Ustawa refundacyjna:  kto zyska

Ustawa refundacyjna: kto zyska, kto straci?


To jest najbardziej kontrowersyjna ustawa spośród pakietu ustaw zdrowotnych. Mimo że prace nad nią trwają od lat, wciąż wzbudza skrajne emocje.

Stałe ceny leków refundowanych, obowiązek zawierania przez apteki umów z NFZ, przeznaczenie stałej kwoty 17 proc. wydatków NFZ na leki refundowane, obowiązek wpłacania przez firmy farmaceutyczne 3 proc. zysku z refundacji na konto Agencji Oceny Technologii Medycznych – to tylko niektóre z kontrowersyjnych zapisów nowej ustawy.

Minister zdrowia Ewa Kopacz po uchwaleniu przez sejm ustawy powiedziała, że jest ona sygnałem dla pacjentów, którzy czekali, „by ktoś wreszcie zaczął ten chory system reformować”. Pani minister przekonuje, że ustawa nie spowoduje podwyżek cen leków, a pacjenci na niej zyskają. Oponenci zarzucają, że pacjenci na wprowadzeniu ustawy stracą, gdyż ceny leków refundowanych wzrosną (a współpłacenie polskich pacjentów już jest jednym z najwyższych w Europie). Twierdzą, że stracą też apteki i hurtownie, a jedynym beneficjentem będzie budżet państwa. Wojciech Kuźmierkiewicz, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, twierdzi, że podatek nałożony na firmy farmaceutyczne spowoduje spadek inwestycji producentów leków i redukcję zatrudnienia. Grupa naukowców z Polskiej Akademii Nauk podpisała się pod listem do premiera, w którym również krytykuje wprowadzenie 3-proc. podatku od sprzedaży leków refundowanych, przekonując, że spowoduje on „znaczący spadek nakładów na badania leków, szczególnie związane z biotechnologią”. Część prawników zarzuciło niektórym przepisom ustawy niekonstytucyjność.
Czy więc ustawa refundacyjna porządkuje rynek leków i jest ogromnym krokiem w dobrą stronę, jak przekonuje Ministerstwo Zdrowia, czy raczej zaszkodzi wszystkim z wyjątkiem budżetu państwa? O opinię na ten temat poprosiliśmy ekspertów.


Komentarze

Likwiduje patologie na rynku aptecznym
#Dr Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej

Przedstawiciele Naczelnej Izby Aptekarskiej uczestniczyli we wszystkich posiedzeniach sejmowej podkomisji nadzwyczajnej i Komisji Zdrowia. Kierowałem pracami tego zespołu. Na różnych etapach procesu legislacyjnego zgłaszaliśmy uwagi do projektu. Skierowany do parlamentu projekt ustawy zawierał regulacje dotyczące sztywnych cen i marż na wszystkich poziomach obrotu refundowanymi lekami i wyrobami medycznymi. Od lat był to jeden z głównych postulatów samorządu aptekarskiego. Bez wprowadzenia dodatkowych zapisów nie udałoby się jednak zlikwidować patologii na rynku aptecznym. Podczas prac podkomisji w art. 5 (obecnie art. 6) dodano ust. 7, który stanowi, że „apteka zobowiązana jest stosować odpłatność wynikającą z ustawy”. Zapis ten nareszcie kładzie kres sprzedażom jednogroszowym, dopłatom do leków i grze rynkowej odpłatnością za leki refundowane. Ponadto art. 47 (obecnie art. 49) uzupełniono o przepis przewidujący karę pieniężną za stosowanie dopłat i innych odpłatności niż te, które wynikają z ustawy.

Ustawa wprowadza do polskiego porządku prawnego przepis, że nie można stosować żadnych form zachęty w stosunku do produktów leczniczych podlegających refundacji ze środków publicznych. Posłowie przychylili się do postulatu samorządu zawodowego farmaceutów i uchwalili przepisy dotyczące całkowitego zakazu reklamy aptek i punktów aptecznych.

Przeciwnicy tej fundamentalnej regulacji niesłusznie wskazywali na jej sprzeczność z Konstytucją RP oraz dyrektywą unijną. Takiej sprzeczności nie ma. Bezwzględna walka o pacjenta, wojny cenowe, różnego rodzaju agresywne akcje marketingowe zmieniły oblicze apteki. Jeśli wejdą w życie przepisy zabraniające reklamowania się aptek oraz zakazujące wszelkich form zachęty odnoszących się do leków refundowanych, to stworzone zostaną warunki do przywrócenia właściwej roli apteki jako placówki ochrony zdrowia i farmaceuty jako osoby wykonującej zawód zaufania publicznego. Będzie to korzystne dla pacjenta.
Uważam, że te regulacje zagwarantują lepszy dostęp pacjentów do refundowanych leków i wyrobów medycznych, zlikwidują tzw. turystykę lekową, pozwolą wyeliminować patologie w obrocie lekiem refundowanym. Wszystkie apteki będą beneficjentami tych regulacji. Największym beneficjetem będzie jednak państwo i wszyscy obywatele.

Państwo ma prawo i obowiązek kontrolować sposób wydawania publicznych pieniędzy przeznaczonych na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej, w tym leków i wyrobów medycznych. Zmiany zaproponowane przez rząd w ustawie refundacyjnej są konieczne. Jeśli ustawa nie weszłaby w życie, rynek apteczny zostałby przejęty przez dużych graczy rynkowych. Upadłoby indywidualne polskie aptekarstwo.

W ustawie znalazły się również przepisy niekorzystne dla aptek: obowiązek zawierania umów między aptekami a NFZ, sposób naliczania marży detalicznej: od ceny hurtowej stanowiącej podstawę limitu w danej grupie limitowej, a nie – jak proponował samorząd aptekarski – od ceny hurtowej brutto leku. Niektóre zapisy utrwalają dominującą pozycję NFZ w relacji z aptekami, bezzasadnie zwiększają zakres władzy urzędniczej czy wręcz wprowadzają mechanizmy korupcjogenne. Sprzeciw budzi zwłaszcza brak trybu odwoławczego od ustaleń i rozstrzygnięć kontrolerów NFZ dotyczących zwrotu refundacji.

Nie został też uregulowany problem odpowiedzialności osób uprawnionych do wystawiania recept na leki refundowane za recepty wystawiane niezgodnie z przepisami prawa. Nawet za drobne uchybienia formalne na receptach wyłączną odpowiedzialność ponosi farmaceuta, a nie osoba wystawiająca wadliwą receptę. To niedopuszczalne. Nie możemy się na to zgodzić.


Istnieje ryzyko, że część aptek będzie zmuszona zakończyć działalność

Paweł Sztwiertnia, dyrektor generalny Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych INFARMA

Rynek bardzo długo czekał na tę ustawę, mając nadzieję, że dzięki niej zasady refundacji i wpisywania leków na listę będą uporządkowane i bardziej transparentne. Najważniejsze obawy co do jej konsekwencji dotyczą groźby wzrostu obciążeń dla pacjenta, przeniesienia ryzyka związanego ze wzrostem zapotrzebowania na leki na uczestników rynku oraz pogorszenia dostępności do leków innowacyjnych. Trzeba również zwrócić uwagę, jak wiele nowych rozwiązań wprowadzanych jest jednocześnie i jak wiele dodatkowych obowiązków będzie musiał podjąć NFZ, który sam (w ramach konsultacji społecznych) poinformował, że nie jest w stanie wprowadzić w życie ustawy.

Wszystkie symulacje przeprowadzone przez ekspertów rynku farmaceutycznego – czy to na zlecenie, czy niezależnie – potwierdzają, że pacjent zapłaci więcej za leki. Będzie to spowodowane przede wszystkim ograniczeniem budżetu na refundację i usztywnieniem cen. Same ceny leków w Polsce są jednymi z najniższych w Europie, natomiast poziom współpłacenia za leki refundowane jest najwyższy. Analizy pokazują, że nawet gdyby ceny leków jeszcze bardziej spadły, ustawa spowoduje, że poziom współpłacenia pacjenta podniesie się. Być może część pacjentów będzie musiała zrezygnować z leków innowacyjnych lub z zakupu leku w ogóle.

Na funkcjonowanie aptek największy wpływ będzie miało usztywnienie cen, zmniejszenie marż hurtowniczych oraz zakaz reklamy. Istnieje ryzyko, że część aptek będzie zmuszona zakończyć działalność. W tym przypadku stracą również pacjenci, szczególnie pochodzący z mniejszych miejscowości, ponieważ będą zmuszeni do poszukiwania apteki dalej od miejsca zamieszkania.
Mechanizmy zawarte w ustawie szczególnie uderzają w producentów leków innowacyjnych – sztywna marża, payback, opłata 3 proc. Odpowiedzialność za refundację leków ponad wymiar przewidziany przez ministerstwo przejmą wspólnie producenci i pacjenci.
Pomiędzy terminem zgłoszenia uwag w ramach konsultacji a przekazaniem projektu Radzie Ministrów minęło kilka dni. Uwag było dużo, ale nie uwzględniono niemal żadnych. Na etapie prac podkomisji posłowie mogli zapoznać się z opiniami ekspertów i pacjentów, jednak praktycznie nie wzięto ich pod uwagę. Prace senackiej komisji zdrowia nad projektem ustawy refundacyjnej trwają, więc nadal istnieje szansa na wypracowanie rozwiązań, które byłyby korzystne nie tylko dla płatnika, ale także dla pozostałych uczestników rynku – pacjentów, lekarzy, producentów, dystrybutorów i aptekarzy.


Apteki stracą na ustawie

mec. Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii prawnej Baker&McKenzie, współzałożycielka fundacji Lege Pharmaciae

O wadach ustawy refundacyjnej z punktu widzenia pacjentów, firm farmaceutycznych czy hurtowni powiedziano sporo. Oceny wpływu ustawy na apteki dokonywał właściwie tylko samorząd aptekarski, który – co do zasady – wydaje się zadowolony z kształtu ustawy. Nie podzielam tego stanowiska.

Po pierwsze, usztywnienie cen i marż oraz wprowadzenie całkowitego zakazu reklamy ma na celu likwidację jakiejkolwiek konkurencji pomiędzy aptekami, co może doprowadzić do upadku wielu z nich. Wydaje się, że likwidacja części aptek jest niejako wliczona w koszta ustawy. W toku prac ani resort zdrowia, ani przedstawiciele samorządu aptekarskiego nie ukrywali, że uważają, iż aptek jest „za dużo”. Czy więc samorząd godzi się z tym, że część aptek upadnie, bo mamy za małą liczbę pacjentów przypadających na aptekę? A jeśli tak, to które mają upaść? Zgodnie z dostępnymi analizami, problemy będą miały małe apteki, które ustawa miała chronić.

Po drugie, zapisy usztywniające ceny zostały uznane przez UOKiK za całkowicie sprzeczne z interesami pacjentów. W naszym ustroju nie jest bowiem żadną „patologią” to, że konsumenci (pokrywający ponad 30 proc. ceny leków refundowanych z własnej kieszeni) chcą dostać przepisany im lek taniej. Wszystkie dostępne analizy potwierdzają tezę UOKiK, że rozwiązania prawne uniemożliwiające obniżenie obciążeń klientów są antykonsumenckie. Co ciekawe, podobne postulaty samorządu notarialnego zostały uznane przez Sąd Najwyższy za nieuczciwą konkurencję!

Po trzecie, ustawa uderza również w hurtowników: będą oni musieli ograniczyć dostępność leków dla aptek i częstotliwość dostaw.

Po czwarte, przepisy likwidujące konkurencję między aptekami (cenową, reklamową) zostały doszczelnione w sposób szkodliwy dla każdej apteki. Poszerzony art. 48 jest w tej chwili przepisem kuriozalnym: zakazuje pod drakońską karą administracyjną praktycznie wszystkich zwykłych praktyk rynkowych pomiędzy uczestnikami obrotu i wobec pacjenta. Zakazuje wszelkich form zachęty odnoszących się do leków refundowanych i zawiera otwarty katalog zakazanych działań – występują tam określenia typu: „ułatwienia”, „darowizny”, „użyczenia”, „inne niewymienione z nazwy korzyści”. Czytany dosłownie przepis zakazuje reklamy adresowanej do aptekarzy (czyż to nie „zachęta”?), kredytów kupieckich i innych form odroczeń płatności (czyż to nie „ułatwienie”?), opieki farmaceutycznej (czyż „nie odnosi się ona do leków” i nie jest „korzyścią dla pacjenta”?). Wprowadzone zakazy nie tylko nie wzmocnią roli apteki jako placówki ochrony zdrowia, ale wręcz uniemożliwią sprawowanie takiej roli bez ryzyka surowej kary administracyjnej.

Aptekarz to zawód zaufania publicznego. Ustawa praktycznie uniemożliwia wykonywanie go bez widma upadłości lub rozwiązania umowy przez NFZ. Wszystkie analizy wskazują, że apteki na ustawie finansowo stracą, a przez to straci także pacjent. Jeśli zyska państwo, to kosztem nas wszystkich, bo im mniej ono w zdrowie inwestuje, z tym większym obciążeniem finansowym pozostają obywatele.


Reformy należałoby przeprowadzić w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny

Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej „Farmacja Polska”

Założenia nowej ustawy refundacyjnej były bardzo szczytne: zwiększyć dostępność leków dla pacjenta, obniżyć ceny leków i współpłacenie pacjenta. Prawda jest jednak taka, że oczekiwano przede wszystkim zwiększenia wpływów do kasy NFZ i zmniejszenia finansowania z budżetu refundacji. Na samej zmianie listy refundacyjnej w grudniu ubiegłego roku NFZ zyskał prawie 60 mln zł… Teraz proponuje się zamrozić budżet na refundację do 17 proc. z obecnego poziomu prawie 20 proc. i utrzymać ten stan na kolejne trzy lata. Taki poziom wydatków na leczenie na pewno nie zapewni dostępu do nowoczesnych technologii. „Podrzucono” refundacji także koszty chemioterapii i programów lekowych. Dołożono jeszcze całą masę nakazów i finansowych zakazów, tudzież kar bez opamiętania – po kilkaset tysięcy złotych. Uznano, że będą to narzędzia do realizacji celów, dla których ustawę tworzono.

Czy te wszystkie założenia mogły mieć szanse realizacji? Niestety nie. Bo nie można zjeść ciastko i jednocześnie mieć ciastko. Każda taka reforma musi być oparta na wyliczeniach ekonomicznych i przedstawiona do dyskusji całemu środowisku – producentom, hurtownikom i aptekarzom. Nikt takich wyliczeń nie widział ani nikomu niczego nie przedstawiał. Rozgorzała natomiast dyskusja w mediach oraz w Sejmie. Jedni są za, ale większość przeciw. Dlaczego? Bo zmniejszy się niewątpliwie dostępność do leków Rx-owych, ale nierefundowanych. Te marże, które zabrano hurtownikom (50 proc.) i aptekarzom (około 20 proc.), zostaną przesunięte na inne leki, w tym również na te bez recepty. Będzie to niekorzystne przede wszystkim dla pacjenta, ale także dla producenta, hurtownika, aptekarza, a nawet budżetu, bo spadnie produkcja i obrót, a tym samym zmniejszą się podatki. Zamiast stymulacji i wzrostu rynku będzie spadek.

Kolejną kwestią jest to, że ustawa mocno ingeruje w zakres leczenia, albowiem ustala limit na poziomie najniższej ceny leku w danej grupie. Jeżeli szpital będzie musiał kupić droższy lek, nie uniknie dopłaty. Trudno przyjąć argumentację Ministerstwa Zdrowia, że w danej grupie limitowej jest ta sama substancja, bo są różne formy i dawki leku, i nie tylko substancja ma tu znaczenie. Aż strach pomyśleć, że dotyczyć to będzie przede wszystkim leków onkologicznych.

Uwagi i zastrzeżenia merytoryczne to nie wszystko. Prawnicy biją na alarm, że ustawa zawiera szereg błędów, a w kilku zapisach jest niekonstytucyjna.

Wszyscy oczekiwaliśmy zmian w ochronie zdrowia, w tym także refundacji. Wiemy, że nie jest to łatwy temat, a więc tym bardziej reformy należałoby przeprowadzić w sposób ewolucyjny, a nie rewolucyjny. Na pewno nie wszystkie naraz, bo materia jest delikatna. Może trzeba było zrobić symulację (i to nie jedną), zanim sięgnięto po najbardziej restrykcyjne rozwiązania.
Środowisko, które reprezentuje producentów leków innowacyjnych, generycznych i hurtowników, nie jest przeciwko tej reformie. Sprzeciwiamy się tylko formie, w jakiej się to odbywa, a przede wszystkim manipulacji i dezinformacji, a także zrzucaniu winy za brak pieniędzy w budżecie na koncerny farmaceutyczne i hurtowników. To nie my ustalamy limity na dopłatę, czego najlepszym dowodem są ekstrakwoty, jakie pozyskuje NFZ od producenta leków. Może te pieniądze warto przeznaczyć na zmniejszenie dopłat do leków, a nie na zatrudnianie kolejnych urzędników w NFZ.


Narusza zasady konstytucji
#Zenon Wasilewski, ekspert Business Centre Club ds. prawa farmaceutycznego

W Sejmie RP koalicja poparła ustawę. Opozycja głosowała przeciw. Wynik matematyczny był prosty: ustawa przeszła. Jednak rodzi ona szereg uzasadnionych wątpliwości co do jej zgodności z konstytucją RP, prawem wspólnotowym i zasadą dobrej legislacji.
Ustawa narusza kilka zasad konstytucyjnych. Po pierwsze: zasadę społecznej gospodarki rynkowej (art. 20 konstytucji). Wprowadzenie sztywnych cen i marż na leki refundowane, obowiązek zawierania umów refundacyjnych, całkowity zakaz reklamy aptek i punktów aptecznych przeczą zasadom wolnego rynku, pozbawiają hurtownie i apteki możliwości konkurowania oraz stosowania narzędzi marketingowych dostępnych na rynku leków. Po drugie, ustawa narusza zasadę proporcjonalności (art. 31 ust. 3 konstytucji) poprzez przyjęcie bardzo restrykcyjnych rozwiązań, nadmiernie dokuczliwych dla przedsiębiorców i obywateli w stosunku do założonych celów regulacji. Po trzecie, ustawa narusza zasadę państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej (art. 45 konstytucji). Przyjęty „prewencyjny” charakter kar administracyjnych (bez uwzględnienia gwarancji odwoławczych i często kar niepowiązanych z wagą popełnionego czynu), nakładanych na podmioty uczestniczące w rynku leków, brak możliwości kwestionowania ich wysokości w praktyce oznacza pozbawienie obywateli prawa do obrony i niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sądu.

Główne wady ustawy to: antyrynkowe regulacje ograniczające konkurencję, nowe bariery i obciążenia dla przedsiębiorców, przyjęte ograniczenia prawne (zakaz reklamy aptek, obowiązek zawierania umów refundacyjnych). Dotyczy to nie tylko aptek, ale także małych i średnich hurtowni farmaceutycznych, które nie będą miały możliwości sprzedaży leku z niższą marżą. Uniemożliwienie rabatowania w łańcuchu: producent – hurt – detal jest rozwiązaniem antykonsumenckim i stoi w sprzeczności z głównym celem ustawy refundacyjnej: zwiększeniem dostępu pacjentów do tańszych leków.

Podzielam obawy przedsiębiorców, że przyjęte w ustawie rozwiązania wpłyną niekorzystnie na wyniki finansowe nie tylko producentów leków, ale także hurtowników i aptekarzy. Ustawa stwarza realną groźbę, że zarówno duże, jak i małe firmy z branży farmaceutycznej (producenci leków, hurtownicy oraz właściciele aptek i punktów aptecznych) znikną z rynku lub zostaną przejęte przez zagraniczne firmy. Zapisy ustawy są jednak przede wszystkim niekorzystne dla pacjentów. Zdaniem BCC nieprawdą jest – mimo zapewnień pani minister zdrowia – że leki będą tańsze. Przeciwnie, ich ceny wzrosną. Potwierdzają to opinie wielu wybitnych ekspertów, a także raporty i stanowiska UOKiK-u, Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, firm analitycznych, np. Pharma Expert i innych, w tym BCC. Istnieje też zagrożenie, że firmy branży farmaceutycznej będą generować znaczne straty. Zapisany w ustawie refundacyjnej nowy 3-proc. quasi-podatek oraz tzw. payback (oznaczający de facto 100 proc. ryzyko wnioskodawcy) dotkliwie uderzą w większość producentów leków.

W dobie poszukiwania przez rząd oszczędności i ograniczania zatrudnienia w administracji, „dzięki” ustawie refundacyjnej (jak wynika z rządowego uzasadnienia) mamy kolejne 97 nowych etatów lub stanowisk i związane z tym obciążenia dla budżetu państwa!
BCC występuje za wprowadzeniem, zamiast 17 proc. limitu wydatków na leki refundowane, zasady corocznego określania wysokości budżetu na leki na podstawie analizy kosztów farmakoterapii oraz danych epidemiologicznych i demograficznych. Jesteśmy również za zmianą mechanizmu tzw. paybacku i dzielenia ryzyka poprzez zastąpienie go indywidualnymi umowami zawieranymi z producentami leków. Występujemy również za zrezygnowaniem z przepisów dotyczących całkowitego zakazu reklamy aptek i punktów aptecznych oraz za odstąpieniem od obowiązku zawierania przez podmiot prowadzący aptekę umowy z NFZ na realizację recept, co przyniesie wymierne oszczędności budżetowe.


Obawiam się tej ustawy
#Bolesław Piecha, przewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia

W tzw. ustawie refundacyjnej znajdują się zarówno rozwiązania, które porządkują rynek leków, jak i takie, które mogą spowodować w nim pewne perturbacje. Ustawa powinna mieć na celu przede wszystkim dobro pacjentów, czyli – inaczej mówiąc – spowodować znaczący spadek odpłatności za leki realizowane na receptę w aptece, a tym samym ułatwić pacjentom dostęp do leków. Niestety, obawiam się, że tak nie będzie.
Zgadzam się z tym, że cena leku refundowanego w każdej aptece powinna być taka sama dla pacjenta. Proponowaliśmy jednak inne rozwiązanie: by wprowadzić w aptece nie tyle sztywne marże na leki, ile stałą opłatę manipulacyjną, niezależną od ceny leku refundowanego.

Zapoznałem się z wieloma ekspertyzami dotyczącymi wpływu tej ustawy na ceny leków refundowanych. Z większości tych ekspertyz wynika, że ceny leków po wprowadzeniu tej ustawy niestety nie spadną. Będzie dobrze, jeśli nie wzrosną. A może tak się stać – wielu ekspertów na to wskazuje.

Największe niebezpieczeństwo, jakie się pojawia, wynika z zamrożenia budżetu na refundację na wysokości 17 proc. wydatków NFZ. Moim zdaniem, może to spowodować pogorszenie dostępu pacjentów do nowoczesnych leków. We wszystkich krajach nakłady na refundację leków stale rosną, gdyż pojawiają się nowe, skuteczne terapie, niestety drogie. Zamrożenie poziomu wydatków może spowodować, że część leków zostanie wykreślona z listy refundacyjnej lub też w miejsce leków innowacyjnych będą się na niej częściej pojawiały nie tyle ich tańsze odpowiedniki generyczne – bo takich przecież jeszcze nie ma – ile leki co prawda o ugruntowanej pozycji terapeutycznej, ale przestarzałe. Ważne jest jednak również to, by polscy pacjenci mieli dostęp do nowych terapii. Obawiam się, że zamrożenie na stałym poziomie wydatków na refundację może spowodować, że leków innowacyjnych na listach refundacyjnych będzie mniej. Ich wprowadzenie będzie blokowane możliwościami finansowymi, a te przecież na kilka lat zostaną zamrożone. Dlatego uważam, że ta ustawa może spowodować pogorszenie dostępności pacjentów do leków, i że staną się one droższe.

Na wzrost cen może mieć też wpływ wprowadzanie 3 proc. podatku od sprzedaży leków refundowanych (przyznam, że nie rozumiem logiki wprowadzenia takiego podatku). Ten swoisty podatek obrotowy na leki refundowane, wzorowany podobno na rozwiązaniach włoskich, przyczyni się niewątpliwie do wzrostu ceny leku u producenta. Jak w takim razie, po dodaniu do obecnej ceny leku tego podatku, miałaby automatycznie zostać obniżona ostateczna cena leku?

Inną istotną wątpliwość budzi wprowadzenie obowiązku zawierania umów cywilnoprawnych pomiędzy apteką a NFZ. Uważam, że jest to niepotrzebne i spowoduje nadmierną biurokratyzację w systemie polityki lekowej państwa, a w żadnym przypadku nie wyeliminuje ewentualnych nieprawidłowości. Obecny system dobrze funkcjonuje już od około 12 lat. Po co go zmieniać? Wielostronicowa, skomplikowana umowa cywilnoprawna pomiędzy każdą apteką sprzedającą leki refundowane a NFZ to tylko niepotrzebne mnożenie i tak już rozbuchanej biurokracji w systemie opieki zdrowotnej w Polsce.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH