Katarzyna Grochola - Bywam szczęśliwa

Katarzyna Grochola – Bywam szczęśliwa


Z Katarzyną Grocholą spotkałam się w jej domu w podwarszawskim Milanówku. Przy furtce czekał na mnie komitet powitalny złożony z psa Ałgana i kota.
Od samego progu urzekła mnie niezwykła atmosfera domu. Narzeczony pisarki zaprosił mnie do przytulnego gabineciku, poczęstował filiżanką gorącej herbaty. Po chwili zjawiła się pani domu i zaczęła swoją opowieść…

Recepta na szczęście
Bywam szczęśliwa, tak samo jak bywam nieszczęśliwa. Dzięki Bogu, w każdym przypadku nie jest to stan permanentny, bo wtedy nie odróżniałabym jednego od drugiego.

Szczęście to sposób postrzegania świata, ja wolę myśleć, że jest wspaniałym, dobrym, pogodnym i przyjaznym miejscem. Szczęście to zdrowie, szeroko pojęta miłość, Pan Bóg. W skład szczęścia nie wchodzą natomiast pieniądze, choć ich brak może spowodować nieszczęście.
Ponadto w życiu potrzebny jest dystans, który pozwala uświadomić sobie, że świat nie kończy się dlatego, że ktoś mnie właśnie opuścił albo zrobiłam coś nie tak. Odpowiednia perspektywa pozwala nam naprawiać wyrządzone zło, przeprosić, jeśli zrobiliśmy coś nie tak, podziękować za to, co się otrzymuje, kochać to, co się robi, kochać tych, z którymi się jest, kochać to, jak się spędza czas. Nie mieć poczucia rozdwojenia, że np. siedzimy i z kimś rozmawiamy, a moglibyśmy w tym czasie robić coś zupełnie innego.

Robić innym dobrze
Kiedy zostałam sprzątaczką w Anglii, czułam się jak osoba drugiego gatunku. Gdy odkryłam, że tak samo oceniam inne osoby wykonujące podobną pracę, popukałam się w głowę i pomyślałam: „Kobieto, nic dziwnego, że cię Pan Bóg przy tym sprzątaniu ustawił, skoro zapomniałaś, co jest ważne”. Miałam wtedy do wyboru dwie drogi: albo nienawidzić tego, że szoruję cudze kible, albo zacząć robić to tak, żebym została najlepszą sprzątaczką świata. Wybrałam tę drugą możliwość. Nieważne, co się robi, ważne, by wykonywać to z wielką przyjemnością.
Podoba mi się sposób patrzenia na świat i szukania możliwości, żeby robić „dobrze”. Na każdym poziomie, od sortowania śmieci, podwiezienia kogoś, kto idzie z ciężkimi zakupami, zgrabienia liści u sąsiadki, która tego nie może zrobić.

Pasja
W życiu potrzebna jest pasja do czegokolwiek. Kobieta może mieć pasję do robienia zupy pomidorowej, a mężczyzna do grzebania przy samochodzie. Twórczość w życiu jest niezbędna, choć nie musi być wspólna dla partnerów. Ale w życiu chodzi o coś więcej niż zachwycanie się własnym pępkiem. Ciekawość świata, otwartość i zachwyt – to cecha ludzi szczęśliwych, ale musi iść w parze z wiernością sobie. W dużym skrócie: można się obejrzeć się za piękną dziewczyną, ale pozostać wiernym żonie.

Kochać znaczy poznawać się
Miłość to nie tylko emocje, ale przede wszystkim decyzja, którą podejmuje się każdego dnia na nowo. I pamięć o tym jest szczególnie ważna w trudnych momentach, jakie zdarzają się w każdym związku.
Miłość jest codziennym poznawaniem się, bo przecież wciąż się zmieniamy. To jest tak, jak napisaliśmy z Andrzejem Wiśniewskim w „Grach i zabawach małżeńskich i pozamałżeńskich” – trzeba zaufać, zawierzyć, zaryzykować. Miłość jest więc przekraczaniem granic, które ma się w sobie.
Skoro miłość jest poznawaniem się, to wymaga szczerości. Nawet jeśli sprawi to komuś przykrość, warto powiedzieć: „Nie mam dziś ochoty na seks czy na pójście z tobą gdzieś”. Nie chodzi przecież o to, żeby we wszystkim się ze sobą zgadzać. Trzeba różnić się pięknie.
Tymczasem ludzie często żyją ze sobą zupełnie się nie znając. Tak jak w jednym z felietonów Stefanii Grodzieńskiej: ONA przez całe życie gotowała pomidorową, bo myślała, że ON ją lubi, natomiast ON jadł tę pomidorową wyłącznie po to, by sprawić JEJ przyjemność.

Kłócić się z głową
Bardzo ważną rolę w związku odgrywa według mnie kłótnia, ścierają się wówczas różne poglądy, ale jednocześnie możemy się spotkać i coś ustalić. Nie akceptuję oczywiście obrzucania się wyzwiskami, ale jakiś moment przykrości czy napięcia musi się pojawiać, bo ludzie – ja również – nie lubią słyszeć słowa „nie”. Ale jestem już dużą dziewczynką i nauczyłam się, że to „nie” otwiera prawdziwą drogę na „tak”.
Ważne jest jednak, by nie powiedzieć za dużo, bo słowo może bardzo głęboko zranić.

Związki i rozwiązki
Żyjemy w świecie rozwodów. Wiemy, że „jeżeli ci się nie podoba, to w każdej chwili możesz odejść”. „Rozwód jest dla ludzi”. „Pożyjemy, zobaczymy”. Co to za problem iść do sądu. Pierwsza drobna przeszkoda, jaka się pojawia, powoduje decyzję o rozstaniu. Kiedyś ludzie wiedzieli, że wiążą się na całe życie, w związku z tym darzyli się większym szacunkiem, nie utrudniali sobie życia, bo wiadomo było, że będą ze sobą do śmierci.
Większe jest też przyzwolenie społeczne na rozwody. Z jednej strony wielu bogatych, dojrzałych facetów patrzy na swoje żony i myśli: „Mam nowy samochód, nowy dom, tylko ta moja żona stara, pomarszczona” i bierze sobie nową, młodszą kobietę. Stać ich na to. Z drugiej strony coraz więcej jest niezależnych kobiet, które mogą się same utrzymać, więc po co im facet? A małżeństwo to coś więcej niż wspólne gospodarstwo.
Współczesne kobiety często mają wygórowane oczekiwania w stosunku do mężczyzn. Z jednej strony powinien on być macho, z drugiej metro – czyli zadbany, a z trzeciej powinien mieć cechy kobiety – coś na kształt najlepszej przyjaciółki. Żaden facet tego nie uniesie! My, matki i partnerki życiowe, najpierw – za przeproszeniem – obcinamy facetom jaja, a potem chcemy, żeby im odrosły (śmiech).

Nie ma nieważnych problemów
Przez parę ładnych lat odpowiadałam na listy czytelników. Czasami było to trudne, bo i listy były smutne, ale też miałam ogromną satysfakcję, gdy dostawałam odpowiedzi na moje porady.
Pewna 13-letnia dziewczynka napisała kiedyś do mnie, że chce się zabić, ponieważ ma krzywe nogi i nie może chodzić w krótkich spódniczkach. Była załamana. Wszystkie koleżanki, łącznie z jej najbliższą przyjaciółką, śmiały się z niej. Odpisałam tej dziewczynce, że po pierwsze, to nie jest jej przyjaciółka, po drugie, że być może rzeczywiście ma krzywe nogi albo tylko tak jej się wydaje. Radziłam, aby pokochała swoje nogi, na których chodzi, biega, jeździ na rowerze i żeby zrobiła porządek ze swoimi przyjaciółkami. Po pewnym czasie dostałam odpowiedź: „Pani Kasiu, bardzo pani dziękuję. Teraz mam już zgrabne nogi i nową przyjaciółkę”. Ta dziewczynka uświadomiła mi, że nie ma nieważnych problemów. To, co jest dla nas niewarte zatrzymania się, dla kogoś innego może być sprawą życia i śmierci.

Wybaczać
Byłam kiedyś na kursie prowadzonym przez pewnego Anglika, specjalisty od wybaczania. Usłyszałam tam, że wszystko, co nas w życiu spotyka, ma jakiś sens. Jeśli więc spotkała nas na przykład zdrada, to znaczy, że była nam ona potrzebna. Może to nie był odpowiedni człowiek dla nas, a może to się stało po to, abyśmy nauczyli się przebaczać. A może powinno nas to skłonić do zastanowienia się, czy paradoksalnie nie sprowokowaliśmy tej zdrady. Czasem my kobiety jesteśmy tak niepewne siebie, podświadomie spodziewamy się, że facet i tak nas zdradzi, że w końcu do tego dochodzi.
Wybaczyć nie znaczy zapomnieć, wybaczyć nie znaczy być z człowiekiem, który nas zranił, i wybaczyć nie znaczy odejść. Myślę, że granica pomiędzy wybaczaniem a upokarzaniem się bywa cienka. Szczególnie kobiety mają skłonność do tego, aby nie widzieć granicy pomiędzy pokorą a upokorzeniem, między służebnością a służalczością. Oczywiście mówię „kobiety”, a myślę „ja”.

Piękno kobiety
Kobiety często nie wierzą w siebie, w swoje piękno. A kobieta tylko wtedy jest piękna, kiedy jest dobra. Mężczyzna zresztą też.
Wygląd ma znaczenie tylko na pierwszy rzut oka. Poza tym uroda i młodość przemijają. Nie chcę oceniać kobiet, które wstrzykują sobie botox, poddają się zabiegom odmładzającym, ale o niebo wolę patrzeć na Danutę Szaflarską, która ma siwe włosy i pomarszczoną piękną twarz. Uważam, że zmarszczki są piękne. Mówi się, że po czterdziestce charakter wychodzi na gębę. Lepiej więc poprawiać swoją duchowość niż poddawać się kolejnym retuszom ciała.
Z drugiej strony muszę przyznać, że są odstępstwa. Na przykład Kayah, która poprawiła sobie nos (mówiła o tym, więc nie zdradzam) – zrobiła rzecz niezwykłą. Miała długi orli nos, natomiast po operacji ma nieco krótszy orli nos. Zadbała, żeby zmiana była delikatna, żeby nie ujęła nic z jej wdzięku, nie zrobiła sobie ślicznego noska numer jakiśtam, forma numer dwa, po którym niektóre panie są rozpoznawane w towarzystwie.
Trzeba zachować umiar. Jeśli np. kobieta ma brzydkie znamię na brodzie, taka operacja pomoże jej uwierzyć w siebie. Ale nie róbmy sobie niepotrzebnie krzywdy. Starości na pewno nie należy usuwać skalpelem. I tak nie unikniemy śmierci. Na szczęście.

Wolność i przeznaczenie
Wierzę w przeznaczenie, ale też w wolną wolę człowieka. Te rzeczy nie stoją wobec siebie w opozycji, ale ze sobą współgrają. Wierzę, że jesteśmy jakoś zdeterminowani, ale w ramach tej determinacji mamy mnóstwo możliwości, spośród których możemy wybierać.
Kiedy mój komputer sformatował mi twardy dysk sam z siebie i przepadła moja siedmioletnia praca, byłam załamana. A potem pomyślałam: to czas na coś nowego – i napisałam „Nigdy w życiu”.
Trzeba być otwartym na różne możliwości, nie być jak ten koń z klapkami na oczach: tylko dzisiaj, tylko ten mężczyzna, tylko ta praca, tylko ten samochód, tylko te pieniądze. W ten sposób sami się ograniczamy.

Czas podsumowań
Od lat ostatniego dnia roku robię plan na przyszły rok. Dziękuję za to, co było i proszę o to, co ma być. Nieważne, czy te rzeczy się spełnią, jest to jakiś sposób na zatrzymanie się. Swoją drogą zabawnie jest potem wracać do takich zapisków.
Pamiętam, jak jeden raz w życiu spędziłam Sylwestra samotnie. To był bardzo ważny czas, mogłam pomyśleć, zastanowić się nad swoim życiem. Przygotowałam się do tego wieczoru jak do wielkiego balu. Nigdy w życiu nie byłam tak nawonniona, nakąpana, ponacierana kremami, których zwykle nie używam. Nigdy też nie byłam tak pięknie uczesana i umalowana jak wtedy. Wysprzątałam cały dom, wyjęłam swoją suknię z brokatu, w której nikt mnie nie widział, a którą kupiłam kiedyś w Kanadzie za 20 dolarów. Ubrałam się, zapaliłam świece, zrobiłam sobie whisky z lodem. Włączyłam nastrojową muzykę, do której tańczyłam. Miałam czas, żeby pomyśleć, zastanowić się, nacieszyć sobą i planować. Przed północą zadzwoniłam do swojej przyjaciółki, która też była sama. Złożyłyśmy sobie życzenia. Po dwunastej wyszłam na zewnątrz, by posłuchać bicia dzwonów i strzelających rac. To był magiczny wieczór.
Niestety pół do pierwszej przyszli do mnie sąsiedzi, którzy postanowili mnie przygarnąć, jako osobę samotną i na pewno nieszczęśliwą. Nie był to więc do końca samotny Sylwester, ale te cztery godziny, które spędziłam sama, były naprawdę cudowne.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH