Koszty refundacji ponoszą pacjenci

Koszty refundacji ponoszą pacjenci


Wywiad ze Zdzisławem J. Sabiłłą, prezesem Pharma Business Administration Consultancy.

Wciąż czekamy na zmianę ustawy Prawo farmaceutyczne, m.in. na zmiany w systemie refundacji leków. A jak wygląda ten system w krajach Unii Europejskiej?

W UE nie ma jednego systemu refundacyjnego, jest ich 27. Każdy kraj ma swój własny, a Unia nie rekomenduje jednego. Wytyczne Komisji Europejskiej jeśli chodzi o rynek leków, są dosyć oględne. Unia chce, by wszyscy obywatele mieli dostęp do nowoczesnych metod leczenia po przystępnych cenach, chce też wspierać zarówno leki innowacyjne, jak i generyczne. To nie jest sprzeczność. W nowych krajach Unii jest większa sprzedaż leków generycznych, w starych – leków innowacyjnych, biotechnologicznych. Poza tym, jeśli uda się obniżyć ceny leków generycznych, to zaoszczędzone w ten sposób pieniądze na refundację można przeznaczyć na leki innowacyjne. Oczywiście kraje UE są bardzo zróżnicowane, różne są też ich wydatki na leki, liczone jako procent PKB. Najtańsze leki są w Polsce, w Niemczech np. są dwa razy droższe.

Leki refundowane są w Polsce najtańsze, ale polscy pacjenci bardzo dużo za nie płacą. To nie paradoks?

Państwa członkowskie UE ponoszą duże wydatki na leki ze środków publicznych. Na przykład w Holandii i Wielkiej Brytanii refundacja wynosi aż 98 proc., a w Polsce – 65 proc. Rzeczywiście w Polsce współpłacenie pacjentów za leki jest najwyższe z krajów UE. System refundacyjny obowiązujący w Polsce jest bowiem tak skonstruowany, aby wielkość środków publicznych przeznaczonych na leki utrzymywać mniej więcej na stałym poziomie, przerzucając większość kosztów farmakoterapii na barki pacjenta.

We wszystkich krajach próbuje się jednak kontrolować wydatki na leki refundowane…

Tak. Ale przez wiele różnych mechanizmów. Po pierwsze: ceny – urzędowe lub regulowane. Ustanowienie ceny leku na poziomie ceny urzędowej może następować w drodze jednostronnej decyzji płatnika, w drodze negocjacji między płatnikiem a producentem, albo na drodze tzw. porozumień dwustronnie dzielących ryzyko.

Czy raz wynegocjowana cena leku na liście jest stała?

Nie. Płatnik potem często wdraża mechanizmy służące do jej obniżania. Są to rewizje cen, zamrożenia i redukcje. Możliwość redukcji cen była kwestionowana przez firmy farmaceutyczne, sprawa znalazła się nawet w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, który stwierdził, że mogą mieć miejsce tego rodzaju obniżki. Płatnicy starają się również ograniczyć całkowitą kwotę przeznaczoną na refundację, wprowadzają też sztywną kwotę przeznaczoną na refundację leków drogich.

Coraz częściej mamy do czynienia z tzw. twórczym procesem tworzenia cen leków refundowanych. Są to np. porozumienia dwustronne dzielące ryzyko. W drodze negocjacji pomiędzy producentem a płatnikiem ustala się cenę na określonym poziomie pod określonymi warunkami, a jeśli nie zostaną one spełnione, to firma zobowiązuje się do obniżenia ceny albo do udzielenia rabatu. Inny rodzaj porozumienia to gwarancje wyników leczenia: firma gwarantuje, że stosowanie leku przyniesie określone korzyści zdrowotne, a jeśli nie, to cena będzie obniżana. Istnieją też porozumienia wolumenowo-cenowe: są to umowy, że leki będą dostarczane w określonej liczbie opakowań po określonej cenie i w określonym czasie. Ostatnie novum zastosowane w Holandii i Niemczech to przetargi na leki generyczne. Doprowadziło to do obniżenia ceny leków generycznych w Holandii o ponad 70 proc.

Czy płatnicy stosują też ograniczenia dotyczące ilości przepisywanych leków refundowanych?

Tak. Coraz częściej wprowadza się monitorowanie przepisywania leków. Na poziomie aptek istnieje możliwość substytucji generycznej, czyli możliwość wymiany przez pacjenta leku na tańszy, generyczny. Są też wytyczne dla lekarzy, dotyczące farmakoterapii, czyli osławione receptariusze. Tylko że za ich nieprzestrzeganie nie ma żadnych sankcji karnych, a lekarzowi, który się do nich nie stosuje, może być co najwyżej zwrócona uwaga. Określa się też budżet na leki przeznaczone do refundacji. To znaczy: lekarz pierwszego kontaktu dysponuje określoną kwotą, którą może przeznaczać na leki refundowane. W Polsce pojawiały się pomysły, żeby takie budżety wyznaczać farmaceutom. To absurd, ponieważ to nie aptekarze decydują, jaki lek ma dostać pacjent. To decyzja lekarza.

Jak wygląda w krajach Unii dopłacanie pacjentów do leków refundowanych?

Jest kilka różnych mechanizmów. To np. stała dla pacjenta opłata za lek (bez względu na jego cenę) za opakowanie określonej wielkości. Stała opłata dla pacjenta jest często mylona ze sztywną ceną, która jest u nas proponowana – ale to jest zupełnie coś innego. W niektórych krajach pacjenci dopłacają ustalony odsetek wartości od przepisanego leku. W Polsce obowiązuje refundacja do określonego limitu, za resztę płaci pacjent.

Jak ocenia Pan projekt nowej ustawy refundacyjnej?

Moim zdaniem, to rozwiązanie ma pewne plusy, ale jest też kilka niezbyt szczęśliwych rozwiązań, jak np. poszerzenie grup limitowych, automatyzm wprowadzenia leków generycznych na listy refundacyjne, stała kwota przeznaczona na refundację. Unia Europejska dąży do ograniczenia wzrostu wydatków na leki, ale nie do utrzymywania kwoty na refundację na stałym poziomie. Społeczeństwa starzeją się, potrzebują więcej leków; jeśli będziemy utrzymywać sztywną kwotę, to część osób nie będzie mogła być leczona. Uważam również, że zmniejszenie marży hurtowej do 4-5 proc. może spowodować obniżenie rentowności całej branży. Niedobre jest też obliczanie marży detalicznej od limitu, a nie od ceny.

Czy to znaczy, że po wprowadzeniu sztywnych cen na leki refundowane pacjenci mogą zapłacić za nie więcej?

Niestety tak. Jeżeli są ceny maksymalne, tak jak teraz, to mogą być też rabaty, a wtedy pacjent płaci mniej. Jeżeli mamy ceny sztywne, to możliwa jest sytuacja, że lek innowacyjny wypada z listy, gdyż nie jest w stanie konkurować z generycznymi. Mało prawdopodobne jest to, że w takiej sytuacji ceny leków generycznych będą dalej spadać. Przeciwnie, istnieją logiczne przesłanki, aby sądzić, że wzros­ną. A więc pacjent zapłaci więcej. Proszę zwrócić uwagę, że przy naszym systemie, gdzie obowiązuje limit, tak naprawdę refundacja płatnika jest stała, czyli budżet płaci tę samą kwotę. Dopłacają pacjenci. We Francji, w Hiszpanii, Grecji, Finlandii, Portugalii, na Węgrzech pacjent płaci określony procent ceny leku. Gdy kwota refundacji rośnie, to rosną też opłaty pacjenta, ale niewiele, gdyż ten wzrost jest solidarnie dzielony pomiędzy dwa podmioty.
W Wielkiej Brytanii pacjenci płacą za lek na receptę tyle samo, bez względu na jego cenę. Koszty refundacji są więc pokrywane przez płatnika. Cała gra pomiędzy płatnikiem a firmami odbywa się poza pacjentem. U nas koszty refundacji spoczywają na barkach pacjentów. Warto byłoby się zastanowić nad zmianą takiego systemu.

Dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH