Miałam raka

Miałam raka


Z reguły odrzucamy myśl, że nowotwór może dotknąć akurat nas. Dlatego tak często odwlekamy decyzję o wykonaniu badań profilaktycznych, które w wielu przypadkach mogą ratować życie.

O swojej walce z chorobą i nieodpartej chęci życia opowiadają Amazonki, bohaterki książki „I przyszedł do mnie rak. Amazonki nadzieją chorych na raka”.

Strach
Od chwili, gdy pojawi się podejrzenie nowotworu, aż do zakończenia leczenia kobietom towarzyszy wszechogarniający strach. Jego siła może działać w dwie strony: sprawić, że się poddadzą, albo wyzwolić wolę walki o przetrwanie.

Joanna: „Strach, który paraliżuje, nie pozwala spać, czasami jeść. Ale jest też strach, który mobilizuje. I każe żyć. Strach, który mieści się w krótkim słowie: rak”.

Walka z czasem
Zofia: „Kiedy w grudniu 1981 roku wyczułam guz pod pachą, nie miałam wątpliwości. Mimo to, uchwyciłam się płonnej nadziei – podsuniętej przez zaprzyjaźnioną lekarkę: «Jeśli ci się to tak pokazuje i znika, to nie jest nic poważnego». Wiedziałam, że nie ma racji, że to nieprawda, że to jest coś bardzo poważnego. (…) Do lekarza zgłosiłam się dopiero w maju i to za namową chłopaka mojej córki – wówczas studenta V roku medycyny. Kiedy wspomniałam przy nim o niepokojącej mnie zmianie (…), zaczął nalegać, abym jak najszybciej pokazała to specjaliście. Chirurg w przychodni lekarskiej nie miał wątpliwości: to rak”.

Anna Maria: „Zaczęłam czytać książki o pozytywnym myśleniu. Jeździłam do Warszawy, do bioterapeuty, który twierdził, że ma sukcesy w leczeniu guzów. Na wyznaczony w szpitalu termin operacji po prostu się nie stawiłam. Zdecydowałam, że będę leczyć się sama. Powiadomiłam panią doktor o mojej decyzji. To ona przekonała mnie, że popełniam wielki błąd. (…) Nie zdawałam sobie sprawy, że w tej chorobie walczy się z czasem”.

Wstyd i ucieczka
Anna Maria: „Wstydziłam się swojej choroby. Wstydziłam się tego, że siedzę przed drzwiami gabinetu onkologicznego. O mojej chorobie wiedziało tylko kilka zaufanych osób. (…) Bardzo bałam się współczucia, rozmów na mój temat za plecami. Chciałam koniecznie tego uniknąć”.

Bożenna: „Jestem już po dziewięciu zastrzykach [chemioterapii – red.]. Pacjent staje się nijaki, ni to chory – ni zdrowy. Nie może jeść, puchną mu wargi, w ustach rosną zgrubienia – bolesne przy dotknięciu, przeczulone na ciepłe i zimne potrawy. Taki stan powoduje, że ucieka się od ludzi, od rozmów, spotkań. Jedynie ważne jest, by być samemu, leżeć w spokoju”.

Wsparcie
Anna: „Nie chciałam wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi. (…) Pomógł mi mąż i znajomi, którzy traktowali mój nowotwór nie jak coś wyjątkowego, coś, o czym nie wypada mówić, pytać, tylko jak przeziębienie. Dzwonili do mnie, pytali wprost, czy boli, jak znoszę chemię, zapraszali na imieniny. Dzięki nim zaczęłam bywać wśród ludzi. (…) I podczas spotkań towarzyskich martwiłam się już tylko o jedno: żeby peruka nie spadła mi w tańcu”.

Anna Maria: „Po operacji i długim leczeniu szpitalnym wróciłam do domu. Czułam się okaleczona, oszpecona. Nie akceptowałam siebie. Z wielką niechęcią oglądałam się w lustrze. Zaczęłam uczęszczać na spotkania Stowarzyszenia Kobiet z Problemem Onkologicznym w ¸omży. Czułam się dobrze wśród osób takich jak ja. Swobodnie
rozmawiałam z innymi o swoich problemach. (…) Przynależność do Stowarzyszenia spowodowała, że przestałam się wstydzić. (…) Zmienił się mój sposób myślenia, chodzę z podniesioną głową”.

Utracona kobiecość?
Kobiety szczególnie przeżywają utratę piersi i pięknych włosów. Skóra poddana radioterapii zaczyna się łuszczyć i staje się zaczerwieniona (tzw. odczyn popromienny).

Jedna z amazonek: „Po świętach włosy zaczęły wypadać mi na potęgę. Siostra zgoliła mi głowę i to było najgorsze. Przeżyłam to bardzo. Wcześniej nie przyszło mi do głowy, że włosy są dla kobiety czymś tak ważnym”.

Na szczęście są peruki, które łudząco przypominają naturalne włosy. Są kremy, które pomagają regenerować się skórze. Są też nowoczesne protezy piersi. Dzięki nim kobieta może odzyskać poczucie kobiecości, pewności siebie.

Bożenna: „Włożyłam perukę i uśmiechnęłam się do siebie w lustrze. Przekrzywiłam głowę w prawo i w lewo. (…) Zmieniłam się w oka mgnieniu – fizycznie, ale też i duchowo. Chyba zobaczyłam światełko w tunelu”.

Amazonka, która nie podaje imienia, wspomina, jak jej syn zareagował, gdy po raz pierwszy zobaczył ją „ubraną” w protezę piersi: „Zdziwienie, radość, że wyglądam normalnie. Nie potrafię określić uczucia, gdy dotknął nieśmiało tej protezy i stwierdził, że jest mięciutka, milutka i nawet ciepła”.

Dzisiaj
Anna: „Do operacji żyłam jak w filmie. Tak, jakby to wszystko nie mnie dotyczyło. Mąż chodził ze mną do lekarza, ustalał terminy. Prowadził mnie jak dziecko, za rękę. A mnie ciągle śniły się trumny, kondukty żałobne! Dzisiaj? Dzisiaj śniło mi się morze, żółty piasek”.

Inna z Amazonek tak podsumowuje swoją chorobę: „Pamiętam, jak wszyscy dziwili się, gdy otwarcie mówiłam o swej chorobie, ale chyba dzięki niej nauczyłam się żyć i kochać życie. Tak jak kiedyś zadawałabym sobie pytanie: «Dlaczego ja?», teraz cieszę się, że to nie moja córka, matka, siostra, przyjaciółka muszą zmagać się z tą chorobą”.

Łucja: „Moje wnuczki wiedziały, że babcia była chora na raka i straciła obie piersi. Wiedzą też, że gdy skończą 18 lat, będą musiały poddać się badaniu genetycznemu. Natalia ma ukształtowane piersi i już teraz uczę ją, jak je w przyszłości badać, aby zawsze były piękne i zdrowe. Podchodzi do tego bardzo poważnie, a ja cieszę się, że udało mi się zaszczepić w niej nawyk samokontroli piersi”.

Zofia: „Od tamtych dramatycznych chwil minęły 24 lata. Moje dzieci dorosły i dojrzały. (…) Doczekałam się także jedenaściorga wnuków. Czuję się szczęśliwa i spełniona”.

*Wszystkie wypowiedzi Amazonek pochodzą z książki „I przyszedł do mnie rak. Amazonki nadzieją chorych na raka”, Wydawnictwo pod redakcją Anny Mazurkiewicz.


Odczyn popromienny
Radioterapia od dawna stosowana jest w leczeniu chorych na raka piersi. Jednak w trakcie leczenia napromienianiem niszczone są zarówno komórki nowotworowe, jak i zdrowe, znajdujące się w objętości napromienianej. Powikłania popromienne są zatem nieodłącznym wynikiem radioterapii.

Najwcześniej na odczyn popromienny reaguje skóra. Zapalenie popromienne skóry objawia się rumieniem, złuszczaniem i, w przypadku bardzo nasilonego odczynu, owrzodzeniem skóry. Objawy te ustępują samoistnie, można też im przeciwdziałać podejmując środki ograniczające ich nasilenie, np. unikać nieodpowiedniej, ciasnej odzieży, substancji drażniących skórę, promieniowania słonecznego podczas radioterapii, a także ograniczyć mycie skóry w obszarze odczynu popromiennego. Można także zastosować środki farmakologiczne takie jak aerozole lub kremy z lekami przeciwzapalnymi, które ułatwiają gojenie się odczynu popromiennego.

Elżbieta Kozik,
prezes Stowarzyszenia Amazonki Warszawa – Centrum

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH