Ferrari miłość na wysokich obrotach


„Samochód Ferrari jest jak piękna kobieta – zanim się go zdobędzie, trzeba go zapragnąć” – mawiał Enzo Ferrari, twórca legendy motoryzacyjnego piękna.

Ferrari zachwycają. Nadwozie zadowala estetów, a charakterystyczne brzmienie silnika o sile akustycznego rażenia przyprawia o dreszcze fanów motoryzacji. Zagorzali zwolennicy marki wiedzą, że to, co najważniejsze w Ferrari, kryje się właśnie pod maską. Serce maszyny rozdziera powietrze z taką potęgą, że inne samochody milkną…

Miłość do motoryzacji i ogromna pasja umożliwiły Enzo Ferrariemu stworzenie niepowtarzalnej marki, którą dumnie reprezentuje czarny rumak stojący na dwóch tylnich nogach. Logo zaczerpnął z emblematu, jaki posiadał na swoim samolocie włoski lotnik, as myśliwski z czasów I wojny światowej – Francesco Baracca. Był najlepszy! I takie też miało być Ferrari.

Oficjalnym kolorem marki jest kanarkowy żółty – giallo modena, taki jak ten w tle znaczka Ferrari. Jednak zdaniem miłośników tych aut, prawdziwe Ferrari powinno być pomalowane na czerwono, w kolorze rosso corsa, tak jak malował swoje samochody wyścigowe mistrz Ferrari.

Historia upartego Włocha
Zapał i fascynacja autami sprawiły, że jeszcze przed ukończeniem 13. roku życia Enzo Ferrari nauczył się nimi jeździć. Jako dziesięcioletni chłopiec obserwował wyścig Coppa Florio w Bolonii. Od tamtego dnia wiedział, że sensem jego życia stanie się sport samochodowy.

Wybuch I wojny światowej pokrzyżował mu jednak plany. Ale młody Enzo nie przestawał marzyć. Po wojnie, dzięki Felice Nazzaro, zwycięzcy pamiętnego Coppa Florio z 1908 roku, zaczął zdobywać pierwsze szlify kierowcy wyścigowego i rozpoczął pełną sukcesów współpracę z Alfą Romeo.

Po zwycięstwach w Coppa Acerbo i Polesine w 1924 roku był już kierowcą wyścigowym z prawdziwego zdarzenia. Kiedy został szefem ekipy wyścigów rajdowych okazało się, że posiada talent do angażowania najlepszych kierowców i zdolnych konstruktorów. Pozycja wyścigowa Alfy Romeo rosła w siłę.

Enzo Ferrari nie był inżynierem i nigdy tego nie ukrywał. Ale chciał rozwijać swoje twórcze pasje. I dlatego w 1940 roku założył własną fabrykę Auto-Avio Construzioni. Jej historia nierozerwalnie wiąże się z rozwojem Formuły 1, która w latach 50. XX wieku z ulicznego widowiska stała się elitarnym sportem. Aby utrzymać się w tym kosztownym biznesie, zaczął produkować samochody „cywilne”.

Chętnych do zakupu nie brakowało. Jego klientami byli najczęściej młodzi, zamożni mężczyźni o sportowej żyłce, których mistrz niejednokrotnie czynił swoimi zawodnikami, a właściwie „narzędziami” sukcesu. Wielu z nich udział w wyścigach przypłaciło życiem. Niewzruszony Ferrari tak skomentował informację o śmierci swojego zawodnika: „Castellotti nie żyje? Przykro mi… A co z autem?”. Te kochał ponad wszystko.

Zawodnika doskonałego Enzo Ferrari szukał właściwie przez całe życie. Michael Schumacher – siedmiokrotny mistrz świata F1 pojawił się dopiero osiem lat po śmierci Ferrariego. W motoryzacyjnym niebie rozległy się wtedy z pewnością gromkie brawa.

Supersamochody we włoskim stylu
Pierwszym autem włoskiego mistrza, które pojawiło się w 1947 roku, było Ferrari 125 S z nadwoziem spider. Rok później światło dzienne ujrzało pierwsze coupé – 166 Sport. Majster­sztykiem tych maszyn był 12-cylindrowy silnik, o pojemności 1498 cm³, niemal bezwibracyjny i bardzo elastyczny – największy skarb marki Ferrari. „Najpierw stwórz świetny silnik, a potem dopasuj do niego podwozie” – mawiał mistrz Enzo Ferrari. Już w połowie lat 50. jego auta bez trudu osiągały prędkości 240-250 km/h.

Najsłynniejsze historyczne modele, takie jak 250 GTO, 256 GT Berlinetta, Dino, czy Testarossa, były jeżdżącymi dziełami sztuki. 250 GTO uznawany jest obecnie za jeden z najsłynniejszych modeli firmy i najdroższy model Ferrari (sprzedany angielskiemu kolekcjonerowi za 28,5 mln dolarów). Posiadał moc ponad 300 KM, co na początku lat 60. było niezwykle pożądaną wartością. Dla porównania – Porsche 911 z 1964 roku dysponowało mocą około 130 KM, a było uważane za sportowy samochód o niezłych osiągach.

W latach 90., dzięki serialowi „Miami Vice”, każdy mógł zobaczyć jak wygląda Ferrari Testarossa. Biały bolid, którym poruszali się przystojni policjanci, wzbudzał ogólny podziw. Gwiazdy ekranu zawsze zapewniały Ferrariemu darmową reklamę, a każde jego auto zdobywało status legendy.

W oparach luksusu
Jak wszystko co najlepsze, tak i Ferrari wykonywane są ręcznie – to paradoks współczesnej cywilizacji. Na tle innych producentów wyróżnia je również coś, co śmiało można określić mianem klasy. Tworząc limitowaną serię Ferrari 599 SA Aperta, konstruktorzy złożyli swoisty hołd dla Sergio i Andrea Pininfariny – ojca i syna, którzy przez lata mieli ogromny wpływ na wygląd Ferrari. Obecnie koncern Fiat, który jest właścicielem marki, wypuszcza tylko klika tysięcy aut rocznie. Dzięki temu mają one status elitarnych maszyn.

1 marca tego roku, w salonie w Genewie odbyła się światowa premiera pierwszego Ferrari z napędem wszystkich kół, o nazwie FF (ferrari four). A w nim… 12-cylindrowy silnik o mocy 660 KM, szybkości 335 km/h, z przyspieszeniem od 0 do 100 km/h w 3,7 sekundy! Można chcieć więcej?

Może jedynie niższej ceny. FF to wydatek co najmniej 260 tys. euro. Klienci będą mogli kupić je już latem, również w Warszawie.

Spełnienie marzeń
I choć samochody, według głoszonej przez Ferrariego filozofii, miały być spełnieniem tylko jego marzeń, a nie zachcianek rozkapryszonych klientów, to tych ostatnich – pomimo wysokich cen jego aut – wciąż nie brakuje. Dlaczego? Bo perfekcja broni się sama. Ferrari to historia i magia, nowoczesność i charakter zaklęte w pięknym opakowaniu. Kto siedział za jego kierownicą, ten wie, że to auto gra na emocjach jak żadne inne.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH