Sztuka czy kicz?

Sztuka czy kicz?


Obcując ze sztuką, obcujemy także z kiczem. Zwłaszcza, że kicz podszywa się czasem pod sztukę, a sztuka korzysta z kiczu, posługując się nim. Reklamy, plakaty widzimy na ulicy. Kicz też.

Szczyt zainteresowania kiczem przypadł na lata 50. i 60. XX wieku. Fascynacja trywialnymi i wulgarnymi wyobrażeniami, pos­politymi przedmiotami, banalnymi słowami przyniosła niegustowne bibeloty, tandetne ozdoby, szmirowate komiksy, różnego rodzaju gadżety. Powstała nawet spora literatura na temat kiczu. To zjawisko występuje we wszystkich czasach i w każdym rodzaju sztuki. Ale niezależnie od tego, kto o kiczu pisze, to nikt nie przypisuje mu pozytywnych wartości estetycznych.
dyktatura serca

W rozważaniach nad kiczem często podnoszony jest zarzut, że dostarcza on zaledwie zastępczych przeżyć w miejsce autentycznego doświadczenia. I zarzut ten jest kierowany zarówno pod adresem dzieł, jak i odbiorców. Bo jaki jest nasz stosunek do przedmiotów tzw. „ślicznych”, różnego rodzaju cacek, akwarelek, obrazków?

Nie bez powodu kicz nazwano „sztuką szczęścia”. Jest lekki, łatwy i przyjemny. Milan Kundera napisał: „W krainie kiczu panuje dyktatura serca. Ale uczucie, które budzi kicz, musi być takie, aby je mogły podzielić masy”. I pisał o wszelkich totalitaryzmach, które posługiwały i posługują się kiczem.

SZTUCZNE TWORZYWO
Mówi się i pisze o kiczu patriotycznym, erotycznym, religijnym. Wszystkie one rządzą się jednym: znamionuje je łatwo przystępna forma i czytelna treść. Dlaczego wiara, która zrodziła romańskie opactwa, gotyckie katedry i barokowe kościoły, obrosła także koszmarną architekturą i najdziwniejszymi dewocjonaliami? Madonny o wdziękach gwiazd filmowych i plastikowe butelki na święconą wodę z zakrętkami w kształcie głowy Matki Boskiej, przesłodkie „święte obrazki”…

Przyjrzyjmy się naszym cmentarzom. Nawet te najbardziej „nobliwe”, jak Powązki w Warszawie, nie są wolne od sterty śmiecia, które przykrywa – bo chyba nie zdobi – groby naszych bliskich. Tony wszelkich kompozycji ze sztucznego tworzywa, które udają kwiaty, wieńce i wiązanki. Te znicze w kolorze odblaskowej czerwieni albo cytrynowożółtym… Coraz mniej jest żywych kwiatów, zielonych gałązek, zwyczajnych lampek. Wolimy kicz, bo go lepiej widać i dłużej przetrwa.

A stada krasnali i innych dziwolągów przy naszych drogach i stacjach benzynowych?

tak piękne, że aż…
detal-z-renesansowego-malar.jpg
Kicz jest pozbawiony oryginalności, naśladowany, konwencjonalny, opar­ty na powtarzaniu. Swą atrakcyjność zawdzięcza cechom najbardziej prymitywnym. Jest nierzetelny, tani, pretensjonalny, opiera się na kłamstwie. Plastik udaje kwiaty albo choinkę, gips udaje marmur, sztrasy – diamenty. A tombak – złoto.

Kicz można traktować serio, nabierać się na niego, ale można się też nim bawić, tak jak np. robi to moda. W sztuce zdarzają się świadome odniesienia. Andy Warhol w swoich pracach bohaterami uczynił ikony kiczu – lalkę Barbie albo Myszkę Miki. Głowę z „Narodzin Wenus” Sandra Botticellego uczynił kiczowatą. Znamy tez dziesiątki wariacji na temat „Mona Lisy”, czy innych cytatów ze światowej sztuki.

Sama sztuka też porusza się często na granicy kiczu. Bo czym są wzruszające obrazy Wlastimila Hofmana z ich swojsko-dekoracyjną tematyką? Te wiejskie madonny otoczone dziećmi o słodkich buźkach, czy ckliwy „Pogrzeb ptaszka”?

Kicz może się odnosić zarówno do cech, jak też do funkcji, do wytwórców i odbiorców: ich postaw, przeżyć, zachowań. Może być widziany jako twór natury – „tak piękne, że aż kiczowate” – lub jako twór człowieka. I tylko od człowieka zależy, czy ma tego świadomość, czy nie.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH