenarzystę wiodącego.

Czy tak zapracowana scenarzystka i producentka filmowa ma czas na typowo kobiece przyjemności?

Oczywiście, że tak, jeśli tylko zrobię wszystko to, co sobie założyłam. Czasami pomaga mi w tym sytuacja, jeżeli ktoś np. zaprosi mnie na imieniny, kolację czy jakąś premierę. Wtedy staram się tak pokierować pracą, żeby znaleźć na to czas. Ale przez to mam mniej czasu na odpoczynek.

Lubi Pani dbać o siebie?

Nie.

Ale jest Pani zadbaną kobietą.

Od urodzenia mam dobrą cerę. Regularnie chodzę do fryzjera, żeby nie mieć odrostów, mam zadbane paznokcie.
I to wszystko. Regularnie chodzę też do lekarza. Robię badania profilaktyczne u ginekologa i dentysty. Prawie się nie maluję. Do kosmetyczki chodzę jak mnie córka zmusi, ale nie przepadam za tym, więc to jest raz
na pół roku, a czasami rzadziej.

Czy lubi Pani obserwować ludzi, by potem te obserwacje, dialogi przenosić do swoich filmów?

Lubię obserwować i rozmawiać z ludźmi spoza branży, którzy mają normalne, zwyczajne życie. Jestem osobą, która łatwo nawiązuje kontakt z innymi osobami. Odkąd kupiłam psa, to znam chyba wszystkich psiarzy w mojej okolicy.
Jak się spotkamy i nasze psy się bawią, to rozmawiamy. Takiego kontaktu szukam, jest mi to potrzebne do życia.
I to, co usłyszę podczas takich rozmów, zapada gdzieś we mnie. Na pewno te spotkania trochę mnie inspirują.

Czy pisania dobrych scenariuszy można się nauczyć, czy trzeba się z tym urodzić?

Nauczyć to się można jedynie zasad pisania, a cała reszta jest tajemnicą – mieszanką talentu, zmysłu obserwacji, intuicji. Można umieć słuchać ludzi, a nie umieć później tego przetworzyć. Potrzebna jest też intuicja, aby wiedzieć, co się akurat ludziom spodoba, o czym chcieliby, żeby im opowiedzieć. To jest nie do przewidzenia. To trzeba wyczuć.

Chciałaby Pani, aby jej seriale były takimi tasiemcami jak na przykład. „Moda na sukces”?

Pod warunkiem, że to nie ja będę musiała pisać te scenariusze. Nie chciałabym oglądać moich seriali, które się zdegenerowały, tzn. idą w telewizji, są z tego pieniądze, ale fabuła jest „ciągnięta” na siłę. Tego bym nie chciała nigdy oglądać, nawet gdybym miała z tego tytułu dostawać bardzo duże pieniądze. A jednak „Modę na sukces” ludzie oglądają.

I to chętnie…

Jacyś ludzie obejrzą każdą rzecz, którą pokaże telewizja. Każda ma swoją widownię. Ja sama czasem obejrzę „Modę”, ale co pięćdziesiąty czy co setny odcinek i za każdym razem spadam z kanapy ze śmiechu. W tym filmie wszyscy sypiają ze wszystkimi, a potem siadają razem do stołu.

To jest po prostu jakaś masakra! To jest i głupie, i szkodliwe w sensie moralnym. Ten film pokazuje życie bez zasad. Tam się cały czas mówi, że ktoś kogoś kocha, a wszyscy się zdradzają nawzajem, łącznie z odbijaniem narzeczonego córce, z którym potem mamusia ma dziecko.

Czy miała Pani w swoim życiu taki moment, kiedy pomyślała, że nie chce więcej pisać scenariuszy?

Mam to codziennie rano od dwóch lat. Ale cały czas piszę, bo to jest moja praca i staram się ją wykonywać jak najlepiej. Ale w tej chwili jest to dla mnie straszny balast. Pracuję z olbrzymim wysiłkiem i zaangażowaniem,
aby wzrosła oglądalność mojego najnowszego serialu.

Poprzez swoje filmy ma Pani duży wpływ na to, jak ludzie postrzegają świat. Czy nie chciałaby Pani tego wykorzystać angażując się w politykę?

Broń Boże, nie! Nienawidzę polityki. Dla mnie ona jest brzydka i brudna. Polityką powinien zajmować się ten,
kto chce. Ja nie chcę. Nigdy nie miałam żadnej propozycji kandydowania na żadną radną, posłankę czy senatora.
Nikt nie próbował zdyskontować tej mojej popularności w taki sposób. A gdyby próbował, odmówiłabym.
Pani córka też ma zawód związany z filmem.

Jest operatorem. Czy pomaga jej Pani czasem i proteguje u kolegów reżyserów?

Córka akurat pracuje u mnie dużo, ale nie dlatego, że jest moją córką, tylko dlatego, bo jest dobra. Zaczynała u mnie jako asystentka operatora kamery jeszcze na studiach. W tej chwili pracuje już jako samodzielny operator, ale szuka też nowych kontaktów. Ma znajomych w tym środowisku i nawzajem sobie jakieś prace podsyłają. Ostatnio pracowała przy teatrze telewizji. Nie miałam z tym nic wspólnego, ani jej nie polecałam, ani nie protegowałam.
Myślę, że dobrze sobie sama radzi.

Jakie są Pani największe marzenia osobiste i zawodowe?

Od dłuższego czasu powtarzam, że chciałabym odpocząć. Jeśli chodzi o marzenia zawodowe, to chciałabym,
żeby „Barwy szczęścia” w najbliższym sezonie podniosły znacznie swoją oglądalność, no i żeby zdobyły Telekamerę. Byłoby to dosyć przyjemne uczucie, gdyby czwarty serial, przy którym pracuję, zdobył tę nagrodę, zwłaszcza że nikomu wcześniej nic takiego się nie udało. To jest w naszym zasięgu, ale jak się nie uda, nie będę darła szat.
Nie zawsze muszę wygrywać. Poza tym chciałbym jeszcze mieć siłę i wolną głowę do tego, żeby zrobić scenariusz poważniejszego filmu lub napisać książkę czy sztukę teatralną. Na pewno moje marzenia są dziś poza serialalmi.
W serialach osiągnęłam tyle, że już nikomu nie muszę niczego udowadniać.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH