Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody
Wyprawa na Mont Blanc (fot. B. Opatowicz)

Słodko-gorzki życia smak


Przeglądając fora internetowe ludzi chorych na cukrzycę, można natrafić na takie wpisy: „Mam 22 lata. Od roku jestem cukrzykiem. Ta choroba zrujnowała mi życie”; „Z powodu cukrzycy straciłem dwie stopy, nie mam jak żyć, z czego się utrzymać”; „Synek dwa dni temu trafił do szpitala, ma dopiero 18 miesięcy i już cukrzyca, nie cierpię tego świata”. Ale są też osoby, które mimo cukrzycy realizują swoje marzenia.

Wioślarzowi Michałowi Jelińskiemu choroba ta nie przeszkodziła w zdobyciu złotego medalu na olimpiadzie w Pekinie. Wzorem dla Jelińskiego jest Steve Redgrave (też cukrzyk), zdobywca pięciu złotych medali w kolejnych olimpiadach. Wśród diabetyków są podróżnicy, jak Will Cross, który zdobył dwa bieguny, najwyższe szczyty obu Ameryk i przeszedł Saharę.

Dwie twarze
Czy cukrzyca rujnuje życie, czy zmienia je na lepsze? Jaka jest? – Przede wszystkim podstępna – ostrzega prof. Władysław Grzeszczak, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego. – Ma ją ponad dwa miliony Polaków, a drugie tyle ma tzw. stan przedcukrzycowy, z którego może rozwinąć się choroba. Najgorsze jest jednak to, że połowa osób w ogóle nie wie, że ma cukrzycę. Od czasu zachorowania do zdiagnozowania zwykle mija 9-10 lat! A to oznacza, że są już powikłania, których nie da się cofnąć.

Stan przedcukrzycowy to gorsza tolerancja glukozy. Według IDF (International Diabetes Federation) Polska znajduje się w grupie 10 krajów, w których największy odsetek osób ma upośledzoną tolerancję glukozy. Oznacza to, że liczba chorych jeszcze wzrośnie. Według prognoz, w 2020 roku na cukrzycę będzie chorować ponad 11 proc. Polaków! Tymczasem wciąż niewiele o niej wiemy. Najczęściej kojarzy się z chorobą osób starszych i otyłych. Nie jest to jednak prawda; na cukrzycę chorują coraz młodsi, także dzieci.

Bezpośrednią przyczyną cukrzycy są problemy z insuliną, hormonem produkowanym przez komórki beta trzustki, skupione w obszary zwane wysepkami Langerhansa. U osób zdrowych insulina jest wydzielana na takim samym poziomie w dzień i w nocy, a po posiłku, gdy do krwi dostaje się więcej glukozy, trzustka wydziela więcej insuliny. To konieczne, by glukoza mogła przedostać się do komórek ciała. U chorego ten mechanizm zostaje zaburzony. Dlaczego? To zależy, czy mamy do czynienia z cukrzycą typu 1, czy 2. Tak naprawdę są to bowiem dwie różne choroby.

Nagła i gwałtowna
Diagnoza o cukrzycy typu 1 spada na pacjenta jak grom. Tak było w przypadku siedmioletniego Mateusza. Po przebytej infekcji chłopczyk nagle zaczął dużo pić, często siusiał, moczył się w nocy. Stale był zmęczony i chudł, chociaż miał apetyt. W ciągu kilku tygodni jego waga spadła o jedną trzecią. Lekarz zalecił badania. Poziom glukozy we krwi znacznie przekraczał normy. Diagnoza: cukrzyca typu 1.

– Na początku świat osuwa się spod nóg. Każdy rodzic zastanawia się, jaki popełnił błąd, że dziecko zachorowało – opowiada Mariusz Masiarek, tata 15-letniego już Mateusza. – Im krócej tak myślimy, tym lepiej dla dziecka. Nas cukrzyca syna zdopingowała do działania. Nauczyliśmy się nie tylko mierzyć cukier i podawać insulinę, ale też prowadzić zdrowszy tryb życia.

Cukrzyca typu 1 występuje rzadko (to około 3-10 proc. wszystkich przypadków). Chorują głównie dzieci i osoby młode. To jedna z tzw. chorób autoagresywnych: układ immunologiczny niszczy komórki beta w trzustce, więc insulina nie może być wytwarzana. Ten typ cukrzycy nie jest związany ze stylem życia i odżywiania. Co jest jej przyczyną? Naukowcy wysuwają tylko hipotezy: być może decyduje zarażenie niektórymi typami wirusów. W ostatnich latach zachorowań na cukrzycę typu 1 jest niestety coraz więcej.

Powolna i wyniszczająca
– Cukrzyca typu 2 to zupełnie inna choroba – opowiada prof. Grzeszczak. – Rozwija się powoli, objawów nie widać latami. Najczęściej dotyka osób z nadwagą. Ale nie tylko starszych: w ostatnich latach mamy wręcz do czynienia z epidemią wśród dzieci i młodzieży, co jest spowodowane mało aktywnym trybem życia oraz jedzeniem dużej ilości produktów tłustych i słodkich.

Organizm produkuje insulinę, ale nie jest ona wykorzystywana z powodu insulinooporności. Jej przyczyną jest głównie otyłość. Tkanka tłuszczowa utrudnia transport glukozy z krwi do komórek.

Cukrzyca typu 2 nie daje tak gwałtownych objawów, jak „jedynka”. Nie boli, ale systematycznie i programowo niszczy organizm. Długotrwałe podwyższenie poziomu glukozy uszkadza naczynia krwionośne, prowadzi do wielu powikłań, jak retinopatia (uszkodzenie narządu wzroku), nefropatia (uszkodzenie nerek), neuropatia (uszkodzenia nerwów), a przede wszystkim niedokrwienna choroba: serca, naczyń mózgowych, kończyn dolnych (stopa cukrzycowa).

– Osoby chore na cukrzycę żyją o 10-15 lat krócej niż gdyby były zdrowe – dodaje prof. Jacek Sieradzki z Katedry i Kliniki Chorób Metabolicznych Collegium Medicum UJ. – I trzy razy częściej chorują na choroby sercowo-naczyniowe.

Do zdiagnozowania cukrzycy wystarczy proste badanie poziomu glukozy we krwi. Powinny je wykonywać co roku osoby z nadciśnieniem, podwyższonym cholesterolem, nadwagą, rodzinnie obciążone cukrzycą, kobiety, które miały tzw. cukrzycę ciążową. A co trzy lata wszyscy, którzy skończyli 45 lat. Niestety większość osób tego nie robi. Dlatego cukrzyca jest zwykle rozpoznawana dopiero, gdy pojawiają się powikłania.

Coraz lepsze leki
Gdy choroba jest zdiagnozowana, najważniejsze jest wyrównanie i obniżenie poziomu glukozy we krwi.

Osoby z cukrzycą typu 1 od początku muszą dostawać insulinę. „Dwójkę”, jeśli zostanie wcześnie rozpoznana, początkowo można spróbować leczyć tylko odpowiednim odżywianiem i aktywnością fizyczną. Często jednak konieczne okazuje się przyjmowanie doustnych leków przeciwcukrzycowych lub insuliny.

Niestety z badań przeprowadzanych w USA wynika, że tylko 12 proc. chorych na cukrzycę typu 2 stosuje się do zaleceń lekarza, to znaczy właściwie się odżywia, dba o aktywność fizyczną, bierze leki. W Polsce nikt takich analiz nawet nie prowadził, ale ta statystyka nie jest lepsza.

Tymczasem przy cukrzycy nie wolno zapominać o leczeniu, diecie, aktywności fizycznej. Codziennie. To wyjątkowo trudna choroba, a cukrzyk potrzebuje nie tylko leków, ale też psychicznego wsparcia.

Sposób na pomaganie
Edward Stanek jest niezwykłym farmaceutą. Prowadzi aptekę w Poniatowej. Gdy dostaje od pacjenta receptę na lek przeciwcukrzycowy, to zanim go wyda, zadaje pytania. Na przykład, kiedy chory ostatnio był na kontroli u okulisty, nefrologa, diabetologa, kiedy sprawdzał sobie poziom cholesterolu, mierzył ciśnienie, robił badania krwi. Pacjenci dowiadują się od niego o cukrzycy więcej niż od lekarza. W aptece jest też wywieszona kartka z prawidłowymi wynikami badań.

– Szczególnie starsze osoby potrzebują pomocy. Nie potrafią dać sobie rady z mierzeniem poziomu cukru, wstrzykiwaniem odpowiedniej ilości insuliny. A lekarze nie mają czasu, by wszystko wyjaśniać – opowiada Edward Stanek.

Chce pomagać ludziom. Nie tylko on. Mariusz Masiarek, tata Mateusza, działa w stowarzyszeniu rodziców. Podobnych stowarzyszeń jest więcej. To wielkie wsparcie, szczególnie dla osób, które dopiero zaczynają zmagać się z chorobą. Bo z cukrzycą trudno dać sobie radę w pojedynkę.


Góry to moja pasja, moje życie

Wojtek Opatowicz jest podróżnikiem, alpinistą, studentem prawa oraz finansów i rachunkowości na Uniwersytecie Szczecińskim. Na cukrzycę typu 1 zachorował, gdy miał 11 lat.

Pokochałem góry, będąc w gimnazjum. Z klubem turystycznym wyjechałem w Tatry na dwutygodniowy obóz, potem na kolejny. Z czasem to przestało mi wystarczać. Pojechałem w Alpy.
Porażki… Mając 17 lat, wybrałem się na Mont Blanc. Nie udało mi się go zdobyć. To straszny moment, gdy trzeba powiedzieć sobie „nie idę dalej”, chociaż do celu zostało tylko kilka godzin. Człowiek ma nadzieję, że wykrzesze ostatnie siły, poprawi się pogoda. Ale tak nie jest. Wracam do namiotu, gdzie zostali koledzy, odcinam się od świata, wchodzę w śpiwór, mówię: „Jest OK, ale dajcie mi na kilka godzin spokój”. Muszę pogodzić się z tym, że nie wyszło.

Zwycięstwa… Mont Blanc zdobyłem za drugim razem, zaraz po maturze. Na szczycie zrozumiałem, co czują sportowcy, którzy płaczą po zdobyciu medalu. Łzy cisnęły mi się do oczu. Góry mają w sobie coś mistycznego. Tego nie oddadzą żadne zdjęcia i filmy.

Buddyjskie przysłowie mówi „droga jest celem”. Nie samo zdobywanie szczytów jest najważniejsze. Czerpię radość z przebywania w górach, obcowania z ludźmi, którzy mają podobne jak ja podejście do życia. Na szczycie spędzam kilkanaście, czasami kilkadziesiąt minut. Ale żeby się na niego dostać, potrzeba wielu dni wspinaczki i miesięcy przygotowań. To daje niesamowitą radość i siłę.

Pakuję do plecaka 12 półtoralitrowych butelek i idziemy z kolegami po 20 km. To część moich weekendowych przygotowań do wypraw. Prócz tego jest jeszcze jazda na rowerze po 20 km i bieganie.
Codzienność z cukrzycą. Codziennie 6-8 razy mierzę sobie cukier we krwi, plus raz w nocy. Pompa insulinowa co trzy minuty wstrzykuje mi dawkę insuliny. Jeżeli chcę coś zjeść, muszę podać sobie dodatkową insulinę. Kiedy mam egzamin, dodatkowo mierzę sobie poziom cukru. Gdyby był za niski, to źle, bo mała ilość glukozy dopływa do mózgu. Można wtedy nie zdać egzaminu, a nawet stracić przytomność.

Jedzenie to nie problem. Diabetolog powiedział mi, że osoby z cukrzycą nie muszą stosować żadnej specjalnej diety, wystarczy… zdrowa dieta, tzn. warzywa, owoce, mało produktów wysoko przetworzonych. Oczywiście to, co jem, przeliczam na tzw. wymienniki węglowodanowe (WW). Ale robię to na oko. Nauczyłem się, co ma ile WW i jaką dawkę insuliny mam wstrzyknąć. Lata praktyki… W czasie wypraw często jem rzeczy niezdrowe, jak zupki w proszku. Ale tylko przez tydzień, dwa. Gdy schodzimy w doliny, kupujemy dużo regionalnych warzyw, owoców i robimy wegetariańską ucztę.

Cukrzyca dopinguje. Jest impulsem, by wziąć się za siebie, uprawiać sport. Wysiłek fizyczny pomaga wyregulować poziom cukru. Nawet półgodzinny spacer zbawiennie wpływa na organizm.
Swój Armagedon przeżyłem dwa lata temu. Gdy szliśmy w góry, czułem się bardzo dobrze, ale kiedy zaczęliśmy schodzić, zaczęły się kłopoty. Byliśmy na wysokości 3 tysięcy metrów. Poziom cukru gwałtownie mi wzrósł. To straszny ból głowy, suchość w ustach, poty, zdenerwowanie, spadek sił. Po prostu ścięło mnie z nóg. Dopiero wstrzyknięcie dodatkowej insuliny spowodowało spadek poziomu cukru i poczułem się lepiej. Pewnie, można zrezygnować z gór, bo każda wyprawa to ryzyko dla zdrowia. Ale co bym wtedy robił? Byłbym grubszy i mniej sprawny niż jestem. A zresztą, góry to moja pasja, moje życie…


#Na nowo znaleźć sens życia
Elżbieta Bielecka jest z wykształcenia chemikiem. Jej pasją jest fotografika. Przewodniczy Warszawskiemu Stowarzyszeniu Diabetyków „Puszek”. Od 12 lat ma cukrzycę typu 2.

Mój świat zawalił się. W krótkim czasie przeżyłam chorobę i śmierć ukochanej osoby oraz utratę pracy. Stres rozładowywałam jedzeniem. Pojawiła się otyłość, nadciśnienie, podwyższony cholesterol i cukrzyca. Od kilku lat jestem na insulinie. Zamiast ukochanej osoby mam nowego towarzysza: cukrzycę. Żeby nie zwariować, musiałam znaleźć na nowo sens życia.

Mój dzień. Rano mierzę cukier we krwi. Jeśli planuję, że dzień będzie spokojny, wstrzykuję mniej insuliny. Jeśli bardziej aktywny – więcej. Po godzinie jem śniadanie. Powinnam mierzyć poziom cukru dwie godziny po każdym posiłku. Jeśli cukier mocno spadł, muszę szybko zjeść coś słodkiego, gdyż grozi to niedocukrzeniem (słaniam się na nogach). Ostatni raz sprawdzam glukozę przed snem.

Jem niewiele. Dziś na śniadanie: serek capri, pomidor i woda mineralna. Obiad: ryba gotowana na parze, surówka z białej kapusty z sosem vinegret. Kolacja: biały barszcz, dwa małe ziemniaczki. Przekąski: jabłko, pomarańcze. Kiedy skuszę się na jakieś ciastko, robię jakieś pranie lub idę na spacer. Mam jednak problem z wagą, bo na insulinie trudno schudnąć.

Zestaw pierwszej pomocy. Muszę zawsze mieć przy sobie coś słodkiego (glukoza, czekolada), glukometr, pen z insuliną, plastikową kartę oraz bransoletkę, na której jest napisane, że mam cukrzycę. Gdybym zemdlała, jest tam prośba, by zadzwonić na pogotowie. Z ust cukrzyka czuć zapach acetonu, dlatego ludziom może się wydawać, że jestem pijana. A to cukrzyca.

Pasja. Stała się nią fotografika. Aparat fotograficzny „wyprowadza” mnie na spacer. Robię zdjęcia kwiatom, zachodom słońca. Poznałam wspaniałych ludzi, którzy też chorują na cukrzycę. Założyliśmy stowarzyszenie. Na cukrzycę typu 2 chorują głównie osoby starsze. Nie potrafią poradzić sobie z glukometrem, nie czytają ulotek dołączanych do leków. Pomagamy im, jak możemy. A ja czuję się potrzebna. Moje życie znów ma sens…

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH