Tajemnica zimnego prysznica

Tajemnica zimnego prysznica


Wywiad z Martą Klubowicz, aktorką teatralną i filmową

Robienie zdjęć to moja metoda na stres. Gdziekolwiek jestem, biorę aparat i idę przed siebie. …zapominam o całym świecie.

Jak zamierza Pani spędzić lato?

Zaplanowane urlopy zwykle musiałam odwoływać, więc oduczyłam się tego zdając się na pełną improwizację. Wygląda na to, że wakacje będę miała dość pracowite. Mam zaplanowane zdjęcia do serialu, muszę przetłumaczyć następną sztukę z niemieckiego na polski, mam wznowienie spektaklu w Krakowie, ale może wykroję dwa tygodnie, żeby pojechać nad jakąś wodę, w której można się ochłodzić…

Z laptopem pod pachą?

Niestety tak. Albo nawet „stety”. Lubię pracować. To dla mnie przyjemność, kiedy mogę spokojnie usiąść przed komputerem na świeżym powietrzu, a potem – z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku – pójść na długi spacer, zjeść dobrą kolację, napić się dobrego wina i patrzeć w gwiazdy… a rano nie zrywać się o szóstej. To może być nad polskim morzem albo nawet na działce u rodziców.

To się nazywa pracoholizm…

Moja babcia była bardzo pracowita – wstawała codziennie wcześnie rano, chociaż wcale nie musiała. Mówiła, że głupiego zawsze robota znajdzie, a lenistwo jest domeną ludzi inteligentnych. Chyba wolę być głupia. Tak naprawdę nie umiem odpoczywać. Jak koń, który dobrze się czuje, dopiero jak się porządnie zmęczy.

A nad jaką wodę pojechałaby Pani najchętniej? Domyślam się, że Morze Śródziemne odpada…

A już szczególnie turystyczne kołchozy! Żar lejący się z nieba, hotel obok hotelu, leżak obok leżaka, wrzask i dzieci siusiające do wody, która ma temperaturę zupy. Koszmar.

Do Włoch, Grecji czy na południe Francji trzeba jeździć w maju albo w październiku. Wtedy można już tam wytrzymać i trochę pozwiedzać. Zresztą zdecydowanie wolę północ od południa. Bałtyk, Morze Północne, Atlantyk, Szwecję, Danię, niemiecką wyspę Sylt (byłam tam dwa lata temu w pierwszej połowie czerwca – cudowne miejsce). Uwielbiam też północne i zachodnie wybrzeże Francji. Kilkukilometrowe odpływy, zapach oceanu, wielkie muszle, i… owoce morza, za które dam się pokroić. Wobec tego wszystkiego Morze Śródziemne to banał.
Nie znam jeszcze Norwegii. Bardzo chciałabym tam pojechać. Może w lipcu mi się to uda.

Chyba szkoda byłoby tam siedzieć przy komputerze?

Wyobrażam to sobie tak: po śniadaniu siadam do pracy, a przede mną okno z widokiem na fiordy; po południu zaś wycieczka z aparatem fotograficznym. Tak właśnie spędzałam czas na Sylcie. W czasie czternastodniowego stypendium udało mi się wykonać zaplanowaną pracę, zwiedzić całą wyspę i zrobić setki zdjęć.
Robienie zdjęć to moja metoda na stres. Gdziekolwiek jestem, biorę aparat i idę przed siebie. Kiedy patrzę przez obiektyw zapominam o całym świecie. Okazuje się, że wszędzie jest mnóstwo rzeczy wartych sfotografowania.

Robienie zdjęć i siedzenie przy komputerze nie wpływa zbyt dobrze na kondycję fizyczną. Jak Pani dba o zdrowie?

O zdrowie właściwie nie dbam, po prostu je mam. Właściwie nie choruję, odkąd zaczęłam brać zimne prysznice. Od kilkunastu lat, nie czepiają się mnie żadne infekcje. Wszyscy dookoła kaszlą, kichają, prychają, a mnie nic nie bierze!

To musi być bardzo nieprzyjemne. Lodowata woda na głowę…

Wręcz odwrotnie. To wielka przyjemność, tylko trzeba wiedzieć, jak to się robi. Najpierw bierze się gorący prysznic, tak długo aż człowiek zaczyna tęsknić za ochłodą. Wtedy mocnym strumieniem zimniej wody ochładza się ciało. Od dołu do góry. Od prawej strony do lewej. W kolejności: prawa noga, lewa noga, prawa ręka, lewa ręka, plecy, klatka piersiowa, a na końcu głowa – żeby nie było szoku termicznego. Po takiej kąpieli człowiek czuje się jak nowo narodzony, podobnie jak po saunie, której jestem zwolenniczką.

Czy stosuje Pani dietę, żeby zachować szczupłą sylwetkę? Czy chodzi Pani na siłownię?

Nie cierpię siłowni, nie jestem w stanie zmusić się do bezmyślnego „pakowania” w mięśnie. W mojej łazience stoi rowerek treningowy i wstyd powiedzieć: służy mi za wieszak na ubrania. Lubię natomiast chodzić, jeździć na rowerze, pływać.

W górach i nad morzem zawsze czuję się szczęśliwa. Lubię jeździć nad morze w lutym i w marcu, kiedy jeszcze nikogo tam nie ciągnie. Spacer po plaży zimą jest jak kąpiel w życiodajnym źródle.
Jem ile chcę, kiedy chcę i co chcę. Bardzo lubię gotować i pić czerwone wytrawne wino. Wino dla mnie jest wręcz filozofią i życie bez niego nie byłoby już takie piękne… Podobno na Krecie żyją najstarsi ludzie i to dzięki piciu wina i spożywaniu oliwy z oliwek. Bardzo mi się to podoba.

Kiedy, nie daj Boże, przytyję i nie mieszczę się w moje bojówki – rozmiar 34 – stosuję dietę księżycową, która polega na piciu wody z miodem i cytryną w dzień poprzedzający pełnię księżyca, w dzień pełni i dzień po; na jedzeniu wyłącznie gotowanego mięsa i jarzyn w drugi dzień po pełni i przed pełnią; na trzymaniu diety z małą ilością tłuszczu, węglowodanów i cukru.

Każdy organizm w przyrodzie jest nastawiony na cykl miesięczny. Ta dieta „nastawia go na chudnięcie”. Chudnie się do trzech kilo, a potem można jeść ile się chce i organizm wszystko spala. Bardzo współczuję ludziom, którzy ciągle wchodzą na wagę i muszą sobie wszystkiego odmawiać. Jedzenie, a zwłaszcza dobre jedzenie – innego nie uznaję – to jedna z większych w życiu przyjemności.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH