Nie można się odwrócić od ludzi

Z WALDEMAREM KRASKĄ, WICEMINISTREM ZDROWIA I PEŁNOMOCNIKIEM RZĄDU DS. RATOWNICTWA MEDYCZNEGO,
ROZMAWIAJĄ KATARZYNA PINKOSZ I PAWEŁ KRUŚ.

Z czego jest Pan najbardziej zadowolony, jeśli chodzi o ostatnią kadencję w pracy parlamentarnej? Co się udało zrobić?

Kluczowe jest uchwalenie ustawy o 6 proc. PKB na zdrowie, która jest fundamentalną ustawą dla systemu ochrony zdrowia. Jej efekty będą widoczne w najbliższej przyszłości, gdy pieniądze na ochronę zdrowia będą większe. Najczęściej mówimy o finansach, jednak równie ważna jest dobra organizacja systemu, zaczynając od POZ, a kończąc na poradniach specjalistycznych i tzw. sieci szpitali. Sporo się też działo podczas prac parlamentarnych w tej kadencji. Udało się np. wprowadzić szczepionki przeciw wirusowi RS dla wcześniaków z niewydolnością płuc. Szczepionki były drogie, wielu rodziców nie było na nie stać. Dzieci bardzo ciężko przechodziły infekcje, były wielokrotnie hospitalizowane, leżały na oddziałach intensywnej terapii. Ciężko pracowaliśmy też podczas konferencji w Senacie, których podczas tej kadencji było wyjątkowo dużo.

Takiej pracy, jaką wykonaliście z panem marszałkiem Stanisławem Karczewskim w Senacie, dzięki konferencjom na temat ochrony zdrowia, wcześniej nie wykonał nikt. Było to otwarcie się Polski na nowoczesną medycynę.

Staraliśmy się przybliżyć temat nowoczesnych technologii. Każdy z nas chciałby się leczyć, korzystając z najnowszych osiągnięć medycyny, jednak innowacje bardzo często są kosztowne i pewnie nie ma kraju na świecie, który mógłby każdemu pacjentowi zaoferować wszystkie osiągnięcia dzisiejszej medycyny. Staramy się systematycznie wprowadzać innowacyjne leki dla pacjentów, tak jak niedawno w raku piersi czy chorobach rzadkich, takich jak np. SMA czy choroba Fabry’ego. Jednak lata zaniedbań w systemie spowodowały, że nie jesteśmy w stanie nadrobić wszystkiego od ręki. To naprawdę duży dylemat, kiedy musimy komuś odmówić terapii po to, żeby ktoś inny mógł ją dostać. Dla mnie, jako lekarza, jest to bardzo trudne.

Pełni Pan od niedawna podwójną funkcję: wiceministra zdrowia, a jednocześnie pełnomocnika rządu ds. ratownictwa medycznego. To trudna dziedzina, bardzo zaniedbana.

Przyznaję, że przyjmowałem to stanowisko z pewną dozą niepewności. Wiąże się to z dużą presją i wielkimi oczekiwaniami. Mamy około 20 tys. ratowników medycznych – to bardzo ważna grupa dla każdego, niezależnie, czy ktoś jest politykiem, posłem, biznesmenem, czy nauczycielem. Od tego, jak będzie wyposażona karetka, czy będzie w niej doświadczony ratownik, zależy nasze życie. Wiele lat jeździłem w zespole ratownictwa medycznego i z własnego doświadczenia wiem, że praca w karetce może być satysfakcjonująca. Faktycznie człowiek ma poczucie, że uratował komuś życie. Rusza właśnie proces legislacyjny ustawy o zawodzie ratownika medycznego i o samorządzie ratowników medycznych. Trzeba docenić rangę tego zawodu.

Co najważniejszego zmienia ta ustawa?

Ratownicy chcą mieć swój samorząd – na wzór izby lekarskiej. Chcielibyśmy poszerzyć możliwości rozwoju zawodowego, ponieważ w tej chwili ratownicy mogą zrobić 3-letni licencjat, nie mają możliwości uzyskania tytułu magistra. Chciałbym też uniknąć odpływu z zawodu, który jest widoczny, i nad którym bardzo ubolewam. Czeka nas nowelizacja ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, którą zajmiemy się najprawdopodobniej w przyszłym roku. Trzeba uporządkować wiele kwestii, jak chociażby tę, czy w karetce powinien być lekarz, czy nie, a jeśli tak, to na jakich warunkach. W wielu krajach system nie przewiduje lekarza w obsadzie karetki. Np. w Niemczech do pacjenta jedzie karetka z ratownikiem, a jeśli jest taka konieczność, lekarz dojeżdża oddzielnym pojazdem. Praktykowany jest też system konsultacyjny, w którym lekarz udziela wsparcia ratownikom przez telefon lub wideotelefon. Musimy rozważyć, który system wybierzemy. Nasi ratownicy, w porównaniu z innymi krajami Europy Zachodniej, są bardzo wysoce wykwalifikowani i dlatego mają większe uprawnienia np. co do podawania leków.

Jednym z problemów ratownictwa medycznego jest to, że pacjenci często niepotrzebnie wzywają karetkę pogotowia albo niepotrzebnie idą na SOR. Do pewnego stopnia jest to zrozumiałe, bo wiedzą, że tam otrzymają pomoc – nawet jeśli będą musieli trochę poczekać. Wydaje się, że nie usprawni się systemu ratownictwa medycznego, jeśli nie poprawi się dostępności do leczenia i diagnostyki w innych obszarach.

Zaczynamy od POZ, który musi przejąć na siebie część tych pacjentów, którzy niepotrzebnie trafiają na SOR, a mogliby trafić do POZ lub – po godzinie 18:00 – do nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Mamy deklaracje od lekarzy rodzinnych, że chcą włączyć się w reformę. Myślę, że problemem jest duże niedoinformowanie pacjentów, którzy uważają, że SOR to jedyne miejsce, gdzie mogą się zgłosić. Rozpoczynamy kampanię informacyjną, chcemy mówić o tym, że z przeziębieniem nie należy iść na SOR. Na uruchomionej przez NFZ infolinii można się dowiedzieć, gdzie w najbliższej lokalizacji jest nocna i świąteczna pomoc lekarska. W krajach skandynawskich, jeśli pacjent dzwoni na pogotowie i pyta, dokąd może się udać, to umawiają mu nawet wizytę na konkretną godzinę, kiedy może się zgłosić do lekarza rodzinnego. Myślę, że to jest dobry system.

Zmiany w ratownictwie są już powoli wprowadzane? Ministerstwo wdraża program wymiany karetek.

Przeznaczyliśmy 80 mln zł na zakup 200 karetek. Obecnie używane samochody często mają wiele lat, duży przebieg, są po wypadkach. W wielu krajach po pięciu latach ambulans jest automatycznie wymieniany na nowy.

Jakie są Pana plany na przyszłą kadencję? Jakie widzi Pan problemy, które powinny być rozwiązane w przyszłej kadencji?

Chciałbym, aby to była kontynuacja dotychczasowych działań. Począwszy od tzw. sieci szpitali, którą wprowadziliśmy, ale która wymaga kolejnych modyfikacji. W tym roku zwiększyliśmy ilość pieniędzy dla szpitali pierwszego i drugiego stopnia, czyli powiatowych i niektórych wojewódzkich. Te środki są bardzo potrzebne, także na wynagrodzenia dla pracowników. 2 mld zł chcemy przeznaczyć dla najmniejszych szpitali, które przeważnie są szpitalami powiatowymi.

Chodzi o płace nie tylko lekarzy i pielęgniarek?

W przypadku lekarzy i pielęgniarek ten poziom płac wcale nie jest najniższy. Mówimy o ratownikach, diagnostach, laborantach, rehabilitantach, sekretarkach medycznych czy administracji. Szpital jest wielkim organizmem, jest wiele grup, które współpracują i bez nich
niewiele da się zrobić.

A jaki jest program dla pacjentów? Na wzroście finansowania z ustawy o 6 proc. PKB pacjenci na razie niemal nie zyskali.

Miernikiem systemu zdrowotnego są kolejki. Jeśli nie ma kolejek, to system działa dobrze. Mamy tu przykłady poprawy. 3 lata temu około 500 tysięcy ludzi czekało na zabieg usunięcia zaćmy, w tej chwili jest o połowę mniej. Podobnie jest w przypadku endoprotezoplastyki stawu biodrowego. W przypadku tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego – również o połowę skróciliśmy okres oczekiwania. Podobnie jeśli chodzi o rehabilitację. Wprowadzamy opiekę koordynowaną. Po urazie czy operacji stawu biodrowego rehabilitacja powinna być do razu, a nie po pół roku, bo zmiany mogą być nieodwracalne. Czekanie na rehabilitację parę miesięcy pogłębia uraz.

To, co państwu udało się osiągnąć przez te 4 lata, to też zauważalna inna jakość rozmowy – z mediami, pacjentami, pracownikami medycznymi. 4 lata temu naprawdę tak nie było.

Niedawno byliśmy w jednym ze szpitali niedaleko Wrocławia, przekazywaliśmy pieniądze na karetki. Obok stała grupa ludzi z transparentem „Więcej pieniędzy dla szpitali powiatowych”. Mówiono mi, żeby z nimi nie rozmawiać, bo to sprawa medialna. Nie rozumiem, dlaczego nie rozmawiać. Jeśli ci ludzie przyszli, to trzeba z nimi rozmawiać. Okazało się, że to byli pracownicy szpitala. Nie można od nich odwrócić się i odejść.



POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH