Zmienić świat piosenką

Zmienić świat piosenką


– Uczymy się od nich radości i prawdziwych wartości – mówi Anna Dymna, dzięki której od sześciu lat w Krakowie odbywa się niezwykły festiwal. Jedyny, w którym obok gwiazd polskiej piosenki występują niepełnosprawni artyści. Festiwal, który pozwala na chwilę przystanąć i zastanowić się, co w życiu jest ważne.

Gwiazdami „Zaczarowanej Piosenki” byli w tym roku: Piotr Kupicha, Renata Przemyk, Staszek Soyka, Patrycja Markowska, Halina Frąckowiak i Robert Gawliński. Śpiewali wraz z dwunastką finalistów „Zaczarowanej Piosenki”, wyłonionych spośród ponad 260 osób, które zgłosiły się do festiwalu.

Na co dzień, na ulicach naszych miast, osób niewidomych lub poruszających się na wózkach inwalidzkich niemal nie widać. Jednak w drugi weekend czerwca, na krakowskim rynku, właśnie tacy ludzie są na pierwszym planie. Można wtedy podziwiać nie tylko ich śpiew, ale też wzruszyć się przyjaźnią, którą się nawzajem darzą oraz radością i uporem, z jakimi realizują swoje pasje. A wszystko to mimo licznych trudności, jakie napotykają w swoim życiu…

Spełnione marzenia
„Kiedy powiem sobie dość” – ten przebój Agnieszki Chylińskiej bardzo nastrojowo zaśpiewał Łukasz Baruch-Skoniecki. Łukasz stracił wzrok kilka lat temu. Powoli zapomina, jak wyglądają ukochane twarze i krajobrazy. Przyznaje jednak, że gdyby widział, to dziś nie byłby tym, kim jest. Nie odważyłby się śpiewać. Swoją pasję zdecydował się zrealizować dopiero, gdy stracił wzrok. Teraz nie tylko sam śpiewa (wychodzi mu to znakomicie, jest już laureatem wielu konkursów), ale też organizuje przeglądy twórczości muzycznej osób niepełnosprawnych. Próbuje również pomagać innym. Na przykład brał udział w koncercie organizowanym na rzecz młodego człowieka, będącego w śpiączce w wyniku urazu po wypadku samochodowym.

Pomagać stara się również Ania Rossa. Jest psychologiem, pracuje w poradni leczenia nerwic, z młodzieżą i dorosłymi, którzy pogubili się w życiu. Śpiewa od zawsze, a „na poważnie” – od kiedy skończyła 16 lat. Pisze też teksty piosenek i prowadzi bloga. Nie widzi od urodzenia, ale to jej nie przeszkadza w życiu. Wystarczy zresztą zajrzeć na jej stronę internetową (www.220v.siec2000.pl) – widać tam piękną dziewczynę, pozującą do zdjęć niemal jak profesjonalna modelka.

Jej duże oczy zdradzają upór. Bo Ania nie daje sobie żadnej taryfy ulgowej. Pytana o muzyczne sukcesy, chwali się tylko tymi festiwalami, w których mogła brać udział na równych prawach z osobami pełnosprawnymi. Czy niewidzenie przeszkadza jej w byciu psychologiem? – Zawsze o to pytam pacjentów, gdy przychodzą do mnie pierwszy raz. Nigdy nie usłyszałam, że to stanowi problem. Nie trzeba widzieć, by pokazywać innym drogę – podkreśla.

Tak jak nie trzeba widzieć, żeby śpiewać. Na krakowskim festiwalu Ania znakomicie zagrała na fortepianie i zaśpiewała razem ze Staszkiem Soyką „Fa na na”, a potem – już solo – „Aleję gwiazd”.

Przemek Cackowski – zwycięzca tegorocznej „Zaczarowanej Piosenki” – od 4. roku życia choruje na cukrzycę typu 1. Choroba postępuje, jej konsekwencją są m.in. problemy ze wzrokiem (Przemek nie widzi na jedno oko, a na drugie coraz słabiej). Nie narzeka jednak, wręcz przeciwnie – podkreśla, że jest szczęśliwym człowiekiem i nie chciałby w swoim życiu niczego zmieniać. A o czym marzy? Wcale nie o tym, by cudem odzyskać wzrok. Pragnie zrealizować swoje marzenie i stworzyć studio nagrań.

Wojtek Urban też uważa się za szczęśliwego człowieka. To zresztą widać od razu, bo na jego twarzy niemal stale gości uśmiech. Ma kłopoty z chodzeniem (powikłania mózgowego porażenia dziecięcego). Najchętniej by o tym w ogóle nie wspominał. Na co dzień wykonuje pracę, którą kocha. Ma świetny głos, z zawodu jest dziennikarzem radiowym, reporterem „Czterech Pór Roku” i „Lata z Radiem”. Jurorów „Zaczarowanej Piosenki” urzekł zaśpiewanym solo utworem „Uciekaj moje serce” i, wspólnie z Robertem Gawlińskim, „Myślę, że nie stało się nic”. Zdobył drugą nagrodę. Trzecia przypadła Michałowi Becnerowi, tegorocznemu maturzyście.

Wystąpić z Bocellim
To marzenie szóstego tegorocznego finalisty „Zaczarowanej Piosenki” – Armanda Perykietko. Andrea Bocelli, słynny włoski solista operowy, tenor, którego płyty sprzedają się w milionach egzemplarzy, od urodzenia chorował na jaskrę. Stracił wzrok mając 12 lat. Armand też pewnie nie zacząłby śpiewać, gdyby nie utrata wzroku. Zachorował na zwyrodnienie barwnikowe siatkówki, a 18 lat temu wzrok zaczął mu się gwałtowanie pogarszać. Wraz z ojcem prowadził wtedy gospodarstwo rybne. Kiedy jednak Armand wjechał ciągnikiem do stawu, bo go nie zauważył, stwierdził, że musi coś zmienić w swoim życiu i odnaleźć jego nowy sens. Zadecydował przypadek: przyjaciel ocenił, że chłopak ma talent wokalny i namówił go, by poszedł na przesłuchania.

Armand skończył szkołę muzyczną drugiego stopnia. Dziś ma na koncie już kilka sukcesów, np. udział (jako jedyny niewidomy) w telewizyjnej „Drodze do gwiazd”, koncert w Rotterdamie. Jest także laureatem wielu festiwali, m.in. „Widzieć muzyką”, „Sacrum w literaturze”, dostał również Grand Prix oraz nagrodę publiczności na Festiwalu Piosenki Włoskiej „La Scarpa Italliana”. Za swój największy sukces uważa jednak to, że pomimo utraty wzroku nie załamał się i odnalazł sens życia w śpiewaniu. Nie ukrywa jednak, że nie pogodził się z niewidzeniem. Wciąż wierzy, że kiedyś odzyska wzrok.

Trzy lata temu urodziła mu się córeczka Emilka. Od tego czasu Armand bardziej na siebie uważa. Ma dla kogo żyć i dla kogo śpiewać. Ma Emilkę, żonę Elżbietę, którą poznał w najtrudniejszym momencie życia, gdy tracił wzrok, i 18-letnią Sarę, dla której tworzą rodzinę zastępczą.

Kilka lat temu, pytany o marzenia, Armand mówił o założeniu fundacji, która będzie wspierać niepełnosprawnych artystów, oraz o wydawaniu własnych płyt. Wciąż jednak nie zrealizował tych planów. Nikt nie odważył się wypromować niewidzącego piosenkarza. Na świecie nikomu nie przeszkadza to, że Stevie Wonder czy Andrea Bocelli nie widzą. A w Polsce? Jedna z niewidomych osób, która chciała śpiewać na festiwalu w Opolu, usłyszała wprost: „Po co? Przecież wy macie swoje festiwale…”. Problemem jest to, że niepełnosprawni nie są – jak to się mówi – „telewizyjni.” Nie poruszają się tak swobodnie, nie mają takiej mimiki twarzy, takiej prezencji jak zdrowi ludzie.

– Często jesteśmy postrzegani jako artyści drugiej kategorii. Chciałbym, by traktowano nas na równi. Na moich plakatach nie jest napisane, że jestem niewidomy. Koncerty dają mi siłę do życia. I mam nadzieję, że doczekam chwili, gdy któryś z niewidomych wystąpi w Opolu – dodaje Armand.

Ból, który mija
Andrea Bocelli powiedział kiedyś, że kalectwo jest jak potknięcie się bosą stopą o wielki kamień: boli, ale kiedyś mija. Mija, gdy śpiewa… Gdy śpiewa, porusza serca tych, którzy go słuchają. Podobnie jak poruszają je Armand, Ania, Łukasz, Wojtek, Przemek, Michał… i inni, którzy co roku, dzięki Annie Dymnej, zaczarowują świat piosenką. Chociaż na ten jeden dzień.


#Mają siłę i wygrywają
Rozmowa ze Zbigniewem Zamachowskim, który – wraz z ośmioletnią córką Bronią – prowadził jeden z koncertów „Zaczarowanej Piosenki”.

Co roku jest pan w Krakowie na tym festiwalu. Dlaczego?

Ania Dymna to niezwykła osoba, anioł w ludzkiej skórze. Znamy się od wielu lat, ma niezwykłą charyzmę. Dzięki niej brałem udział we wszystkich edycjach „Zaczarowanej Piosenki”. Co roku zabieram tu swoje dzieciaki. Poziom festiwalu z roku na rok wzrasta, niektórzy z uczestniczących w nim artystów mają wręcz zawodowe umiejętności
– mogliby występować na festiwalach wraz z osobami pełnosprawnymi.

Co w panu zmienił kontakt z osobami niepełnosprawnymi?

Na początku był on dla mnie dość trudny, wcześniej nie miałem takich doświadczeń. Kiedy nagrałem pierwszy teledysk z grupą „Na Górze” z Wielkopolski, przekonałem się, jak często osoby niepełnosprawne potrzebują przytulenia, kontaktu fizycznego, dotyku, rozpoznania twarzy dłonią. To są gesty, na które my, „pełnosprawni”, nie pozwalamy sobie. Wolimy zachować dystans. W tej chwili nie stanowi dla mnie problemu kontakt z osobami niepełnosprawnymi, rozmowa z nimi, dotyk. To jest trochę inny świat, a ja jestem ciekaw świata, takiego również. Dlatego co roku nie tylko prowadzę festiwal, ale też biorę udział w imprezach sportowych, które się tu odbywają. Rok temu po raz pierwszy grałem w piłkę z niewidomymi, i to było dla mnie nieprawdopodobne przeżycie. Dostałem takie specjalne gogle, nic przez nie nie widziałem. Graliśmy piłką, która w środku miała dzwonek. Musiałem więc wyostrzyć zmysły, by ją złapać, a to wcale nie jest takie proste… Wszyscy tu gramy na serio, nikt nikomu nie daje forów. Co roku dostajemy „lanie”. I to jest właśnie fenomenalne, że pomimo różnych niepełnosprawności, ludzie mają siłę, by wygrywać.

Test Rozpoznawania Zaburzeń Związanych z Piciem Alkoholu AUDIT

Wypełnij nasz test i dowiedz się czy masz problem z piciem alkoholu

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH