Refundacja wyrobów medycznych

Dostosować system do pacjenta

#Rozmowa z dyrektorem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Wyrobów Medycznych POLMED Witoldem Włodarczykiem

– Ile osób w Polsce stoi przed koniecznością korzystania ze specjalistycznych wyrobów medycznych?
Według najnowszych danych około 5 milionów osób w Polsce korzysta z różnego sprzętu medycznego, w zależności od rodzaju i stopnia niepełnosprawności. Jest to liczba odpowiadająca mniej więcej liczbie mieszkańców Danii czy też Słowacji.

– Dla niemałej części korzystanie np. z wózka, pieluchy anatomicznej czy protezy to kwestia być albo nie być.
Dla większości osób niepełnosprawnych wyroby medyczne są niezbędne do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. One nie tyle ratują życie, co w znacznym stopniu je ułatwiają. Ktoś, kto nie może chodzić bez protezy czy wózka będzie leżał. Tak naprawdę wyroby medyczne i środki pomocnicze pozwalają funkcjonować, mieć nadzieję na jakość życia choćby trochę zbliżoną do tej, którą posiadają osoby zdrowe.

– Teoretycznie państwo wspomaga osoby niepełnosprawne refundując zaopatrzenie w ten niezbędny sprzęt. Jak to wygląda z punktu widzenia chorego?
Od razu nasuwa się skojarzenie z refundowanymi lekami na receptę. Pacjent dostaje receptę, idzie do apteki, płaci cenę obniżoną o kwotę refundacji i to wszystko. Z punktu widzenia pacjenta jest to bardzo proste. Niestety zaopatrzenie osób niepełnosprawnych w wyroby medyczne wygląda nieco inaczej – jest to proces bardziej skomplikowany. W tym przypadku lekarz wypisuje zlecenie, które jest dokumentem, dużo bardziej złożonym niż recepta. Zlecenie jest wypisywane ręcznie, a więc nie trudno o pomyłkę lub nieczytelność. Jest to żmudna praca dla lekarza i dopiero początek problemów pacjenta! Po otrzymaniu zlecenia, musi się on udać do punktu potwierdzeń wyznaczonego przez wojewódzki oddział NFZ.

– Osobiście? Na przykład osoba na wózku?
Tak, ale może również wyznaczyć pełnomocnika, co jednak oznacza konieczność wystawienia odpowiednio poświadczonego dokumentu. To jeden problem. Drugi jest taki, że punkty potwierdzania zleceń to nie apteki – nie znajdują się na każdym rogu.

– Jeżeli wszystko jest ze zleceniem w porządku tzn. jest ono wypełnione poprawnie i czytelnie, to reszta stanowi formalność?
Też nie. Od lat istnieje niepokojące zjawisko tzw. kolejkowania, które ostatnio przybiera na sile. NFZ stwierdza, że nie może chwilowo potwierdzić zlecenia więc pacjent często słyszy „proszę się zgłosić po potwierdzenie za 2 miesiące” .

– To jest kolejka do potwierdzenia zlecenia, nie do wydania sprzętu?
Tak, to jest oczekiwanie na biurokratyczną decyzję, która umożliwi odbiór sprzętu w specjalistycznym sklepie. Bez niej chory nie zostanie zaopatrzony.

– NFZ nie jest w stanie przerobić tylu wniosków?
To nie jest sprawa braku urzędników. Wynika to z tego, że przynajmniej teoretycznie NFZ nie ma pieniędzy. A trzeba pamiętać, że te potrzeby najczęściej są pilne. Chory nie może czekać np. na nowy wózek, jeżeli stary się już rozpadł. Są określone terminy, w których dany wyrób może być wydany. Np. buty ortopedyczne raz na rok. Chory zostaje więc bez butów, z „zakolejkowanym” zleceniem. Jest to nie tylko pominięcie potrzeb chorego, ale także zignorowanie wskazań lekarza. Naszym zdaniem jest to praktyka niezgodna z Konstytucją poprzez nierówne traktowanie i utrudnianie dostępu do świadczeń gwarantowanych.

– Czy chodzi o to, aby zniechęceni pacjenci poszli i kupili wózek, buty czy worki stomijne na rynku i zostawili płatnika w spokoju?
Część osób zwyczajnie nie może czekać, więc kupuje produkty z własnej kieszeni po cenie rynkowej bez refundacji, szczególnie gdy jest to przedmiot niewielkiej wartości. W innych przypadkach prawda jest bardziej brutalna, np. chory, który musi być pionizowany z powodu problemów z oddychaniem, bez specjalnego sprzętu będzie zmuszony się położyć do łóżka i może tego nie przeżyć.

– Mamy więc problemy biurokratyczno-proceduralne z realizacją świadczeń, ale również sam poziom finansowania świadczeń pozostawia wiele do życzenia.
Zgadza się. Poziom finansowania jest niski. Dobrym wskaźnikiem jest relacja między refundacją wyrobów medycznych a refundacją leków. Podczas, gdy w bliskim nam kraju jak Węgry wynosi on jak 1:8, u nas jest to 1:14. To pokazuje skalę zaniedbania. Po drugie NFZ ma niewielką kontrolę nad preskrypcją leków przez lekarzy więc zaostrza kontrolę tam, gdzie jest to łatwe – właśnie przy wyrobach ortopedycznych i środkach pomocniczych, których refundacja stanowi i tak symboliczną część budżetu NFZ. A mówimy o ludziach, którzy potrzebują swoich świadczeń przez cały czas, nie zaś antybiotyku raz na rok. O ludziach, którzy nie są szczególnie medialni, głośni, z siłą przebicia.

– Istnieją też pacjenci, u których na pierwszy rzut oka nie widać niepełnosprawności.
Tak. Na przykład pacjenci ze stomią lub nietrzymaniem moczu. A nic nie widać właśnie dzięki temu, że są zaopatrzeni. Natomiast utrudnianie im dostępu do środków pomocniczych skazuje ich na wykluczenie społeczne.

– NFZ może argumentować, że kontrola zapobiega marnowaniu środków.
To nie są lekarstwa, których tony są co roku marnowane. Czy widział ktoś kiedyś przeterminowany wózek, zbędną protezę czy nadużywany aparat słuchowy?

– Tymczasem wydatki NFZ na wyroby medyczne stoją w miejscu, a koszty ich zakupu a także koszty życia – rosną.
To prawda, przy tym nie uwzględnia się starzenia społeczeństwa. Szacuje się, że już w 2015 roku 15 proc. polskiego społeczeństwa będzie w wieku powyżej 65 lat. W wielu krajach zwiększa się budżet uwzględniając prognozy demograficzne. Wyroby medyczne to taki barometr wieku społeczeństwa. W Polsce mamy za to do czynienia z realnym spadkiem poziomu finansowania. W 2004 r. wprowadzono stawkę 7 proc. VAT na wyroby medyczne, która jest zawarta w cenie brutto, którą płaci pacjent. Nie spowodowało to wzrostu limitów refundacji. Co więcej, ostatni wzrost VAT z 7 do 8 proc. oraz planowane wzrosty do 9 i 10 proc. również nie przewidują rewaloryzacji limitów, co de facto pozbawia pacjentów dostępu do sprzętu. Do tego dochodzi inflacja i ogólny wzrost kosztów życia. Co więcej proponowane limity refundacyjne są anachroniczne, nie uwzględniają postępu technologicznego, nowych produktów znacznie podnoszących jakość życia.

– Limitom kwotowym towarzyszą limity ilościowe. Np. 60 pieluchomajtek miesięcznie dla osób z nietrzymaniem moczu.
No właśnie. Daje to dwie pieluchy dziennie a każdy wie, że jest to dalece niewystarczające. Resztę pacjent musi dokupić na rynku za 100 proc. ceny. A mówimy o osobach ubogich, często rencistach i emerytach. Mówimy o pewnej fikcji: jeżeli ktoś ma refundowaną jedną parę butów ortopedycznych na rok to pozostałe kilka par musi kupić sobie sam za cenę rynkową, a to są drogie buty, często robione za zamówienie.

– Organizacje pacjenckie od lat zabiegają chociażby o likwidację limitów ilościowych.
Jak na razie mamy pozytywne przykłady jedynie z innych państw. Pewne regulacje są potrzebne i my to rozumiemy ale u nas w tym wszystkim gdzieś gubi się zdrowy rozsądek.

– On by się przydał przy liczeniu kosztów pośrednich – absencji chorobowych, wykluczenia z rynku pracy, rent.
Są to wielkie koszty, ale nie jedyne. Są jeszcze koszty całego ogromnego systemu, który tym administruje. Gdyby uprościć system refundacji wyrobów medycznych do rozwiązań spotykanych przy receptach, wówczas koszty spadłyby drastycznie.

– Wspomniał Pan o rynkach zagranicznych. Jak wypadamy na tle naszych sąsiadów: Czechów, Węgrów, Litwinów?
Każdy kraj ma inne rozwiązania i nie ma systemów idealnych, ale generalnie nasi sąsiedzi robią to lepiej. Przede wszystkim chodzi o pozycję wyrobów medycznych w strukturze wydatków. Gdybyśmy mieli dogonić Węgrów, nasz NFZ powinien zwiększyć wydatki na wyroby medyczne o 60 proc. Wiadomo, że to się nie stanie. To pokazuje skalę przepaści i to nie w stosunku do bogatych krajów Zachodu, do których się nawet nie porównujemy.

– Jakie można wskazać recepty na ten stan rzeczy?
Kierunki są dwa. Musi nastąpić wzrost finansowania wyrobów medycznych, zarówno poprzez zwiększenie środków (związanych z podwyżką VAT) oraz dostosowaniem proporcji wydatków do podobnej w krajach sąsiednich. Drugi postulat dotyczy uproszczenia administracji i likwidacji barier biurokratycznych. Potwierdzanie zleceń jest reliktem nie występującym w żadnym znanym nam systemie. Wyzwania są poważne, bo rynek wyrobów medycznych jest jednym z najbardziej innowacyjnych na świecie a my tkwimy z naszymi wykazami produktów w poprzedniej epoce.

– Jakie są szanse na realizację tych postulatów?
Pewne zmiany są w fazie planów. Jestem optymistą o tyle, że przy ogromnych pieniądzach wydawanych na szpitalnictwo i leki, przesunięcie budżetu NFZ tylko o 1 proc. spowodowałoby zaspokojenie potrzeb osób niepełnosprawnych w zakresie zaopatrzenia w wyroby medyczne.

Test Rozpoznawania Zaburzeń Związanych z Piciem Alkoholu AUDIT

Wypełnij nasz test i dowiedz się czy masz problem z piciem alkoholu

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH