Eksperymentalna terapia przeciwnowotworowa

Eksperymentalna terapia przeciwnowotworowa


Z prof. dr. hab. n. med. Jakubem Gołąbem, kierownikiem Zakładu Immunologii Centrum Biostruktury WUM i prof. dr. hab. n. farm. Maciejem Małeckim, kierownikiem Zakładu Biologii Molekularnej na Wydziale Farmaceutycznym WUM, rozmawia dr n. farm. Sławomir Białek.

Uzyskaliście panowie tytuły profesorskie w bardzo młodym wieku. Czy WUM jest dobrym miejscem dla naukowców-eksperymentatorów?

Prof. Maciej Małecki: To kluczowe pytanie. Dobre miejsce dla naukowca to oczywiście warunki lokalowe, powierzchnia laboratorium, ale przede wszystkim czynnik ludzki – naukowcy, którzy chcą pracować i którzy stanowią zespół. Według mnie, WUM oferuje interesujące warunki dla rozwoju. Patrząc na inwestycję Centrum Badań Przedklinicznych i Technologii (CePT), odnosi się wrażenie, iż uczelnia nadąża za rozwojem kadry. W nowej jednostce chcą pracować ludzie, którym zależy na nauce i kształceniu studentów.

Prof. Jakub Gołąb: Niemniej muszę dodać, że nadal warunki pracy na naszej uczelni nie sprzyjają prowadzeniu badań na najwyższym, światowym poziomie. Infrastruktura badawcza jest bardzo słabo rozwinięta. Można podać bardzo wiele przykładów, ale dobrym jest choćby ten, że na tak dużej uczelni jak WUM nie ma nawet jednej przyzwoitej zwierzętarni. Zupełnie innym problemem jest tragiczna sytuacja związana z wydawaniem środków przyznanych na badania. Na drobny sprzęt laboratoryjny, taki jak np. lodówko-zamrażarka, homogenizator czy prosty miernik mocy światła czas oczekiwania liczy się od kilku do nawet kilkunastu miesięcy. Podobnie jest z naprawami uszkodzonej aparatury, procedury są tak skomplikowane i długotrwałe, że niekiedy awaria urządzenia oznacza wielomiesięczne przestoje w realizacji projektu badawczego. To jest sytuacja nie do zaakceptowania przez naukowców. Trzeba również pamiętać, iż inwestycja CePT powinna spełniać funkcję miejsca bogatego w wysoce specjalistyczne laboratoria, które będą prowadzić nie tylko własne badania, ale również udostępnią aparaturę innym zespołom badawczym z uczelni. Tymczasem do CePT mają zostać w całości przeniesione zakłady, które mają trudności lokalowe. Przestrzeń, która ma służyć nauce, nie może być również zmarginalizowana z uwagi na istniejące potrzeby pomieszczeń dydaktycznych, których ciągle brakuje.

M.M.: Myślę, iż pierwotna idea CePT mimo wszystko przetrwała. Powstaje centrum badawcze o potężnej odpowiedzialności za generowanie wyników naukowych. Niekiedy rozwój nowych koncepcji zbiega się ze zmianami na wydziałach; tak też się stało w przypadku naszej Katedry Biochemii i Chemii Klinicznej, która również w części ukonstytuuje się w budynku CePT. Dyskusyjne są jednak dla mnie rozwiązania zmierzające w kierunku uwspólniania niezwykle cennego sprzętu. Pojawia się pytanie o kwalifikacje naukowców i ich chęci do prowadzenia działalności naukowej. Pewnym rozwiązaniem jest oczywiście współpraca naukowa między jednostkami.

Otrzymaliście panowie wyróżnienia z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP). Czy uzyskane stypendia były pomocne w karierze naukowej?

M.M.: Zapewne ma pan na myśli stypendia dla młodych naukowców. Ich uzyskanie w zasadzie rozpoczęło naszą współpracę. Były to stypendia nie na projekty badawcze, ale bezpośrednie. Stypendia pozwoliły mi tak naprawdę ogarnąć życie domowe, pomogły rodzinie, pozwoliły zdobyć spokój, który można było przeznaczyć nauce, pracy zawodowej. Staje się wówczas możliwym realizowanie marzenia badawczego.

J.G.: Takie stypendia spełniają swój cel najbardziej, jeśli przyznawane są osobom nieprzypadkowym, osobom, dla których nauka jest najważniejsza. Ponieważ z Fundacji otrzymałem kilka stypendiów, mogę śmiało powiedzieć, iż moja kariera rozwija się pod patronatem FNP. To była i jest nie tylko ogromna pomoc w sensie materialnym, ale również prestiżowe wyróżnienie.
M.M.: Dewizą FNP jest wspierać najlepszych, aby mogli stać się jeszcze lepszymi.

Prowadzicie panowie badania dotyczące terapii nowotworów. Na czym one polegają?

J.G.: Nasze badania skupiają się na onkologii doświadczalnej. Od ponad dekady zajmujemy się terapią fotodynamiczną nowotworów. Mamy w tej dziedzinie sporo osiągnięć, które dotyczą prób wyjaśniania mechanizmów działania terapii fotodynamicznej, sposobów jej udoskonalania, zwiększania skuteczności. Terapia jest selektywna, niszczone są obszary bezpośrednio naświetlane, w których dochodzi do zmian w strukturze wcześniej podanych fotouczulaczy. Warto dodać, iż w chwili obecnej terapia fotodynamiczna nie ogranicza się jedynie do zmian łatwo dostępnych, np. w obrębie skóry. Cienkimi światłowodami możemy doprowadzić światło do każdego miejsca w organizmie, nawet do mózgu. Opracowujemy nowe sposoby wykorzystywania terapii fotodynamicznej, prowadzimy również rozmowy z lekarzami na temat możliwości wprowadzenia naszych rozwiązań do leczenia chorych z nowotworami głowy i szyi. Potrzebne są oczywiście środki.

M.M.: Badania, które prowadzę, dotyczą terapii genowej, ze szczególnym uwzględnieniem poszukiwania nowych farmaceutycznych nośników dla terapeutycznych genów. Jest to obszar leczniczych preparatów genowych, ich klonowania, nadawania formy farmaceutycznej i prób wdrażania do kliniki. Ostatnio moją dumą są np. maści genowe, które łączą w sobie klasyczną, recepturową farmację z warsztatem niezwykle nowoczesnym, czyli inżynierii genowej.
Mój zespół ma duże doświadczenie w zakresie rekombinowanych preparatów wirusowych, które mogą wprowadzać geny do wybranych tkanek i narządów. Dominują u nas geny związane z procesami neowaskularyzacji. Zwracamy również uwagę na komórki macierzyste – ich rolę w rozwoju medycyny regeneracyjnej. W przyszłości chcemy również rozpocząć badania związane z wykorzystaniem naszych preparatów genowych w próbach leczenia chorób narządów zmysłów. Uzyskiwane przez nas preparaty genowe sprawdzają się w klinice. Świadczą o tym wyniki, które chcą publikować prestiżowe czasopisma.

Pracujecie panowie na uczelni. Czy według was można pogodzić pracę naukową z dydaktyką, która – jak wiadomo – pochłania wiele czasu?

J.G.: Z jednej strony prowadzenie zajęć z immunologii wymusza czytanie materiałów z zakresów może nie do końca związanych z naszą działalnością naukową, z drugiej jednak powoduje to, iż pomysły badawcze wynikają ze skojarzeń faktów z różnych dziedzin. Jest to ogromna zaleta dydaktyki. Nauka jest niezbędna do tego, aby dydaktyka była prowadzona na wysokim poziomie. Jednakże prowadzenie co roku tych samych zajęć może wiązać się z rutyną, której nie powinno się ulegać. Uważam, że dobrze jest w pewnym zakresie wciągać studentów do dydaktyki.

M.M.: W moim przekonaniu dydaktyka prowadzona przez nauczycieli-naukowców jest niezwykle aktualna i współczesna, ciekawsza dla studentów. Studenci lubią, gdy wiedzę przekazuje im ktoś, kto bezpośrednio zajmuje się określoną tematyką. Są oczywiście standardy nauczania, które narzucają pewien rytm powtarzania przekazywanej wiedzy. Osobiście podoba mi się jeszcze jeden aspekt związany z dydaktyką – werbalizacja wiedzy. Słysząc wiedzę przekazywaną studentom, sam uczę się jej na nowo, sprawdzam się, weryfikuję z odbiorcą – studentem. Jest to pomocne zarówno dla studenta, jak i nauczyciela.

Postęp w nauce wynika z umiejętności pracy w zespole. Panowie jesteście liderami swoich grup. W jaki sposób budujecie swoje zespoły?

J.G.: U nas pracę naukową nierzadko rozpoczynamy już ze studentami. Koło naukowe jest prężne i zrzesza osoby zainteresowane badaniami. Studenci mają możliwość realizowania własnych projektów. Jest to czas, w którym można poznać studenta, zaproponować mu udział w dalszej pracy zespołu lub zasugerować inne rozwiązanie. Warto pamiętać o tym, że do laboratorium bardzo łatwo można przyciągnąć młodych ludzi, jeśli wiedzą, iż w danym miejscu robi się rzeczy ważne, a nie tylko „udaje” badania naukowe.

M.M.: Ważna jest umiejętność określenia reguł pracy w zespole. Jest to potrzebne, aby grupa badawcza mogła wygenerować coś wiarygodnego. Ponadto uważam, iż ludzie mają prawo do uzyskiwania od swojego szefa klarownych komunikatów, planów pracy, oczekiwań – to uwiarygadnia zespół i budzi zaufanie. Staram się zawsze określać, po co to badamy, do czego to prowadzi, kiedy mogą pojawić się realne wyniki etc.

Czy sukces w nauce wiąże się tylko z konsekwentnym planowaniem? Co z akademickimi autorytetami?

M.M.: Według mnie konsekwencja w działaniu, planowaniu są niezbędne, aby w naszych czasach i naszych polskich warunkach móc zaistnieć i sobie poradzić. Urodziliśmy się w kraju, który nie do końca sprzyja nauce, stąd naprawdę potrzebna jest silna determinacja. Trzeba jednocześnie zauważyć, iż nauka to nie tylko nasze pokolenie, ale i wcześniejsze rzesze naukowców. Nauka korzysta zawsze z gromadzonych doświadczeń. Trzeba ustawicznie przypominać i podkreślać nasze tradycje naukowe, naszych profesorów, opiekunów, odkrywców. Mamy swój rodowód.

J.G.: Tak, oczywiście jest to prawda. Obecność opiekunów jest nieodzowna dla rozwoju młodych osób.

Jaka jest panów wizja współpracy między wydziałami?

M.M.: Współpraca już jest, trwa od dosyć dawna. Wykorzystujemy pewne elementy charakterystyczne dla wydziałów. O ile nasze warsztaty badawcze są zbliżone, to współpraca opiera się na wykorzystaniu charakterów wydziałów farmaceutycznego i lekarskiego. Jak wiemy, nasze wydziały kształcą trochę w innym kierunku, ale w kontekście współpracy naukowej pozwala to spojrzeć na problemy badawcze z dwóch stron – lekarza i farmaceuty.

J.G.: Współpraca trwa. Pamiętamy o swoich możliwościach laboratoryjnych, które próbujemy wykorzystywać do własnych projektów badawczych. Znamy swoje zespoły.

Dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH