Sex Machine

Sex Machine


Na scenie warszawskiego Laboratorium Dramatu odbyła się premiera najnowszej sztuki Tomasza Manna „Sex Machine”, odsłaniająca toksyczny związek matki i syna. Mann nie pierwszy raz wgłębia się pod powierzchnię rodzinnych relacji, w których odkrywa – za psychoanalitykami i dramaturgami śledzącymi ten wątek od pokoleń – kłębowisko namiętności i zagrożeń.

Przed laty na scenie studyjnej Teatru Narodowego odbyła się premiera dramatu Tomasza Manna „111” (2004) w reżyserii Redbada Klynstry. Spektakl został utrzymany nieledwie w poetyce rapsodycznej. Czworo bohaterów (Matka – Ewa Dałkowska, Ojciec – Zdzisław Wardejn, Syn – Wojciech Solarz i Córka – Monika Pikuła) prowadziło wielogłosową opowieść o życiu i śmierci, odtwarzając drogę wiodącą syna do zbrodni – zamordował on bowiem pewnego dnia swoich rodziców niemal z niezrozumiałych przyczyn. Autor próbował dociec, dlaczego tak się stało, jednak nie jak autor powieści kryminalnych czy dziennikarz śledczy, ale jak kolekcjoner okruchów pamięci, drobnych zdarzeń, banalnych napięć, które sprawiają, że w rodzinie narasta obcość, wrogość, agresja. To jest świat chory na obojętność.

Kolekcjoner okruchów pamięci
Kiedy urodził się syn, to tak, jakby pojawiła się nowa zabawka – dla pozostałych to okazja do zajmowania się sobą, ale nie poszukiwania kontaktu z nowym człowiekiem, który rozpaczliwie sygnalizuje swoją obecność, za wszelką cenę próbując zwrócić na siebie uwagę. Ale rodzice i siostra odnoszą się do niego jak odległy, obojętny i milczący Bóg, do którego żarliwie modli się, oczekując jakiegokolwiek znaku. Kiedy zawodzą wszelkie sposoby nawiązania kontaktu, samotny i zrozpaczony, pozbawiony oparcia i motywacji do życia, kupuje za 111 (tytułowe) złotych pistolet i zabija swoich rodziców. Po czym zamawia pizzę, sprząta po obiedzie, jedzie do siostry i oddaje się w ręce policji, spokojnie oczekując na zasłużony wyrok.

Aktorzy opowiadali tę wstrząsającą historię, siedząc na plastikowych fotelikach, od czasu do czasu popijając herbatę. Uśmiechali się do swoich wspomnień, czasem komunikując się ze sobą spojrzeniem, mierzonym gestem, zawieszeniem głosu. Właściwie – w sensie scenicznym – nic się tu nie działo. Ale w tej ascetycznej formie, w trwającej godzinę opowieści, której upływu prawie się nie zauważało, tkwiła wielka siła: kiedy w pewnym momencie Monika Pikuła wstawała – emocje sięgały szczytu, opowiadała o swych zamordowanych rodzicach, o ich wyglądzie, o tym, jak ich zobaczyła po masakrze – ten jeden ruch miał niezwykłą moc. Zresztą tu każdy wyraźniejszy gest znaczył bardzo wiele, o wiele więcej niż w „zwyczajnym” spektaklu. Kiedy już wszystko zostało powiedziane (a lepiej byłoby napisać: kiedy wszystko zostało już niedopowiedziane), aktorzy milkli, oświetlające ich reflektorki przygasały, światło oświetlało widownię, która milczała jak zahipnotyzowana. Brawa rozlegały się po paru minutach. Jeszcze długo widzowie nie mogli złapać oddechu.

Niebezpieczny związek
To psychodramatyczne napięcie udało się utrzymać Mannowi w najnowszej sztuce „Sex Machine” (reż. Adam Nalepa), w której jak na dłoni widać niebezpiecznie bliski związek Matki (Joanna Jeżewska) i Syna (Bartosz Mazur), ocierający się o coś więcej niż tylko nadopiekuńczość, nadmiernie rozbudzone uczucia macierzyńskie. Zabawy matki i syna otwierają furtki dla pożądania, dla podniet zastępczych i występnych. Samotna matka wszystkie swoje plany, uczucia, emocje wiąże z jedynakiem za cenę wyrzeczeń, zaborczego oddania i psychicznego zwichnięcia.

Kiedy syn pewnego dnia oświadcza, że się zakochał i bierze ślub, matka protestuje, próbuje nie dopuścić do tego związku, który zniweczy jej świat zbudowany na związku z synem. Gotowa jest na wszystko, aby zagrodzić drogę synowi i jego wybrance, którą traktuje jak złodziejkę – uwodzi więc swego jedynaka, co więcej, akt kazirodczej miłości utrwala na wideo, aby zademonstrować go swojej niechcianej „rywalce” i doprowadzić ją do samobójstwa. Teraz, syta zemsty, może opuścić syna, zdanego na żer demonów pamięci.

Laboratorium ludzkich namiętności
Można tę historię opowiedzieć jak fabularyzowany obrazek z kronik policyjnych, ale taki sposób opowiadania obcy jest talentowi pisarza o duszy poety – jego teksty zachowują bowiem rytm i fakturę utworów poetyckich i to wyrafinowanych. W „Sex Machine” wzorem, do którego świadomie nawiązuje, jest tragedia grecka – Chór Kobiet, który komentuje akcję i wchodzi w dialog z matką, reprezentuje społeczność, ze zgrozą obserwującą walkę matki o utrzymanie władzy nad zbuntowanym synem. W materię opowieści wnikają włókna z „Medei” i „Króla Edypa”, a forma opowieści zapobiega ześlizgnięciu się narracji w rejony małego realizmu i taniego psychologizmu.

Mann tworzy laboratorium ludzkich namiętności, w których to, co emocjonalne i niepochwytne, zostaje poddane zimnemu oglądowi na tle krwistych, falistych ścian i z towarzyszeniem niepokojącej muzyki Marcina Mirowskiego, obramujących niepokojący i mroczny świat, rządzony wedle reguł potężnego Erosa. „Postawić wszystko na jedną kartę,/ wszystko stracić,/ to jedyny zysk” – mówią na koniec Kobiety. Tyle więc zostaje? Tylko przegrana?

Test Rozpoznawania Zaburzeń Związanych z Piciem Alkoholu AUDIT

Wypełnij nasz test i dowiedz się czy masz problem z piciem alkoholu

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH