Posłuchaj mnie mamo

Posłuchaj mnie mamo


Wywiad z dr n. humanistycznych Anną Jakubowską-Winecką, specjalistą psychologiem klinicznym Zakładu Psychologii Akademii Medycznej w Warszawie.

Jesteśmy zabiegani, zajęci pracą, obowiązkami domowymi. Szczegółowo planujemy każdy dzień, aby ze wszystkim zdążyć. Poczucie obowiązku, miłości, odpowiedzialności często skłania rodziców do wypełnienia czasu dziecka ogromną ilością zajęć. Wszystko to oczywiście dla jego dobra. To trudne czasy, trzeba walczyć o wykształcenie, pracę. Nie ma czasu na zwyczajną rozmowę. Wydajemy tylko dyspozycje, planujemy. Rodzice często są przekonani, że skoro poświęcają tyle swojej rodzinie, rozmowa nie jest ważna…

No cóż, jeśli tak myślą… Niektórym wydaje się, że dziecko potrzebuje wielu zajęć, bo inaczej się nudzi. Ale to chyba rodziców nudzi przebywanie z własnym dzieckiem. Organizują mu czas i w ten sposób wycofują się z kontaktu z nim. Często jedynie zajęcia dziecka, jego osiągnięcia w jakiejś dziedzinie są płaszczyzną rozmowy. Rodzice pytają wówczas „no co tam było na angielskim?”, „prześcignąłeś wreszcie Tomka na basenie?” itd.

Jeśli już rozmawiamy, to często poruszamy tematy zastępcze, bezpieczne, nie dotykając w ogóle sfery uczuć, wrażliwości…

No właśnie, chodzi o to, by było „bezpiecznie”.

Dzieci też często odrzucają próby nawiązania rozmowy. Czy to jest bunt czy coś więcej?

Może zacznijmy od tego, że rozmowa z drugą osobą to nie same słowa. Aby rozmawiać, konieczne jest wzajemne porozumienie, kontakt, gotowość do bycia ze sobą w danej sytuacji. To przekonanie, że warto podejmować wysiłek „otwarcia ust”. Przeciwieństwem tego jest dystans, niepewność, niechęć do marnowania czasu. Wiadomo, że okres bardzo wczesnego dzieciństwa jest ważny w nawiązaniu bliskości, wytworzeniu się więzi między rodzicami a dzieckiem. Jeżeli rodzice dużo przebywają z dzieckiem od chwili jego pojawienia się w domu, uważnie reagują na jego potrzeby, na jego sygnały, zachowania, to potrafią się z nim porozumieć. Jeżeli rodzice myślą, że rozmowa z dzieckiem to „mówienie do niego”, nie może być mowy o porozumieniu. Oznacza to, że są zamknięci na tzw. informacje zwrotne. Podobnie jest, kiedy dziecko sygnalizuje gotowość lub potrzebę kontaktu, a rodzic – zmęczony lub zajęty – mówi „nie przeszkadzaj!”. Potem rodzice dziwią się, że dziecko się wycofuje. Jeżeli dziecko od małego uczy się samodzielnie zajmować swoimi problemami, to po co nagle ma w tym uczestniczyć rodzic?

Jak przełamać tę ciszę, niechęć dziecka do rozmawiania na trudne tematy?

Jak najwcześniej – nawet od czasów niemowlęcych – budować porozumienie, bliskość, zaufanie; wtedy niczego nie trzeba będzie „przełamywać”.

A jak być dobrym słuchaczem własnego dziecka? Czy delikatnie podpowiadać swoje doświadczenia, nie narzucając gotowych rozwiązań?

Jest mi trudno udzielić prostej odpowiedzi na takie pytanie. Gdyby była na to recepta, nie byłoby problemu! Najważniejsze to być gotowym do dialogu!

Czego możemy się nauczyć od własnego dziecka?

Przyglądając mu się uważnie i z zainteresowaniem, zauważymy, że nawet bardzo małe dziecko może nauczyć nas życiowych strategii. Starsze może nas zaskoczyć swoimi przemyśleniami, umiejętnościami społecznymi, a nastolatek może być interesującym partnerem do rozmowy.

Pewna reklama telewizyjna bardzo trafnie pokazała domowy obrazek: dziecko wraca ze szkoły, a tata zasłonięty gazetą rzuca pytanie „jak tam w szkole?” i nie słuchając odpowiedzi, czyta dalej.

No właśnie!

Jak słuchać, żeby usłyszeć własne dziecko?

Uważnie!

Bywa, że rodzice „kumplują się” z własnymi dziećmi. Czy dziecko oczekuje takiego „skumplowania”?

Rodzice powinni być dorośli, skoro mają dzieci, to powinni być rodzicami! To na nich spoczywa odpowiedzialność za wychowanie dziecka, a nie odwrotnie.

Dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH