Wojciech Medyński: eksplozja temperamentu

Wojciech Medyński: eksplozja temperamentu


Z Wojtkiem Medyńskim, aktorem o wielu talentach i niespożytej energii rozmawia Monika Adamczyk

Zamówiłeś dwa duże ciastka, do tego mocna, słodka kawa. Jesteś łasuchem?

Okropnym! W domu rodzinnym zawsze było dużo ciast. A przy okazji świąt, to się tylko prześcigaliśmy, kto pierwszy złapie swoje ulubione kawałki. Moja mama świetnie gotuje i genialnie piecze. Byłbym bardzo nieszczęśliwy, gdyby nie było słodyczy. Choć na pewno szczuplejszy…

Sam przyznałeś, że kiedy grałeś w serialu „M jak miłość”, byłeś jak pączek w maśle.

Bo to prawda. Zgubiłem parę kilo dzięki intensywnym treningom do „Tańca z gwiazdami” i teraz chętnie bym tę wagę utrzymał. Kolejny raz planuję zapisać się na siłownię i znowu nie wiem, jak długo tam wytrzymam. Zwykle mój zapał kończy się po pierwszym miesiącu.

Niezależnie od kilogramów i tak podobasz się kobietom, więc nie kokietuj…

To twoja opinia… Może jestem przykładem znanego powiedzenia: „Kochanego ciała nigdy dość!” (śmiech). Wyglądam jak wyglądam i nie mam zamiaru tego zmieniać. Wyrosłem już z tego, by tracić czas na zastanawianie się, dlaczego ktoś mnie postrzega tak czy inaczej. Skupiam się na tym, co kocham: na grze w teatrze, w filmie, serialu. Chcę po prostu się rozwijać i dokładać wszelkich starań, by moja praca zasługiwała na uwagę.

Czy to prawda, że lubisz nocne życie? Stale bywasz w klubach, na imprezach?

Nie wiem, skąd się wzięła taka opinia. Owszem, nie unikam spotkań towarzyskich. Uwielbiam zwłaszcza wypady ze znajomymi do klubów we Wrocławiu. Zawsze są wtedy tańce, śpiewy i „skok strażaka” – ale to dla wtajemniczonych. Nie odczuwam jednak potrzeby, żeby codziennie lub w każdy weekend balować. Zawsze mi się wydawało, że należę do „normy imprezowej”. Częste imprezy były tylko w czasie studiów, kiedy to regularnie chodziłem do klubu „Łódź Kaliska”. Tam to się dopiero działo! Żartowałem sobie, że na studia dostałem się tylko po to, żeby balować w tym klubie. Czasami znajomi pytali, czy mam już tam stałe zameldowanie… (śmiech).

Czy ktoś ci już powiedział, że woda sodowa uderzyła ci do głowy?

Pamiętam pewną sytuację sprzed lat. Przyjechałem do domu po pierwszym półroczu na studiach i wybrałem się do znajomych. Spotkałem się z jakąś ekipą, pogadaliśmy sobie. Każdy opowiadał, co u niego się dzieje. I ja też opowiadałem, o tym nowym dla mnie świecie, w którym się znalazłem, o tym, że spotkałem Wojciecha Malajkata czy Jana Machulskiego. To są nazwiska, które na każdym robią wrażenie. Wróciłem do Łodzi z przeświadczeniem, że to było bardzo miłe spotkanie. Po jakimś czasie przyjechałem do domu. Od sąsiadki dowiedziałem się, że ci moi znajomi mówili wtedy, że mi totalnie odwaliło, bo tylko przechwalam się opowiadając o szkole, ludziach etc. Kompletnie nie rozumiałem, o co im chodziło. Ale stwierdziłem, że nie będę robił żadnych analiz toku ich myślenia. I do tej pory to był jedyny taki incydent. Uważam, że moi rodzice wykonali kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o moje wychowanie. Między innymi nauczyli mnie szacunku do ludzi, bez względu na to kim są, jaką wykonują pracę i ile mają lat.

To bardzo szlachetne zasady. I naprawdę taki jesteś?

Staram się być dobrym człowiekiem. Przywiązuję wielką wagę do tego, żeby nikogo nie skrzywdzić. Jestem fair wobec ludzi. Wierzę, że pozytywna energia, którą dzielę się z innymi, wróci do mnie. Mam także dużą granicę tolerancji i okrutny bywam tylko wtedy, kiedy ktoś ją brutalnie przekroczy. Czasem w kłótni dochodzi do eksplozji mojego temperamentu, potrafię wtedy być bardzo zapalczywy, żywo dyskutuję i przekonuję, ale zawsze jest to walka na argumenty, a nie krzyk dla krzyku. Nigdy jednak nie chowam urazy tylko dlatego, że przed chwilą mieliśmy inne zdania. Natomiast, jeśli ktoś tylko udaje mojego przyjaciela, nasza znajomość musi się skończyć.

Życiowy optymista?

Moje życie to wieczna sinusoida. Raz mam taką siłę, że przenosiłbym góry. Potem niespodziewanie dopada mnie dół i wtedy sięgam po ptasie mleczko i inne słodycze. Albo oglądam do rana filmy i o świcie kładę się spać. Noc ma w sobie coś magicznego, co mnie bardzo uspokaja. Włóczęgostwo nocne tak, ale raczej u rodziców, chętnie z moim ukochanym psem. W Warszawie niekoniecznie.

Nie odnalazłeś tu swoich miejsc?

Nie. Ale też nie próbowałem ich szukać i poznać Warszawę od tej strony. Dla mnie jest ona specyficznym miastem. Tutaj mam szansę na anonimowość. To plus wielkich miast. Minusem jest brak więzi międzyludzkich. Ogólnie uważam, że Warszawa nie sprzyja przyjaźniom. W tej kwestii mam raczej przykre doświadczenia, naciąłem się nie raz. Drażni mnie to, co obserwuję bardzo często, a co można skwitować powiedzeniem: „Jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać tak jak one”. Ja nie muszę…

Uważasz podobno, że ludzie nadużywają miana przyjaciel.

Tak, to słowo bardzo się zdewaluowało w ostatnich latach. Śmieszy mnie, kiedy ktoś nazywa przyjacielem kogoś, kogo poznał poprzedniego dnia na imprezie. Uważam, że przyjaźń wymaga czasu. Gdy poznaję kogoś, kto wydaje się być osobą godną zaufania to podświadomie czekam na pierwsze poważne spięcie. Taki mały nieplanowany sprawdzian tego, na jakim etapie znajomości jesteśmy i jak się wtedy zachowamy. Czy różnica zdań nas zbliży,
czy przeciwnie – stworzy przepaść nie do przejścia. Duże znaczenie ma wtedy też kwestia intensywności relacji.
Ale to jest tylko moje zdanie. U każdego może to wyglądać inaczej.

Możliwa jest przyjaźń między kobietą a mężczyzną?

Jeśli są to dojrzałe osoby, a najlepiej kiedy każda z nich jest w jakimś związku, to myślę, że tak. Znam taki fajny przykład. Moja przyjaciółka miała także swojego przyjaciela, znali się świetnie, wiedzieli wszystko o sobie, o swoich kolejnych partnerach. Któregoś razu, akurat oboje byli po rozstaniu, on jej powiedział, że cały czas patrzył na nią, jak na kobietę, nie tylko jak na przyjaciółkę. I teraz są razem, a do tego właśnie urodziło im się dziecko.

Ale to jest potwierdzenie czy zaprzeczenie przyjaźni?

Uważam, że to jak najbardziej potwierdzenie przyjaźni. Jeśli znasz drugą osobę, to wiesz jak patrzy na świat. Zdajesz sobie sprawę z tego, ile możesz stracić i kiedy możesz podjąć temat bycia razem. Nie ma chyba większego szczęścia, niż bycie z kimś kto jest twoim przyjacielem. Ale to jest kwestia dojrzałości. Przyjaciele nie chodzą ze sobą do łóżka tak po prostu. Jeśli to zrobią, skutki mogą być nieodwracalne: albo koniec przyjaźni albo związek mocniejszy o tę więź. Moje własne doświadczenia zdają się prowadzić do wniosku, że jestem bardziej wyrozumiałym i lepszym przyjacielem niż partnerem. Niestety…

Test Rozpoznawania Zaburzeń Związanych z Piciem Alkoholu AUDIT

Wypełnij nasz test i dowiedz się czy masz problem z piciem alkoholu

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH