(Nie)bezpieczne związki

(Nie)bezpieczne związki


Według zwolenników małżeństwa wolny związek to zabawa w dom. Pary, które mieszkają ze sobą bez ślubu twierdzą, że prawdziwa miłość nie potrzebuje obrączek i dokumentów. Ale bez dzieci, bez seksu? Tak, takie pary również istnieją, i otwarcie się do tego przyznają.

Jeszcze do niedawna wszystko było proste – dziewczyna zanim skończyła 25 lat wychodziła za mąż. Jeśli nie, uważano ją za starą pannę, a o mężczyźnie, który w odpowiednim czasie nie zakładał rodziny, mówiono „dziwak” i „stary kawaler”. Iwona Ring, psycholog z Pracowni Psychologicznej Ego, podkreśla, że tak silna była wówczas presja społeczna. Czyżby więc małżeństwo stało się przeżytkiem? Czy może życie bez aktu ślubu to moda?

– W tworzeniu się wolnych związków dużą rolę odgrywa tęsknota za partnerstwem – tłumaczy psycholog. Pary obawiają się tradycyjnych modeli związków, zwłaszcza jeżeli małżeństwa ich rodziców czy przyjaciół nie należą do udanych. Widzą, że ślub nie jest gwarancją miłości, wierności i bycia ze sobą na dobre i złe. W wolnym związku chcą sobie zagwarantować szansę na partnerstwo, swobodę, prawo do zachowania własnych przyzwyczajeń i wartości, w ten sposób nie muszą dochodzić do kompromisów z partnerem w każdej sferze. Dotyczy to nie tylko mężczyzn, dla których – jak powszechnie się uważa – życie w nieformalnym związku jest wygodne. Panowie nie chcą się znaleźć pod pantoflem żony, wolą uniknąć odpowiedzialności, z jaką wiąże się założenie rodziny. Dawniej małżeństwo dawało kobietom poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Dziś dobrze wykształcone i zaradne nie dążą do tego, by za wszelką cenę mieć męża u swojego boku. Rodzina kojarzy się im z pracą na dwóch etatach – w pracy i w domu, z koniecznością rezygnacji z zaspokajania osobistych potrzeb na rzecz gotowania, sprzątania, prania i prasowania.

– Utrzymanie dystansu w wolnych związkach gwarantuje partnerstwo, ale tylko pozornie – mówi Iwona Ring. Często w podświadomości partnerów wzorzec tradycyjnej rodziny jest tak silny, że mimo nieformalnego układu pojawiają się w ich życiu te same kwestie, jakby byli małżeństwem. Jest to powtarzanie modeli rodzinnych. Nasza psychika i podświadomość jest silniejsza i niezależna od tego, czy w szufladzie mamy akt ślubu.

Wieczne nastolatki
Czy można być parą i nie mieszkać razem? Okazuje się, że można i staje się to dość powszechne nie tylko wśród nastolatków. Taka parę określa się mianem „związek latający” (z ang. Living Apart Together).

Magda (31 l.) od 5 lat spotyka się z Tomaszem (36 l.). Nie mieszkają razem, mimo że Tomasz ma swoje mieszkanie. Oboje cenią sobie własną niezależność. Magda mieszka z rodzicami i nie ma ochoty wprowadzać się do partnera. – Tomek często wyjeżdża w kilkudniowe delegacje, ja także dużo pracuję, również w weekendy. W domu byśmy się tylko mijali. Spotykamy się, kiedy mamy oboje wolny czas, ochotę i nastrój – wyjaśnia. Zdaniem Tomasza ten rodzaj związku jest dla nich idealny, ponieważ nie kłócą się o codzienne drobiazgi, takie jak ścielenie łóżka, porozrzucane ubrania czy zmywanie naczyń po kolacji. Magda dodaje, że mają inne przyzwyczajenia, z którymi ciężko byłoby im żyć na co dzień. Świetnie się natomiast dogadują podczas wakacji czy rowerowych wycieczek za miasto.

Zdaniem psychologa taka para trochę jest parą, ale… nie do końca. Można mieć 30, a nawet 40 lat, a w głębi duszy wciąż być 16-latkiem. Osoby, które w życiu zawodowym pracują na wysokich stanowiskach i odnoszą sukcesy, w sferze emocji mogą funkcjonować jak nastolatki. „Latający związek” nie niesie ze sobą żadnych zobowiązań.

– Ciekawe – zastanawia się Iwona Ring – jak wyglądają relacje partnerów z ich rodzicami. Być może jedna z tych osób, a może i obie, nie rozstały się ze swoimi rodzicami i nie zdecydowały się rozpocząć dorosłego życia, które zawsze łączy się z wzięciem na siebie odpowiedzialności. Co więcej, chcą utrzymać relacje rodzinne typowe dla nastolatków. Być może mama Magdy robi jej pranie, prasowanie, gotuje obiady. Córka po randce opowiada mamie o filmie, który oglądała, oraz jak spędziła czas z partnerem. Taka córeczka mamusi bardziej potrzebuje kontaktu z rodzicem niż stałego związku z mężczyzną – dodaje psycholog.

Zdarza się też, że mężczyzna, który mieszka u mamy, nie wie, gdzie się robi zakupy, gdzie wyrzuca śmieci. Bezpiecznie czuje się w rodzinnym domu otoczony opieką rodziców. Zdarza się też, że rozpoczęcie samodzielnego życia wstrzymuje sytuacja rodziców. Trudniej jest odejść z domu, jeśli między rodzicami jest wiele konfliktów lub emocjonalna pustka, a jedynym spoiwem w tej rodzinie jest dziecko. Trudniej jest też odejść od samotnej mamy lub ojca – dorosłe dziecko obawia się, jak będzie wyglądało życie rodzica, gdy zostanie zupełnie sam.

U podstaw takiego „latającego związku” leży niechęć i silny lęk przed dorosłym życiem, obawa, że dorosły człowiek nie sprosta pokładanym w nim nadziejom, oczekiwaniom, własnym aspiracjom. Wtedy pojawia się pokusa, by dorosłość odłożyć na nieco później. W „latającym związku” partnerzy mogą być sobą zafascynowani, mogą mieć wspólnych przyjaciół, wspólne zainteresowania, ale unikają odpowiedzialności, wspólnego podejmowania decyzji, wzajemnego wspierania się.

Czy „wieczni nastolatkowie” potrafią zdecydować się na dziecko? – Czasami los pisze własny scenariusz – twierdzi Iwona Ring. Trudno jednak świadomie decydować się na dziecko komuś, kto sam czuje się dzieckiem. Zdarza się, że dzieckiem urodzonym w takim związku opiekują się rodzice partnerów – dziadkowie, którzy w jakimś sensie pełnią dla niego rolę mamy i taty, a rodzice mają z nim kontakt bardziej jak siostra i brat.

Na kocią łapę
Do niedawna wolny związek był nazywany – trochę pogardliwie – konkubinatem. Dziś zyskał nową, ładniej brzmiącą nazwę – kohabitacja (z fr. cohabilitatin – współzamieszkiwanie).

Iwona (34 l.) od 6 lat jest w związku z Januszem (35 l.). Spotykali się przez półtora roku, później podjęli decyzję o zamieszkaniu razem w wynajmowanym mieszkaniu. Rok temu wzięli razem kredyt i kupili mieszkanie, które cały czas jeszcze urządzają. – Nienawidzę ceremonii i papierków – mówi Janusz. – Tego, co powiedziałem Iwonie kilka lat temu nie zamierzam powtarzać przed żadnym urzędem czy księdzem. Iwona dodaje, że ślub w Polsce jest bardzo kosztowny. Poza tym, osobno mogą korzystniej rozliczać się z fiskusem. Jeśli przypadkiem – bo nie planują – ich rodzina się powiększy, to nie są pewni, czy zdecydują się na legalizację związku.

– Tu rzeczywiście również nastąpiły ogromne zmiany – mówi Iwona Ring. Kiedyś, by mieszkać z partnerem bez narażania się na potępienie, trzeba było mieć ślub. Ślub był w ogóle zdarzeniem uzasadniającym odejście od rodziców, wyprowadzenie się z domu. Dziś młodzi ludzie wyprowadzają się z domu nawet wtedy, gdy nie ma takiej konieczności. Często na przykład wspólnie ze znajomymi wynajmują mieszkanie. Kolejnym etapem bywa kupno mieszkania samodzielnie lub z partnerem. To praktyczne i znaczące rozwiązanie. W sensie psychologicznym można je traktować jako sygnał, że partnerzy są ze sobą blisko. W końcu nie z każdym chcemy mieszkać, a tym bardziej nie z każdym podejmuje się tak znaczące decyzje, jak wybór, kupno i urządzanie mieszkania. Może to być zmiana kolejności zdarzeń, bo np. para marzy o pięknym, hucznym weselu, a obecnie ich na to nie stać, a może wcale nie są przekonani, że chcą być na zawsze razem. Często myślą, że pewnego dnia zalegalizują związek, ale jeśli im się nie uda – nie tylko ze ślubem, ale i z byciem razem – to rozstaną się bez żadnych formalności i sprzedadzą mieszkanie. – Wspólne mieszkanie jest taką próbą, okazją do przyglądania się sobie nawzajem – wyjaśnia psycholog.

Zdarza się jednak, że życie na kocią łapę jest swego rodzaju pułapką. Mieszkając razem, poznając się coraz lepiej, partnerzy odkrywają swoje wady i słabości. Jeśli nie byli pewni siebie na początku, to z czasem wątpliwości pojawia się coraz więcej. Ślub, który jest tylko formalnością w zalegalizowaniu wieloletniego związku, odkłada się na później. Zdarza się, że brak ślubu, fakt z pozoru nieważny, ma ogromny wpływ na relacje między partnerami. W takim związku mogą czuć się nie dość ważni, nie dość kochani i akceptowani.

2 + 0
Jeszcze kilka lat temu jeśli para świadomie nie decydowała się na powiększenie rodziny, nie mówiła o tym otwarcie. Dziś popularność zdobywa model DINKY, czyli Double Income, No Kids Yet (podwójny dochód, żadnych dzieci). Kobiety przyznają, że wcale nie kochają dzieci i nie chcą być matkami.

Edyta (39 l.) stosuje antykoncepcję, unika ciąży, mimo że cała rodzina zarówno jej, jak i męża Piotra (46 l.) dopytuje się o dziecko. Tymczasem oboje są szczęśliwi bez potomka, czują się niezależni. – W każdej chwili możemy polecieć na koniec świata na wakacje, możemy spędzać czas, tak jak lubimy, uprawiając sporty ekstremalne – tłumaczy Edyta. – Z dzieckiem byłoby to niemożliwe. Piotr dodaje, że taki układ jest dla nich wygodny, a poza tym… mogą kochać się ze sobą kiedy tylko mają ochotę, bez obawy, że do pokoju wejdzie dziecko.

Zdaniem psychologa czas dorosłego życia bez dzieci jest ważny i potrzebny. Można rozwijać swoje pasje i osiągać zawodowe sukcesy. W ostatnich latach obserwujemy przesuwanie się momentu podejmowania decyzji o potomku. Pierwsze dziecko rodzą kobiety po trzydziestce. Są pary, czy też panie, bo to często ich decyzja, które świadomie rezygnują z rodzicielstwa. Przyczyn może być wiele, ale wśród nich jest i brak chęci posiadania dziecka. Choć instynkt macierzyński jest niezwykle silny, nie każda kobieta z równą siłą odczuwa pragnienie urodzenia dziecka.

Dorośli mogą mieć różne systemy wartości, różne życiowe cele i priorytety, nie zawsze rodzicielstwo współbrzmi z nimi, czasami mogłoby uniemożliwić ich realizację. Ważne jest, aby była to rzeczywiście wspólna decyzja partnerów.

Związek na odległość
W momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej otworzyły się granice i możliwości znalezienia pracy. Młodzi ludzie bez sentymentów zostawiają kraj, swoich bliskich i jadą w poszukiwaniu lepszego życia. Szacuje się, że od 2004 roku około 2 mln Polaków wyjechało za granicę.

Iza (42 l.) została we Wrocławiu z nastoletnią córką, Robert (40 l.) dostał kontrakt na rok we Frankfurcie. – Szkoda byłoby mi tracić taką szansę nie tylko na lepsze zarobki, ale też w sensie zawodowym, bo miałem zagwarantowane szkolenia – mówi Robert. Iza na początku była trochę rozgoryczona faktem, że mąż cały rok będzie miał swego rodzaju wakacje od domu. – Obawiałam się też jak oboje zniesiemy rozłąkę – wyznaje Iza.

– Jeśli jest to wspólna decyzja obojga partnerów, jeśli żadne z nich nie czuje się poszkodowane i wykorzystane – jedno, że wyjeżdża, by zarabiać na rodzinę, a drugie, że pozostaje ze wszystkimi rodzinnymi obowiązkami – wtedy łatwiej jest przetrwać czas rozłąki i wrócić do siebie po roku, dwóch lub kilku latach – wyjaśnia Iwona Ring.

Trudniej, gdy decyzja o wyjeździe zbiega się z kryzysem w związku lub – co również nierzadko się zdarza – jest pomysłem na poradzenie sobie z problemem. Kobieta, która zostaje z rodziną, często czuje się rozgoryczona, nadmiernie obciążona obowiązkami. Czuje złość na partnera, że tak łatwo, zasłaniając się sprawami zawodowymi, wyzwolił się ze swoich rodzinnych obowiązków. Nie jest pewna jego uczuć, wierności. Jeśli czas rozstania sprawia, że w związku narasta nieufność, złość, żal, gniew, poczucie krzywdy, jeśli przybywa niedopowiedzeń, to rozstanie bywa dla partnerów czasem trudnej próby i zdarza się, że jeszcze ciężej jest do siebie wrócić.

Białe małżeństwo
Czy życie bez seksu jest możliwe? Dla większości z nas pewnie nie, ale psychologowie mówią, że coraz więcej par żyje „na biało”.

Agata (33 l.) i Paweł (38 l.) są małżeństwem od 6 lat. Dla Agaty, która była wychowywana w poczuciu, że „tych spraw” trzeba się wstydzić, seks nigdy nie był zbytnią przyjemnością. Rok po ślubie Paweł założył własną firmę i rzucił się w wir pracy. – Jestem tak zmęczony, zestresowany, często pracuję nawet w weekendy. Wieczorem marzę tylko i wyłącznie o tym, żeby położyć się spać – tłumaczy Paweł. Agata jest na urlopie wychowawczym, opiekuje się ich 3-letnią córką. Dodaje, że dobrze im ze sobą, nie nalega na seks, wystarczy jej, że się czasami przytulą do siebie.

W dzisiejszym świecie seks jest wszechobecny. Atakuje nas z ekranów telewizorów, billboardów, a także w codziennych sytuacjach. Tymczasem ludzie pracują coraz więcej, poddawani są ogromnej presji i z trudem radzą sobie ze stresem. Często przepracowaniu i zmęczeniu towarzyszy oddalanie się od siebie. Partnerzy mają coraz mniej czasu dla siebie, coraz mniej ich łączy. Już nie chodzą razem do kina, nie spotykają się ze znajomymi, od wielu lat nie jedli kolacji przy świecach. Psycholog ostrzega, że unikanie seksu jest często sygnałem trudności osobistych przeżywanych przez partnerów lub w relacjach między nimi.


#Na ślubnym kobiercu
Od kilku lat w Warszawie liczba zawieranych związków małżeńskich (zarówno konkordatowych, jak i cywilnych) utrzymuje się na podobnym poziomie. W 2005 roku „tak” powiedziały sobie 10342 pary, w 2006 roku – 10826, w 2007
– 10105, a do połowy bieżącego roku już 5387 par zdecydowało się na legalizację związku. (Źródło: dane z Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy)

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH