Kolorowe mistrzostwa

Kolorowe mistrzostwa


Afryka zawsze kojarzyła mi się z kontynentem spalonym słońcem, safari, charakterystyczną muzyką reggae i skąpo odzianymi tancerzami. Po mundialu 2010 w RPA doszedł do tego obrazu charakterystyczny szum trąbek typu wuwuzele, fantazyjne stroje kibiców w narodowych barwach i najnowocześniejszej klasy stadiony.

Wygrali Hiszpanie, potwierdzając doskonałą formę swoich piłkarzy. Pozostałe miejsca na podium również zajęły drużyny europejskie: Holandia i Niemcy. A tuż za nimi – i to wywołało sensację – Urugwaj. Zresztą sensacji na tych mistrzostwach było więcej. Ogromne zaskoczenie wywołało odpadnięcie Argentyny i Brazylii przed dojściem do strefy medalowej. Diego Maradona w roli selekcjonera oparł grę zespołu na Leo Messim. Jednak Messi nie zdobył żadnej bramki. Oprócz niego odjechały do domu bez żadnych osiągnięć również inne gwiazdy: Kaka, Ronaldo, Rooney, Ribéry. To pokazało, że opieranie gry na jednym, nawet najbardziej utytułowanym piłkarzu nie sprawdziło się.

Największym wygranym tego mun­dialu jest trener reprezentacji Hiszpanii Vicente del Bosque. Miał on trudne zadanie do wykonania, ponieważ niezdobycie mistrzostwa świata zostałoby odebrane w jego kraju jako klęska. Trudno jest przejmować zespół opromieniony zdobyciem mistrzostwa Europy w 2008 roku. Osobisty sukces odniósł również Urugwajczyk Diego Forlan, który został uznany za najlepszego piłkarza tegorocznego mundialu.

Na pochwałę zasługuje także gra reprezentacji Niemiec. Trener Joachim Loew zabrał do Afryki aż 38 członków swojego sztabu. Baza danych o własnym zespole i o przeciwnikach, jaką trener codziennie otrzymywał od swoich współpracowników, pozwoliła mu uniknąć wielu błędów. Wydawało się, że bez dotychczasowego kapitana zespołu Michaela Ballacka reprezentacja Niemiec będzie miała kłopoty. Jednak drużyna pokazała ofensywny i skuteczny futbol, głównie dzięki grze Mesuta Oezila, Thomasa Muellera, Samiego Khediry i Jerome Boatenga.

Najbardziej kontrowersyjny sposób na zdobycie mistrzostwa świata wybrali Holendrzy. Chęć przestraszenia Hiszpanów w meczu finałowym zaskoczyła nie tylko kibiców, ale i sędziego Howarda Webba. Ostra gra reprezentacji Holandii mogła przynieść jej sukces, gdyby Arjen Robben wykorzystał jedną z dwóch sytuacji sam na sam z bramkarzem reprezentacji Hiszpanii Ikerem Casillasem.

Afryka zdała egzamin organizacyjny, czego tak bardzo obawiano się przed mistrzostwami. Teraz oczy całego piłkarskiego świata skierują się na Polskę i Ukrainę.

(22 lipca 2010 r.)

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH