Depresja to choroba społeczna


Wywiad z prof. dr. hab. Markiem Jaremą, kierownikiem III Kliniki Psychiatrycznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Ile osób w Polsce i na świecie choruje na depresję?

To zależy. Jeżeli zdefiniujemy depresję według ścisłych kryteriów medycznych, to jest to około 2 proc. populacji. Natomiast jeżeli będziemy opierać się tylko na ogólnych, nieprecyzyjnych określeniach, to może być nawet 8 proc. populacji.

A ile osób zgłasza się do lekarza z tego typu problemami?

Nie ma dokładnych statystyk. Problem polega na tym, że cześć pacjentów zgłasza się do lekarza pierwszego kontaktu, cześć do psychologa, część do neurologa, a cześć do lekarza z poradni zdrowia psychicznego.

Z rocznika statystycznego naszego Instytutu może się Pani dowiedzieć, ilu pacjentów jest leczonych w szpitalach i poradniach zdrowia psychicznego z powodu zaburzeń afektywnych. Ale to niepełne dane, bo część pacjentów w ogóle nie trafia do psychiatrów. Boją się stygmatyzacji, a poza tym nie każdy pacjent z objawami charakterystycznymi dla depresji musi być leczony przez psychiatrę.

Na czym polega stygmatyzacja, o której Pan wspomniał?

Stygmatyzacja polega na wykluczaniu pewnej grupy ze społeczeństwa, przekonaniu, że trzeba ją izolować. Większość społeczeństwa boi się chorych psychicznie. Osoby z zaburzeniami psychicznymi odbierane są jako dziwne lub niebezpieczne, a ich problemy są bagatelizowane. Chorzy są nieakceptowani przez otoczenie.

Taka stygmatyzacja ma bardzo negatywne skutki. Po pierwsze, chorzy boją się przyznać, że cierpią na takie zaburzenia. Po drugie, boją się pójść do psychiatry po pomoc. A po trzecie, nawet jeżeli przebrną przez etap diagnozy i leczenia, mają problemy z powrotem do normalnego funkcjonowania.

A może stygmatyzacja jest związana z brakiem odpowiedniej edukacji naszego społeczeństwa?

Nie chciałbym oskarżać naszego społeczeństwa o brak wiedzy. Stygmatyzacja wiąże się raczej brakiem tolerancji. I tu ogromną rolę mogą odegrać m.in. media. Powinny one upowszechniać rzetelną wiedzę o tych zaburzeniach, kształtować odpowiednie postawy wobec chorych.

Tymczasem ostatnio obserwuję w mediach bardzo niepokojące zjawisko. Jeżeli ktoś zrobi coś dziwnego, niezrozumiałego, co wykracza poza przyjęte normy, to od razu pojawia się przypuszczenie, że ma on problemy psychiczne. W komentarzach często padają wtedy epitety: „paranoja”, „schizofrenia”. To zjawisko nasila się jeszcze bardziej w okresach przedwyborczych.

Co zrobić, by zmienić ten negatywny obraz depresji?

Przede wszystkim trzeba porzucić stereotyp myślenia, że pacjent z zaburzeniami psychicznymi jest niebezpieczny, bo zachowania agresywne zdarzają się powszechnie, nie tylko wśród chorych. Proszę zwrócić uwagę, jak często osoby pijane są agresywne, a przecież nie są to pacjenci psychiatryczni.

Poza tym trzeba zrozumieć, że zaburzenia psychiczne są chorobą i mogą dotyczyć każdego z nas – nie mamy na to żadnego wpływu.

Trzeba też pamiętać, że zaburzenia depresyjne, czy zaburzenia psychiczne w ogóle, powinny być leczone w środowisku pacjenta. Izolowanie go od otoczenia nie pomaga w terapii. Trzeba działać kompleksowo. Oprócz leczenia farmakologicznego potrzebna jest psychoterapia oraz wsparcie rodziny.

W jaki sposób bliscy mogą pomóc choremu na depresję?

Przede wszystkim nie można lekceważyć objawów choroby. Często się tak zdarza w przypadku młodych ludzi. Najbliżsi wiążą pogorszenie ich nastroju z kłopotami w szkole czy nieszczęśliwą miłością. Oczywiście jednorazowy epizod gorszego samopoczucia czy niechęci do nawiązywania kontaktów nie świadczy od razu o depresji. Ale jeśli takie sytuacje pojawiają się częściej, dana osoba wypada ze swojej roli społecznej, bezwzględnie należy poprosić o pomoc specjalistę. Niekoniecznie musi to być psychiatra. Czasami łatwiej namówić kogoś do wizyty u psychologa lub lekarza pierwszego kontaktu.

Czy depresja jest chorobą społeczną?

Myślę, że tak. Choroby społeczne to te, które są związane w jakimś sensie z rozwojem społeczeństwa, ze zmianami społeczno-ekonomicznymi. Według WHO depresja jest jedną z pięciu chorób, na które najczęściej zapadają ludzie. A w ciągu 10 lat będzie drugą po nowotworach najczęściej występującą chorobą powodującą niepełnosprawność.

Poza tym skutki społeczne depresji są bardzo poważne. Chorzy wypadają ze swoich ról społecznych, co bezpośrednio przekłada się na ich zmniejszoną produktywność. Są mniej sprawni w pracy, mniej wydolni, mniej zaradni. Częściej korzystają ze zwolnień lekarskich.

Jak depresja wpływa na rokowania w innych chorobach?

Tutaj widzimy bezpośrednią zależność. Są choroby, które w obrazie klinicznym mają pewne elementy depresji (np. choroby endokrynologiczne) i takie, które predysponują pacjenta do wystąpienia depresji (np. nowotwory).

Pacjenci, którzy cierpią na schorzenia somatyczne, częściej zapadają na depresję. I odwrotnie – u pacjentów z depresją częściej występują schorzenia somatyczne. Ta choroba wiąże się bowiem z zachowaniami szkodliwymi dla zdrowia, np. pacjent przestaje jeść, dbać o siebie, o higienę życia codziennego. W ten sposób ułatwia wystąpienie innych chorób.

Taka koincydencja jest bardzo niekorzystna dla pacjenta z kilku powodów. Po pierwsze, obie choroby (tj. depresja i choroba somatyczna) gorzej się leczą. Po drugie, mają dłuższy i cięższy przebieg. Po trzecie, wymagają zastosowania większej liczby leków. I wreszcie po czwarte, pacjent musi częściej korzystać z pomocy lekarza.

Czy depresja zależy od płci?

Tak, jest wyraźnie większa zachorowalność na depresje czy zaburzenia afektywne u kobiet. Prawdopodobnie wynika to z różnic w układzie hormonalnym. Sądzi się, że odpowiedzialne są za to estrogeny, ale na pewno nie w stu procentach. Jeśli tak by było, to mężczyźni nie chorowaliby na depresję.

Czy ta choroba jest zależna od wieku?

W zasadzie depresja nie jest zależna od wieku, ale częściej występuje w wieku średnim i późniejszym. Natomiast u młodych częściej występują zaburzenia depresyjne, które są uwarunkowane psychologicznie różnymi czynnikami zewnętrznymi.

Czy nie ma Pan wrażenia, że często nadużywa się słowa „depresja”?

Niewątpliwie to słowo weszło do języka potocznego i określa się nim każdy spadek nastroju. Ostatnio dużą karierę w mediach zrobiło pojęcie depresji sezonowej związanej z niedostatkiem światła słonecznego w okresie jesienno-zimowym. Mówi się, że należy temu zapobiegać poprzez naświetlania. Ale to tylko część prawdy. Gdyby to okresowe obniżenie nastroju zależało tylko od braku słońca, to na Hawajach czy Karaibach nie byłoby w ogóle depresji, a w Norwegii czy na północy Finlandii wszyscy byliby depresyjni.

Dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH