Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody
Zwolnić

Zwolnić, dobiegając do mety?


Kwiecień 1945 roku. Usiłowałem dotrzeć w moje rodzinne strony, nad Niemen do Nowogródka. Nie dojechałem. Zawróciłem po usłyszeniu groźnie brzmiącego zawołania: „Stoj. Kuda idziesz? Dawaj nazad!” Podróż z Warszawy do Sokółki na dachu i zderzaku wagonu towarowego trwała przeszło dwa dni.

Zachorowałem. Wytworzył się duży ropień pośladka. Temperatura, dreszcze. W drodze powrotnej dotarłem do Szpitala Wojewódzkiego w Białymstoku. Po kilku godzinach oczekiwania, chyba w stuosobowej kolejce, usłyszałem od nieznanego mi wówczas chirurga: „Kładnij się”. Po pomalowaniu skóry jodyną, jednym wprawnym ruchem wbił w ropień kocher zamknięty, a wyjął szeroko otwarty. Zostałem natychmiast wyleczony. Pomny tego wydarzenia, wszystkie praktyki wakacyjne przez pięć lat od pierwszego roku studiów w 1947 roku odbywałem w tymże szpitalu.

OPERACJE BEZ RĘKAWICZEK
Od wczesnego rana praca rozpoczynała się od obchodu… po dziedzińcu szpitala, na którym stały furmanki z chorymi. Dziedziniec spełniał rolę poczekalni izby przyjęć. Tu odbywała się kwalifikacja do przyjęcia na zatłoczony oddział chirurgiczny. Czasami trzeba było czekać parę dni. Pamiętam młodych chorych z ropiejącymi ranami i uogólnionym, ciężkim, często śmiertelnym zakażeniem, w przebiegu tzw. „zapalenia szpiku”. Operację wykonywał zawsze jeden chirurg, z pomocą tylko siostry. Narkozę „kapaną”, z użyciem chlorku etylu i eteru, prowadziła również pielęgniarka. To tu wykonałem po raz pierwszy usunięcie wyrostka robaczkowego, i tu po raz pierwszy przeprowadziłem „metodą kapaną” samodzielnie znieczulenie ogólne.

W pierwszym roku praktyki (1948 r.) zakładało się jeden fartuch operacyjny na całodzienną sesję operacyjną. Rękawiczek chirurgicznych nie było. Przed zabiegiem, podczas i po jego zakończeniu ręce myło się w oksycjanacie. W kolejnych latach sytuacja stopniowo się poprawiała. Któregoś dnia pojawiły się rękawiczki (narzekaliśmy, że obniżają „czucie w palcach”). Można też było zmienić zakrwawione fartuchy po każdej operacji. Prawdziwa rewolucja!

CHIRURGÓW BAKTERIE SIĘ NIE IMAJĄ
Do dziś wspominam wspaniałych chirurgów, z którymi miałem szczęście się spotkać, a ich osobowość wpłynęła na mój wybór chirurgii jako zawodu. W Białymstoku byli to dr Fiedorowicz, dr Hamerla, dr Giedroyć i dr Antoni Tołłoczko, pełniący również obowiązki dyrektora szpitala. Gdy mu się przedstawiłem, ze względu na zbieżność naszych nazwisk, zapytał: „A jakiegoż to herbu pan jesteś?”. Gdy odpowiedziałem: „Pobóg”, spytał, czy wiem, kto był naszym praprzodkiem. Kiedy odpowiedziałem, że Lew Tołłoczko z Połocka, zostałem zaakceptowany. Późniejsze okolicznościowe rozmowy dotyczyły tragicznych losów naszych rodzin jako uczestników powstania 1863 roku.

Nie było mowy o godzinach pracy, nie było żadnego pensum, wolnych dni, grafiku dyżurów. Była bezustanna praca – 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku. Gdy jeden chirurg padał ze zmęczenia, natychmiast przychodził drugi, niezależnie od pory dnia i nocy. Tylko prof. Fiedorowicz miał z tytułu podeszłego wieku nienormowany czas pracy. Miał też specyficzny pogląd w odniesieniu do aseptyki, np. mył się bardzo starannie do operacji przepisowe 15 minut, potem potrafił bardzo subtelnie podrapać się palcem po głowie, po czym natychmiast mył rękę w oksycjanacie. Podczas pierwszego pobytu na praktykach powiedziałem mu: „Panie Profesorze, nam w Warszawie w Akademii mówią o bakteriach, zakażeniach, aseptyce…”.

Profesor z troską i smutkiem w głosie odrzekł z typowo wschodnim akcentem: „Kulego, oni wam prawdę mówią! Ale my tu, jak w Powstaniu Warszawskim, jak w powstaniu 1863 roku, walczymy o prawo do istnienia, mając tylko gołe ręce”. Rzeczywiście, to była walka o istnienie, a to, czego dokonywali, graniczyło z cudem. Po chwili Profesor dodał: „A poza tym, to niech kulega zapamięta sobie, że dobrych chirurgów to się bakterie nie imają.”.

Któregoś dnia schodzący z dyżuru dr Hamerla powiedział obejmującemu dyżur dr. Tołłoczce: „Przyjąłem uwięźniętą przepuklinę. Nie zdążyłem zoperować”. Gdy chory był już uśpiony i dr Tołloczko przystępował do mycia skóry, zauważył, że przepuklina się „odprowadziła”. „Po której stronie była?” – zabrzmiał groźnie doniosły głos operatora. Nikt nie pamiętał. Po chwili konsternacji ponownie zabrzmiał gromki głos operatora zwracającego się do usypiającej chorego pielęgniarki: „Podduś go”. Problem został prawidłowo rozwiązany bez najmniejszej szkody dla chorego.

Wielkość tych osób polegała nie tylko na ich niezwykłym doświadczeniu praktycznym i bohaterskim poświęceniu – dziś niewyobrażalnym dla najmłodszego pokolenia chirurgów. Wynikała z odwagi ich myślenia i niezwykłej sprawności działania.

PASJA, NIE TYLKO PRACA
Wielu z nas, dziś już wiekowych lekarzy, jest jeszcze aktywnych. Jedni zawodowo, jak prof. Wacław Droszcz czy prof. Edward Zawisza, inni na innych polach. Ja stałem się kimś w rodzaju dyżurnego przywoływacza obrazu chirurgii sprzed lat i czczenia mowami kolejnych jubilatów nestorów. Pozwala mi to dzielić się z młodszymi kolegami rzeczami im już zupełnie nieznanymi. Inaczej czyta się o pewnych sprawach w podręczniku historii medycyny, inaczej słucha naocznego świadka i uczestnika. Ja i inni lekarze, którzy chętnie sięgamy w przeszłość zawodową, ożywiamy to, co bezpowrotnie odeszło. Ożywiamy ludzi, których nie ma. Przywołujemy ich dokonania, ale i śmiesznostki czy dziwactwa. Dziś, gdy tak wiele mówi się o pieniądzach, a tak mało o człowieku, jest to ważne i potrzebne.

Z lekcji łaciny przypomina mi się opowiadanie, jak przestrzegano Diogenesa, aby tak ciężko nie pracował w podeszłym już wieku. Odpowiadał: „Czy dobiegając do mety, miałbym zwolnić, czy przyspieszyć?” Przypomnę też myśl Konfucjusza, który powiedział, że jeżeli wykonujesz z pasją pracę, którą lubisz, to nie będziesz musiał pracować.

Pasja – to ona była w naszym lekarskim życiu najważniejsza.

Nikt nie pyta Cię o zdanie, weź udział w Teście Zaufania!

To 5 najczęściej kupowanych leków na grypę i przeziębienie. Pokazujemy je w kolejności alfabetycznej.

ASPIRIN C/BAYER | FERVEX | GRIPEX | IBUPROM | THERAFLU

Do którego z nich masz zaufanie? Prosimy, oceń wszystkie.
Dziękujemy za Twoją opinię.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH