Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody

Pomysł na teatr


Jan Englert niedawno zaprezentował kilka spektakli teatrów narodowych z Rosji, Francji, Rumunii, Bułgarii, Austrii i Włoch. Spektakle Złożyły się na odpowiedź na pytanie: jaki powinien być Teatr Narodowy?

Choć byłem sceptycznie usposobiony do jeszcze jednego międzynarodowego festiwalu teatralnego w Warszawie, to po obejrzeniu go przyznaję, że pomysł był znakomity, a wykonanie przerosło wszelkie oczekiwania.

Dialog z tradycją
Podczas festiwalu mieliśmy przyjemność zobaczyć wiele spektakli: „Ożenek” Gogola z petersburskiego Teatru Aleksandryjskiego w reżyserii Walerija Fokina; „Wieczór Trzech Króli” Szekspira z Teatru Narodowego w Krajowej (Rumunia) w reżyserii Silviu Purcarete; „Podział południa” Paula Claudela z paryskiej Komedii Francuskiej w reżyserii Yves Beaunesne; molierowskiego „Don Juana” z Teatru Narodowego im. Iwana Wazowa (Bułgaria) w reżyserii Aleksandra Morfowa; „Kobietę diabła” Karla Schönherra z wiedeńskiego Burgtheater w reżyserii Martina Kušeja i „Trylogię letniskową” Goldoniego z Piccolo Teatro di Milano w reżyserii Toniego Servillo.

Już na pierwszy rzut oka widać, że teatry narodowe najchętniej sięgają po klasykę rodzimą lub europejską, ich misją jest prowadzenie dialogu z tradycją. Podkreślam: „dialogu”, bo nie ma to nic wspólnego z tzw. kultywowaniem i oddawaniem czci, tylko z poczuciem powinności stałego przewietrzania magazynów kulturalnych, w których spoczywają teksty i inscenizacje warte nowatorskiego potraktowania. Teatry narodowe szukają w dramatach wartości, po które warto sięgać i których nie wolno odrzucać, jeśli chce się zachować świadomość przynależności do wspólnoty.

Przegląd teatrów narodowych dowiódł, że tą wspólnotą jest Europa. W europejskości zawiera się swoisty gen przynależności kulturowej do wspólnej skali wartości, a nawet podobnych upodobań estetycznych (zmiennych w poszczególnych epokach, ale przecież nadal wspólnych).

Kolejną cechą prezentowanych spektakli był ich profesjonalizm. Rzecz wydawałoby się oczywista, ale nie dzisiaj, kiedy wokół tyle lichoty i produkcji drugiego gatunku. Nie znaczy to jednak, że wszystkie przedstawienia reprezentowały równie doskonały poziom. Dominowały spektakle Rosjan, Bułgarów i Włochów. W dużej mierze to kwestia repertuaru.

Byli przegrani…
Wygrali klasycy: Gogol, Molier, Goldoni (znacznie słabiej zaprezentował się Szekspir). Przegrali klasycy młodsi: Claudel i Schönherr. Pokazano ich sztuki kameralne, z minimalną obsadą. Trudno nimi wygrywać na dużej scenie. „Podziału południa” Claudela chyba nikt by nie uratował. Przedstawienie zostało przygotowane z godną podziwu starannością, pomysłową inscenizacją. Aktorzy robili, co mogli, aby uwiarygodnić zawiłą opowieść o przemytnikach uwikłanych w erotyczne uzależnienia, kończącą się nagłą konwersją bohatera postanawiającego odkupić grzechy w imię Chrystusa. Nawet katolicka (w większości) polska publiczność chłodno przyjęła tę mocno zideologizowaną i dętą historię.

W opowieści o „Kobiecie diable” uwagę przyciągały niezwykłe dekoracje: monumentalne konary zwalonych ściętych drzew, po których przemykali się, biegali, stąpali i skakali bohaterowie. Robiło to duże wrażenie, ale jednocześnie budziło lęk o aktorów, którzy musieli wykazać się niemałymi umiejętnościami akrobatycznymi. Największe wrażenie zrobił finałowy „taniec pelikana”, ostatnia scena symbolizująca katastrofę życiową bohaterów, w porywającym wykonaniu Brigid Minichmayr. Dodać trzeba, że ten końcowy taniec odbywał się na poziomie sceny, a nie na konarach. Było to bardzo sztuczne i dowiodło, że w teatrze najczęściej sztuczność zwycięża naturalność.

Nie zawsze jednak tak bywa, co pokazał „Wieczór Trzech Króli”. Silviu Purcarete, słynący z wielu
niestandardowych inscenizacji, wykorzystał tekst komedii Szekspira do ukazania Rumunii po Caucescu, pogrążonej w brzydocie, pustce i zagubieniu. Na scenie postawił dziesiątki krasnali ogrodowych, przeszklone szafy biblioteczne bez książek, postaci zbrzydził, kolorowy dwór księcia poszarzył, wystroił dworzan w czarne, za długie płaszcze. Mimo czytelności intencji Szekspir na tym stracił – wieloznaczna komedia została sprowadzona do smętnego krajobrazu po katastrofie.

… i wielcy wygrani
Inni klasycy pokazali swoją młodzieńczą twarz. Fokin przeniósł Gogolowski „Ożenek” na lodowisko-arenę, przydając grze konkurentów charakter zawodów jazdy figurowej. Jego postaci to karykatury. W tym widowiskowym i zjadliwie satyrycznym spektaklu pojawia się jednak też przejmujący akcent – jeden z zalotników został przedstawiony jako niepełnosprawny.

Pełnym wigoru okazał się „Don Juan” – za sprawą inteligentnej inkrustacji widowiska elementami lokalnego folkloru i trafnie dozowanej charakterystyczności. Rozbudowana scena podwójnych zalotów Don Juana do dwóch wiejskich dziewczyn urosła do iście dionizyjskiego pokazu radości istnienia. Nie stało to w sprzeczności z dramatycznym finałem, zaznaczonym symbolicznie strugą piasku sypiącego się z niewidocznej klepsydry na skazanego przez Niebo zuchwałka.

Goldoni, pokazany na „deser”, to opowieść pastelowa, utrzymana w tonacji wyważonej, w której nie brakowało ostrzejszych kresek. Tak namalowany został przez reżysera i aktora w jednej sobie – Toniego Servillo – jego przewrotny Ferdinando, polujący na posag kochliwej wdowy.

W przedstawieniach teatrów narodowych nie było uwspółcześniania dramatów ani jaskrawo odstających od treści kostiumowych przebieranek. Artyści poszukiwali wspólnych tonów ze współczesnością w uniwersalnych sensach, a nie w zewnętrznych atrybutach. To także ważna wskazówka dla harcowników, obcesowo traktujących klasykę, czasem do celów niewiele mających wspólnego z jej przesłaniem.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH