Koncerny kontra pacjenci

Koncerny kontra pacjenci


Pacjenci bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, że koncerny farmaceutyczne wyżej cenią wyniki sprzedaży niż ich zdrowie.
Na polskim rynku wydawniczym ukazała się książka o intrygującym tytule – „Skutek uboczny śmierć”. Jej autorem jest były dyrektor sprzedaży międzynarodowej firmy farmaceutycznej Eli Lilly – John Virapen. Książka stanowi świadectwo nadużyć koncernów farmaceutycznych i ich pogoni za zyskiem kosztem ludzkiego zdrowia.

Kontrowersyjny bohater
John Virapen przez prawie 30 lat pracował w Eli Lilly, pnąc się po kolejnych szczeblach kariery. Miał dostęp do poufnych informacji firmy, którymi teraz dzieli się z czytelnikami. Z jednej strony to wiarygodny i warty wysłuchania świadek, z drugiej zaś – jak sam przyznaje – sam kiedyś był częścią skorumpowanego świata, który teraz opisuje. Niejednokrotnie stosował metody wykraczające poza granice uczciwości. W życiu osobistym również nie był kryształowy. Miał trudne dzieciństwo, w młodości dopuszczał się kradzieży, przyznaje się także do zdrad małżeńskich.

John Virapen twierdzi, że napisał tę kontrowersyjną książkę, ponieważ się opamiętał i chce ostrzec świat przed nieuczciwymi praktykami koncernów farmaceutycznych, chronić przyszłe pokolenia przed konsekwencjami stosowania złych leków. Wyznaje jednak szczerze, że wyrzuty sumienia pojawiły się, dopiero gdy nieoczekiwanie stracił pracę. Podejrzewał, że firma zwolniła go, gdyż chciała zatrzeć ślady nieetycznych działań.

Czy można więc wierzyć Johnowi Virapenowi? Czy jego książka jest zemstą na byłym pracodawcy czy wiarygodnym ostrzeżeniem dla nieświadomych zagrożeń pacjentów?

Droga do sukcesu
Przygodę z branżą farmaceutyczną John Virapen rozpoczął jako młody chłopak. Wyróżniał się pracowitością i wielkim talentem handlowym. Całą energię swojego zespołu skierował na promocję leków wśród lekarzy, jako że to przecież oni decydują, który lek znajdzie się na recepcie. Szybko odkrył, że skuteczniej promuje firmę, gdy do informacji o zaletach leku dodaje podarunki, a znajomości handlowców z lekarzami nabierają osobistego charakteru. John Virapen w krótkim czasie zdołał zaskarbić sobie przychylność szwedzkich lekarzy i podwoić sprzedaż leków firmy.

Sukcesy sprzedażowe przyniosły Virapenowi stanowisko głównego dyrektora sprzedaży w Szwecji. Wraz ze wzrostem budżetu na promocję, drobne podarunki zamieniły się w darmowe sympozja na tropikalnych wyspach. Środowisku lekarzy coraz trudniej było oprzeć się czarowi zespołu sprzedażowego Virapena. Sprzedaż szybowała w górę, a sukces otwierał kolejne drzwi. Jednocześnie prasa i niezależni eksperci pozytywnie wypowiadali się o lekach Eli Lilly. Ci liderzy opinii byli starannie wybierani przez Virapena i… słono opłacani. To właśnie pierwszy wniosek płynący z książki Virapena, który może niepokoić pacjentów – decydująca jest korzyść, jaką obecność leku na rynku przynosi lekarzom lub niezależnym ekspertom, nie zaś samym pacjentom.

Nieetyczne praktyki
Najbardziej dramatyczny element historii Johna Virapena stanowią działania Eli Lilly, które pozwoliły na wprowadzenie na rynek Prozacu. Firma zainwestowała ogromne środki w rozwój leku, jednak wyniki testów wypadały niepomyślnie ze względu na dużą liczbę przypadków śmiertelnych. Gorączkowo zabrano się do pracy nad rozwiązaniem problemu, przy czym koncern nie skoncentrował się na wadach preparatu, ale na doborze testów. Poprzez wyłączenie z badań kolejnych grup pacjentów udało się uzyskać pozytywne wyniki i przedstawić je odpowiedniej komisji, która bez dostatecznej analizy zatwierdziła lek. Dzięki przedsiębiorczości Virapena, który umiejętnie negocjował ze szwedzkim ministerstwem zdrowia, Prozac wszedł na tamtejszy rynek w korzystnej dla koncernu cenie. To uśpiło czujność pozostałych państw. Początkowo krytyczne Niemcy i USA również dopuściły lek w wysokiej szwedzkiej cenie. Prozac święcił sukcesy, a Eli Lilly osiągała ogromne zyski. Promocja antydepresantu oparta była nie na skuteczności czy braku skutków ubocznych, ale na obrazie szczęśliwego życia. Doprowadziło to do sytuacji, że był również profilaktycznie rekomendowany całkowicie zdrowym pacjentom.

Manipulacja wynikami testów, nierzetelność organów odpowiedzialnych za nadzór i ochronę pacjenta, marketing – wszystko to przynosi niezasłużoną popularność lekowi nieskutecznemu, a być może nawet szkodliwemu! Pacjent na darmo wydaje pieniądze, ponosi negatywne konsekwencje zdrowotne, a biznes przynosi zyski.

Gra w leki
Mechanizmy ochrony pacjenta zawiodły. Nie ma on wpływu na to, które leki zostaną mu przypisane, nie ma wiedzy, która umożliwiłaby świadomy wybór. Nie może zweryfikować, czy lek, który będzie zażywał, jest bezpieczny. Polega na lekarzach, farmaceutach, nadzorze i ulotkach dołączonych do opakowań. Wierzy, że będą działać w jego interesie.
Z drugiej strony firmy farmaceutyczne ponoszą niebagatelne koszty rozwoju i promocji lekarstw. Naturalne, że dążą do maksymalizacji sprzedaży i konkurują między sobą. Wszystko byłoby dobrze, gdyby ta konkurencja była uczciwa, bez chwytów poniżej pasa. Gdyby ta gra skierowana była do jednej bramki – ku poprawie stanu zdrowia pacjenta.

W przypadku każdego innego produktu niż leki, konsument decyduje sam. Jeśli proszek do prania jest skuteczny i w dobrej cenie, kupi go. Jeśli nie podoba mu się zapach kosmetyku, kupi inny. Sprawdzi i podejmie decyzję. Ze zdrowiem jest inaczej. Pacjenci boją się eksperymentować. Nie umieją ocenić, czy czują się gorzej z powodu choroby czy z nieskuteczności leku. Konsekwencje działań niepożądanych mogą być długotrwałe, co dodatkowo utrudnia ocenę. Pacjenci pragną zdrowia dla siebie i swoich bliskich, co czyni ich bardzo podatnymi na chwytne hasła reklamowe i opinie autorytetów. Na domiar złego w epoce medialnej słuchają nie tylko specjalistów, lecz także sławnych aktorów czy celebrytów.

Najważniejsze pytanie, które jako pacjent zadaję sobie po lekturze książki „Skutek uboczny śmierć” brzmi: jak chronić pacjenta, jak ustawić „grę w leki” tak, by decydującym czynnikiem warunkującym sukces farmaceutyku była jego skuteczność i bezpieczeństwo, a nie marketing. Gdyby tak się stało, wzmocniłaby się zdrowa konkurencja – rosłaby sprzedaż dobrych leków, a dla Johna Virapena i Prozacu nie byłoby w tej branży miejsca. Pacjenci muszą mieć większą świadomość i wpływ na to, jaki lek zostanie im przepisany. Powinni dysponować rzetelną oceną skuteczności i działań niepożądanych leków. Te informacje może z kolei dostarczyć tylko niezależny nadzór.

Zachęcam do lektury książki. Warto mieć własne zdanie. Dotyczy to nie tylko problematyki zdrowotnej, lecz także odpowiedzialności za własne życie, budowanie udanego związku rodzinnego, bycie autorytetem dla swoich współpracowników. Na szczęście upublicznione, bez wątpienia marginesowe, praktyki przyczyniły się do znacznie większej transparentności działania wszystkich podmiotów branży farmaceutycznej.

4.4/5 - (276 votes)

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH