Okiem psychoterapeuty

Okiem psychoterapeuty


„Dlaczego moje życie tak kiepsko się układa? Podczas spotkań towarzyskich zawsze stoję na uboczu.
Nowi ludzie mnie peszą. Jeśli w pobliżu pojawia się interesujący mężczyzna, dokładam starań, aby wypaść jak najlepiej. Jestem wtedy zbyt elokwentna, przesadnie serdeczna. A przecież równocześnie zdaję sobie sprawę z bezsensowności swojego zachowania. Dobiegając trzydziestki czuję się samotna. Czego mi brakuje?” – pyta ze smutkiem Marta.

W trakcie długiej rozmowy okazuje się, że Marcie przede wszystkim brakuje pewności siebie. Teoretycznie wie, że jest wartościową kobietą. Że ma bystry pogląd na wiele spraw, potrafi być dowcipna. Że jest zdolna, szybko uczy się nowych rzeczy i generalnie nie ma się czego wstydzić. Ale wykorzystanie tych walorów w praktyce przekracza jej możliwości. W obecności nieznajomych dopada ją stary, dobrze znany od dziecka lęk, że coś źle powie, popełni jakąś gafę. A to blokuje jej spontaniczność.

Marta była jedynym dzieckiem swoich niedobranych rodziców i jako dziewczynka została automatycznie zagarnięta pod kuratelę matki. Ojciec egzystował gdzieś na obrzeżach ich życia. Matka miała jasny pogląd na to, w jaki sposób jej córka powinna się zachowywać. Ilekroć ktoś ze znajomych kierował do Marty jakieś pytanie, odpowiadała za nią mama. Kiedy w pobliżu były znajome dzieci, mówiła do Marty: „Zaprzyjaźnij się z tym miłym chłopcem”. Marta zupełnie nie wiedziała, co ma w takiej sytuacji zrobić. Z kolei kiedy przychodziły do niej koleżanki, mama przejmowała ster rozmowy i to ona stawała się najważniejsza. Marta siedziała cicho z boku myśląc, że nie potrafi bawić się z innymi dziećmi. Dlatego przestała je zapraszać.

Mama Marty nie rozumie i nie przyjmuje zarzutów dorosłej córki. Czy nie poświęciła dla niej całego życia? Czy to nie dla niej utrzymywała fikcję swojego małżeństwa? Czy nie szyła dla córki sukienek, nie rezygnowała ze swoich potrzeb, żeby wyjechać z nią na wakacje? I czego się doczekała? Niewdzięczności. Nie rozumie, że w pewien sposób ubezwłasnowolniła córkę, nieświadomie użyła jej, aby zaistnieć w roli wspaniałej matki. Łatwo było brylować na tle nieśmiałego, zagubionego i przytłoczonego jej pozycją dziecka.

Takich osób, zdominowanych w dzieciństwie przez autorytatywne matki, nie jest wcale mało i wszystkie mają kłopoty w kontaktach społecznych. Nawet te, które w okresie buntu dramatycznie uwolniły się od krępujących więzów, nie czują się wcale najlepiej w swojej skórze. Zawsze tkwi w nich przeświadczenie, że nie są takie, jakie być powinny. Że czegoś im brakuje. Że nie mogą być do końca zaakceptowane.

Uzmysłowienie sobie tego faktu powinno skłaniać do zasięgnięcia konsultacji u dobrego terapeuty, a następnie podjęcia terapii w celu uwolnienia się od koszmarów nękającej nas niepewności.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH