Szanowni Państwo,
Ze względu na epidemię, ulegnie zmianie termin XVII Gali Nagrody Zaufania „Złoty OTIS”, planowanej pierwotnie na 16 kwietnia 2020.
O nowym terminie i miejscu dorocznej ceremonii, poinformujemy najszybciej jak będzie to możliwe.
Za niedogodności przepraszam, za zrozumienie dziękuję
Paweł Kruś, przewodniczący Kapituły Nagrody

Jakość leków pogarsza się


Wywiad z prof. dr. hab. Zbigniewem Fijałkiem, dyrektorem Narodowego Instytutu Leków.

Co decyduje o jakości produktu leczniczego?

Najważniejsza jest jakość surowców aktywnych. Większość surowców wykorzystywanych w Polsce i w Europie pochodzi z Chin oraz Indii. Niestety często wiarygodność tamtejszych dostawców pozostawia wiele do życzenia. Najczęściej serie tego samego surowca pochodzą od tego samego pośrednika, ale rzadko z tej samej fabryki. W zależności od serii substancja może więc mieć inną jakość czy też rodzaj lub ilość zanieczyszczeń.

Drugi bardzo ważny czynnik to system jakości w wytwórni. Certyfikaty są istotne, ale nie gwarantują, że każda seria leku będzie dobra. Coraz częściej serie tego samego leku, w zależności od jakości, przeznacza się na mniej lub bardziej wymagające rynki. Jeżeli są wątpliwej jakości, trafiają do krajów Trzeciego Świata.

Oprócz tego trzeba wziąć pod uwagę długość łańcucha dystrybucji oraz warunki transportu i przechowywania.

Dlaczego tak dużo substancji importuje się z Chin?

Synteza jest bardzo „brudnym” procesem. Tymczasem wymagania dotyczące ochrony środowiska są coraz bardziej rygorystyczne, a za ich nieprzestrzeganie grożą ogromne kary. Bardzo droga jest też utylizacja odpadów.

Substancje z Chin importują nie tylko firmy europejskie, ale także amerykańskie. Niestety w Chinach działa niezliczona ilość przedsiębiorstw o małej wiarygodności. Dobrą jakość powinna więc gwarantować przede wszystkim prawidłowa kontrola surowców u wytwórcy finalnej postaci leku.

Na czym powinna polegać taka kontrola?

Duże koncerny farmaceutyczne już wdrażają niektóre elementy tzw. projektowania jakości przez planowanie. Polega ono na szczegółowym poznaniu całego procesu wytwarzania i określeniu wpływu zmian poszczególnych parametrów na jakość leku. Dwa procesy nigdy nie są identyczne. Jeżeli pozna się zachodzące zmiany, to można je tak modyfikować, by jakość gotowego produktu była zawsze dobra. Nie kontrolujemy bowiem gotowego leku, lecz bardzo dokładnie i na bieżąco nadzorujemy konkretne parametry.

Czy polscy wytwórcy stosują takie procedury?

Raczej nie. Tymczasem statystyki są miażdżące. Jeżeli seria jest niehomogenna, wykrycie wady jest bardzo trudne. Bezpieczniej jest w pełni kontrolować proces niż sprawdzać jednostkowy gotowy wyrób. Doskonałym przykładem może być tutaj Corhydron. Ta sama seria była badana kilka razy i wszystkie wyniki były dobre – do momentu, kiedy przypadkiem trafiliśmy na pomyloną fiolkę. To najlepszy dowód, że samo badanie gotowego produktu leczniczego nie zawsze ma sens. Badania wykazują, że jest bardzo dużo problemów jakościowych z lekami. Wiele firm nie radzi sobie z obowiązującymi procedurami.

Jaki wpływ na jakość leków ma tzw. analiza ryzyka?

Analiza ryzyka obejmuje wiele elementów, m.in. pochodzenie surowca, jego stabilność oraz elementy związane z procesem. W przypadku niektórych procesów nawet niewielka zmiana jednego parametru może znacząco wpłynąć na jakość leku. Tak jest w przypadku form polimorficznych. Polimorfy i izomery niejednokrotnie są przyczyną wojen między producentami generycznymi i innowacyjnymi. Jeśli lek odtwórczy ma mniej stabilną formę polimorficzną niż lek oryginalny, to może ona ulegać zmianom w procesie technologicznym. Są to bardzo istotne parametry i należy bardzo dokładnie je sprawdzić, ponieważ od nich zależy biodostępność. Możemy mieć taką samą ilość substancji czynnej, produkt może rozpadać się w tym samym czasie, ale inna może być przyswajalność substancji i nie będzie ona działać w identyczny sposób.

Jak ocenia Pan jakość leków na polskim rynku?

Na polskim rynku w 2007 roku odnotowaliśmy dwukrotnie więcej negatów (wad jakościowych) niż w roku poprzednim. Wiele dotyczyło wyrobów medycznych. Było też bardzo dużo reklamacji, co miało związek ze sprawą Corhydronu.

Większa liczba negatów wśród polskich leków mogła wynikać m.in. z faktu, że mamy bardzo wielu różniących się od siebie producentów, z których część wytwarza proste leki galenowe, stosując niejednokrotnie przestarzałe technologie.

Czy Pana zdaniem jakość leków się nie poprawia?

Powiedziałbym, że wyraźnie się pogarsza. Nie dotyczy to tylko polskich leków. W ostatnich latach wyraźnie zmieniła się i uwiarygodniła inspekcja farmaceutyczna (przystąpienie do PIC/S), a firmy otrzymały certyfikaty GMP (Dobra Praktyka Wytwarzania). Paradoksalnie zaś wzrosła liczba negatów. Może to wynikać ze zwiększonego zainteresowania lekiem ze strony pacjentów, lekarzy, pielęgniarek i farmaceutów.

Dążenie firm do maksymalizacji zysków może powodować, że nie zawsze dobrze funkcjonują systemy jakości. W niektórych firmach zdarzają się naciski na osoby odpowiedzialne czy kierowników laboratoriów, by zwalniać do obrotu serie niespełniające wymagań.

Obawy pacjentów zwiększa z pewnością problem fałszowania produktów leczniczych. Jaka jest skala tego zjawiska?

Ocenia się, że obecnie może to być rynek wart 50 mld USD, a w 2010 roku może osiągnąć wartość 75 mld USD. W niektórych krajach Afryki i Azji do 50-60 proc. dostępnych leków to leki sfałszowane. U naszych wschodnich sąsiadów takie leki stanowią około 20 proc. rynku. Bardzo często są tam podrabiane leki polskich wytwórców, bo przecież przez lata sprzedawali oni swoje wyroby głównie na Wschód. Jaka faktycznie jest skala tego zjawiska w Polsce – nie wiemy, bo nie ma do tej pory prawidłowego współdziałania instytucji, które powinny się tym zajmować.

Ubolewam też, że nikt nie prowadzi szkoleń dla farmaceutów dotyczących zabezpieczeń oryginalności leków. Najprostsze z nich to farby świecące pod wpływem promieniowania UV oraz wytłaczane folie do blistrów. Coraz częściej pojawiają się też zamiast kodów kreskowych tzw. kody chaotyczne (w formie rozrzuconych kropek) i odpowiednie czytniki komputerowe oraz czujniki radiowe.

Jak w kontekście problemu fałszowanych leków patrzy Pan na import równoległy?

W żadnym wypadku nie jestem przeciwnikiem importu równoległego! Najgorsze moim zdaniem jest uogólnianie i demonizowanie tego zjawiska. Import równoległy odbywa się zgodnie z prawem, a skoro przynosi widoczne oszczędności, to jestem za, byle odbywał się pod kontrolą. Przepakowanie powinno przebiegać według procedur GMP.

Co zrobić, żeby ograniczyć zjawisko wprowadzania sfałszowanych leków do obrotu?

Na pewno należy zintensyfikować współpracę instytucji, które powinny zajmować się walką z tym problemem. W Polsce nikt tego początkowo nie rozumiał. Kiedy dwa lata temu starałem się o utworzenie zespołu do spraw walki z lekami fałszowanymi, nikt oficjalnie nie dostrzegł mojej inicjatywy. Cieszę się, że trzy miesiące temu powołano w końcu takie ciało, któremu przewodniczy GIF.

Dziękuję za rozmowę.

POLECANE DLA CIEBIE

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH