Atramentowe serce

Najważniejszy rozdział


„Tamtej nocy – nocy, od której tyle się zaczęło i która tak wiele zmieniła raz na zawsze – Meggie jak zwykle miała pod poduszką jedną ze swych ulubionych książek. (…) Kiedy ją otworzyła, strony zaszeleściły obiecująco. Meggie uważała, że ten pierwszy szept kartek jest za każdym razem inny, w zależności od tego, czy już wie, co książka jej opowie, czy też jeszcze nie”. („Atramentowe serce” C. Funke, Wydawnictwo Egmont)

Literatura dziecięco-młodzie­żowa – ten rozdział w swoim czytelniczym życiu uznawałem od wielu lat za zamknięty, aczkolwiek przyznawałem i przyznaję, że był to rozdział najważniejszy. Nie wiem, kiedy nagle przestałem sięgać po książki Bahdaja, Niziurskiego, Ożogowskiej, by nie wspomnieć o klasyce piracko-przygodowo-historycznej. Jeszcze w liceum towarzyszyłem mojemu młodszemu bratu w tej literackiej przygodzie, niemniej odnoszę wrażenie, że już wtedy powoli zacząłem przechodzić na stronę literatury „dorosłej”.

KANON LEKTUR
Przez wiele lat uważałem, iż na tzw. literaturę dziecięco-młodzieżową składa się od dawien dawna ustalony i nieodmienny korpus dzieł. W tym przekonaniu umacniał mnie zresztą zestaw lektur szkoły podstawowej, niepodatny na upływ czasu, zmiany ustrojowe i kolejne reformy szkolnictwa. Inaczej mówiąc, że nic nie jest tak „kanonizowane”, jak właśnie literatura dziecięco-młodzieżowa, i że wszyscy w pewnym okresie czytamy od dawien dawna to samo.

Co prawda, co jakiś czas dochodziły mnie słuchy, że ów obszar nie jest aż taką skamieliną, jak mi się wydawało, i że dzieciaki wcale nie poruszają się w rezerwacie „Małych Lordów”, „Małych księżniczek”, „Tajemniczych ogrodów”, „Pięcioro dzieci i cosiów”, odwiecznych „Dzieci z Bullerbyn”. Rezerwat ten przewietrzają, co jakiś czas, a to kolejne książki Astrid Lindgren, a to „Muminki”, a to „Niekończąca się historia” Michaela Endego, a to Roald Dahl, wreszcie kolejne tomy przygód Harry Pottera Joanne K. Rowling. Co innego jednak usłyszeć, a co innego doświadczyć samemu i wrócić na łono literatury dziecięcej.

POWRÓT DO DZIECIŃSTWA
Dzięki moim małoletnim córkom staram się odkryć magiczny świat książek, a przy okazji przejść również przez mordęgę anachronicznych lektur szkolnych. Ale okazuje się, że to one odkrywają nieznane mi dotąd morza i lądy.

Wszystko zaczęło się od prośby mojej jedenastoletniej córki, żebym przeczytał jej na głos „Atramentowe serce” niemieckiej autorki Cornelii Funke. Od pierwszych zdań czułem, że zaczynam znowu przeżywać coś, co dane jest tylko wtedy, gdy zachłannie czyta się książkę, jak książkę swego życia. Albo gdy obdarzony już pewnym bagażem czytelniczych doznań jest się przekonanym, że obcujemy z arcydziełem, choćby i uszytym tylko na naszą miarę, ale z czymś naprawdę niepowtarzalnym.

OCALIĆ „ATRAMENTOWE SERCE”
Dla kilkunastoletniej Meggie książki są i chlebem powszednim, i nieustającym świętem zarazem. Jest ona bowiem nieodrodną córką Mortimera Folcharta (zwanym Mo), „lekarza książek”, czyli niezwykłego introligatora – artysty. Poznajemy ją w chwili, gdy w jej życiu pojawia się nader tajemnicza postać – Smolipaluch. Po spotkaniu z nim Mortimer podejmuje natychmiastową decyzję o opuszczeniu dotychczasowego miejsca zamieszkania, by udać się do ciotki Meggie, Elinor, kolekcjonerki starodruków i właścicielki ogromnej i niezwykłej biblioteki.

Niewątpliwie Mo przed czymś lub przed kimś ucieka, starannie ukrywając zarazem, czy też chroniąc, książkę zatytułowaną „Atramentowe serce” włoskiego pisarza Fenoglia. Tę właśnie książkę, być może ostatni istniejący egzemplarz, stara się zdobyć za wszelką cenę Capricorn, złowrogi i niecofający się przed niczym bandzior. Wreszcie Meggie dowiaduje się, co łączy jej ojca z Capricornem, z jego bandą, ze Smolipaluchem i dlaczego wszyscy tak bezpardonowo walczą o „Atramentowe serce”. Mo obdarzony został niezwykłym darem, którego moc w pełni ujawniła się w swoim czasie przy czytaniu na głos tej właśnie powieści. Głos Mortimera potrafi w trakcie lektury książki przenieść do rzeczywistości niektóre postacie fikcyjne. Jedną z nich jest Capricorn, który „ucieleśniony”, czy też „urealniony”, już nie chce być fikcją.

ŚWIAT SIĘ KRĘCI WOKÓŁ KSIĄŻEK
Niewątpliwie jestem w swym czytelniczych emocjach podatny na powieści, w których książka jest jednym z motorów sprawczych opowieści (stąd nieprzemijająca fascynacja twórczością Jorge Luisa Borgesa). U Cornelii Funke w „Atramentowym sercu” wszystko się kręci wokół literatury. Każdy rozdział poprzedzony jest odpowiednim mottem z książek, których dobór jest wielce wyrafinowany i znaczący. Ale owe pisarskie odwoływanie się do pewnej wspólnoty emocjonalnej i intelektualnej widocznie odpowiada na jakieś czytelnicze tęsknoty – przecież „Atramentowe serce” trafiło do kilku milionów czytelników na całym świecie.

Dla mnie najistotniejsze jest odkrycie, że niewyobrażalny i niebywały (bo nieporównywalny z żadnym bestsellerem książkowym „dla dorosłych”) sukces kolejnych tomów Harrego Pottera nie jest odosobnionym wydarzeniem w obszarze tzw. literatury dziecięco-młodzieżowej. Jestem przekonany, że dzieją się tam znacznie ciekawsze rzeczy niż w literaturze dla dorosłych. Każdą wizytę w mojej ulubionej księgarni zaczynam od działu książek dla dzieci i młodzieży. I spędzam tam długie chwile przeżywając rozterki, czy kupić moim córkom „klasykę” z moich lat szczenięcych, czy też zaryzykować i nabyć coś nieznanego.

Sądząc po zewnętrznych atrybutach (okładka, ilustracje) i pierwszych zdaniach, nowości wyglądają nader zachęcającego. Nierzadko wychodzę np. z kolejnym tomem (wreszcie wznowiono po wielu latach) „Mary Poppins” Pameli L.Travers (w przekładzie genialnej Ireny Tuwim) i z nieznanym mi zupełnie „Gwiezdnym pyłem” Neila Gaimana.

Po czym kilka dni później stwierdzam, że i owszem rezerwat ma się całkiem nieźle, ale po przewietrzeniu to wciąż najwspanialszy park wszelakich atrakcji.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH