Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody
Rozkwit  „nauki śmieciowej”

Rozkwit „nauki śmieciowej”


Osiągnięcia nauki zawsze wyprzedzają refleksje moralne. Taka jest nauka, jaka jest umysłowość pracowników nauki, a zwłaszcza naukowej elity, zarówno w dobrych, jak i złych warunkach. Finansowa bieda nie może być usprawiedliwieniem naukowej miałkości.

W drugiej połowie XX wieku, w związku z niezwykle dynamicznym rozwojem nauki, nastąpiła jej profesjonalizacja i działalność naukowa stała się zwykłym zawodem, z którego można mniej lub bardziej dostatnio żyć. Środowisko naukowe podzieliło się na żyjących z nauki i na tych, którzy żyją dla nauki (są w zdecydowanej mniejszości). O tych ostatnich mówimy „uczeni”. Dla pozostałych praca naukowa to tylko praca zawodowa. Niezbędni, oczywiście, są jedni i drudzy. Zazwyczaj większym kredytem zaufania i szacunkiem obdarzani są owi uczeni. Jednak w ocenie każdego pracownika nauki aspekt poznawczy i etyczny winny być nierozłączne, gdyż łatwo stać się zakładnikiem sławy i chwały, stanowisk, pieniędzy.

Dbałość o etykę
Nieustannie słyszymy, że Polska jest za biednym krajem na wielką naukę, że nas na nią nie stać. Absolutnie bym się z tym nie zgodził. Finansowa bieda nie może być usprawiedliwieniem miałkości nauki. Uczony realizuje swoją pasję badawczą, jest swego rodzaju poszukiwaczem przygód – osiągając jeden etap wiedzy i dokonując w swojej dziedzinie czegoś istotnego, od razu idzie dalej, za kolejnymi pytaniami, które się nieustannie rodzą w jego umyśle. Oczywiście, dobre warunki pracy ułatwiają mu ją, stwarzają większe szanse na odkrycia, stawianie kamieni milowych w jej rozwoju, zwiększają produktywność uczonego. Jednak to, co jest pomocne, nie stanowi w ich pracy warunku sine qua non. Nauka jest taka, jaka jest umysłowość pracowników nauki, a zwłaszcza naukowej elity, zarówno w dobrych, jak i złych warunkach. Uczeni „produkują” wartości, a nie tylko wyniki.

Niedofinansowanie nauki, a tym samym pensji naukowców, nie może być usprawiedliwieniem występujących w naszym środowisku patologii, ani stanowić jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Tylko rygorystyczna dbałość o etykę pracowników nauki w sytuacji skrajnego nawet niedofinansowania, stwarza szanse na szybkie wyjście z kryzysu w nauce w przypadku poprawy sytuacji finansowej. A dbałości o etykę właśnie w nauce nie widać. Konsekwencją jest strata czasu i pieniędzy, ale i szansy na wyplenienie z naukowego życia patologii. Obecne pokolenie jest już pod tym względem „stracone”. A pokolenia następne? Wychowane i wyszkolone na „kreatywnej etyce”, nie będą się kierowały przede wszystkim odpowiedzialnością w nauce. W sytuacji „biedy w nauce” zasady obyczajowe i moralne winny być bardziej rygorystycznie przestrzegane, nie powinny ulegać złagodzeniu i podlegać ulgowemu traktowaniu, bo „jest biednie”.

Elita i „elita”
Mądrość obecnie nie jest w cenie, bo liczy się przede wszystkim pieniądz. Mądrość nie posiada dziś żadnej siły sprawczej ani wykonawczej. Nastąpiło zafałszowanie takich pojęć, jak „elita”, a nawet „prosperita”. A przecież w każdym kraju istnienie elity kierującej się prawdą, mądrością i uczciwością w każdym zawodzie, także w nauce, jest dla prosperity kraju czy jakiejkolwiek organizacji bezwzględnie konieczne. I nie da się tego ukryć ani zafałszować. Nie da się udawać, że ci, których określa się – na wyrost – mianem „elity”, to autentyczna elita. Oni nie popchną kraju ani o krok do przodu.

Dziś dominuje kunszt gry pozorów. Wszyscy są w tę grę wciągani, naukowcy i uczeni także. Tylko że nic z tego nie wynika. W komunistycznym „państwie pozorów” mieliśmy pozorowaną niepodległość, pozorowaną sprawiedliwość, pozorną wolność, pozorowany pluralizm, pozorowaną naukę, pozorowaną bezpłatną służbę zdrowia i bezpłatną edukację, pozorowaną pracę, pozorowane płace. Ale i dzisiejszy kapitalizm jest również „na niby”, bowiem kapitalizm, z silnie rozwiniętą korupcją, niszczy podstawową cechę kapitalizmu, tj. prawdziwą konkurencję.

W nauce owa gra pozorów sprawiła, że mamy więcej wyników niż wartości. Niemal masowa produkcja prac „naukowych” nie sprawi, że staną się one de facto naukowymi. Toteż problem banalnych, przyczynkarskich, pozorowanych prac naukowych nie jest ani banalny, ani pozorny. Jest, niestety, autentyczny. Powstaje masa recenzji, których autorzy liczą na wzajemność, więc są to recenzje pozorowane, a nie prawdziwe. Powstają książki niby-naukowe, w których poza zebraniem cudzych pomysłów i wyników (też nie zawsze własnych) nie ma nic odkrywczego, nowego, twórczego. Dlaczego u nas jest tyle bezwartościowych prac? Odpowiedź jest również bardzo prosta – bo mamy jeszcze więcej bezwartościowych recenzji i ocen. Słowem: rodzi się tzw. nauka śmieciowa. Czy, przy wspomnianej biedzie finansowej, stać nas na nią?

Plaga plagiatów
Osiągnięcia są nieprawdziwe, lecz pozorowane. To rodzi równie nieprawdziwe, lecz pozorowane autorytety naukowe i obywatelskie. Wszystko staje się tym samym etycznie co najmniej podejrzane. „Człowiek uczciwy” to taki, który nie popełnia żadnego przestępstwa. Z punktu widzenia formalizmu, który zastąpił prawdę i etos zawodowy, to również człowiek, którego dowody przestępstwa nie zostały ujawnione. Wystarczy tu podać przykład plagiatów. Stwarzają pozory prawdy, prowadzą nie tylko do „wewnętrznej bezistotności”, (C.K. Norwid), ale wprost do fałszu. I nie są ani napiętnowane, ani karane. A przecież jest oczywiste, że każdą nieuczciwość winna spotkać nieuchronna kara. Bezkarność w takich przypadkach „to gorzej niż przestępstwo – to błąd”.

Dlaczego dochodzi u nas do sprzedaży prac magisterskich czy doktorskich oraz do plagiatów? Odpowiedź jest prosta: bo można. Nikłe jest bowiem prawdopodobieństwo kary. A przecież środowisko naukowe dysponuje wieloma metodami samokontroli. Można jednak sądzić, że powołane do tego organy, a nawet instytucje, albo nie zostały wyposażone w wystarczające uprawnienia wykonawcze, albo posiadane uprawnienia nie są wykorzystywane. Czy, przy wspomnianej już biedzie finansowej, stać nas na taką amoralność nauki?

Pozorni mędrcy
Czy naukowcy posiadają możliwości wprowadzenia i rygorystycznego egzekwowania opracowanych metod zwalczania patologii w nauce, i potrafią to zrobić? Czytając deontologię lekarską choćby, wydaje się, że tak. Dlaczego więc jest tak, jak jest? Należy uwzględnić fakt, że tok myślenia uczonych odbiega od mentalności i metod działania śledczych, prokuratorów i sędziów. W praktyce bywa jednak, że wykazują oni znamiennie duże usprawiedliwiające umiejętności w obronie swoich osobistych i grupowych interesów, pod hasłem obrony wolności nauki i dobrego imienia reprezentowanej uczelni z niepodlegającej krytyce pozycji mędrca. Często pozornego mędrca.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH