Martyna Wojciechowska – Droga to moje przeznaczenie


###Z Martyną Wojciechowską, podróżniczką, dziennikarką i prezenterką telewizyjną rozmawia Monika Karbarczyk.

Jest Pani bardzo aktywną osobą. Czy ciągłe podróże, podejmowanie ryzyka to sposób na życie, czy raczej poszukiwanie miejsca w życiu?

Podczas wyprawy na Everest zdałam sobie sprawę, że moim przeznaczeniem jest droga. Cel nie jest w tym wszystkim najważniejszy, ale proces dochodzenia do niego. Gdy stanęłam na szczycie, z góry zobaczyłam te wszystkie zdarzenia, które doprowadziły mnie do tego miejsca. Od razu zaczęłam snuć plany kolejnych projektów. Teraz mogę już śmiało powiedzieć, że moje podróże to sposób na życie. Bycie w drodze jest chyba moim przeznaczeniem…

Jak spędza Pani czas między podróżami? Czy w Martynie Wojciechowskiej budzi się czasem leniuch?

Dzień, w którym nic nie robię (co zdarza się niezwykle rzadko) uważam za stracony. Chyba nie potrafię bezczynnie wypoczywać. Muszę być w ciągłym ruchu, a mój „motor” pracuje przez 24 godziny na dobę. Kiedy jestem w Polsce, spędzam czas głównie na intensywnej pracy. Prowadzę dwie firmy: Martyna Studio i Martyna Adventure oraz nagrywam kolejne odcinki „Automaniaka”. Po powrocie z podróży zwykle rzucam się w wir obowiązków. Ostatnio napisałam też książkę, która ukazała się pod koniec listopada.
„Przesunąć horyzont” to opowieść o mojej wyprawie na Everest. Powstała prawie w całości w przerwach wspinaczki na najwyższy szczyt świata. To książka o poszukiwaniu motywacji do życia i pracy oraz przekraczaniu granic własnych możliwości.

Mój przyjaciel i partner wspinaczkowy Darek Załuski nieustannie dziwił się, że w chwilach wolnych od wspinaczki, kiedy każdy stara się wypoczywać i regenerować siły, ja ciągle siedziałam zawinięta w śpiwór i pisałam. Najpierw długopisem, a potem – gdy ten na dużych wysokościach zamarzał – ołówkiem.

Leń budzi się we mnie niezwykle rzadko. W tym roku jednak postanowiłam po powrocie z Everestu wrzucić na tzw. luz i spędziłam cudowny miesiąc na Mazurach. Starałam się nie pracować, choć przyznam, że było ciężko, bo redagowałam moją książkę (śmiech).

Pani wyprawy wymagają wielu przygotowań od strony organizacyjnej, logistycznej. Kto Pani w tym pomaga?

Większość moich projektów przygotowuję sama, to znaczy z pomocą moich pracowników. Nie zlecam takich przedsięwzięć firmom zewnętrznym, gdyż wolę nad wszystkim panować – tylko wtedy mam pewność, że wszystko będzie zrobione jak należy i na czas.

Czy zdarza się Pani działać pod wpływem impulsu? Co było najbardziej szaloną rzeczą, jaką zdarzyło się Pani zrobić w życiu?

Oczywiście, wiele decyzji w życiu podejmuję kierując się intuicją, chyba jak każda kobieta. Kalkuluję, ale w ostatecznym rozrachunku na decyzję wpływa przeczucie, jakiś wewnętrzny impuls, który nakazuje mi dokonać takiego, a nie innego wyboru. Co do szaleństw zgubnych w skutkach, to kiedyś w Ekwadorze podczas jednej z wypraw wypiłam błotnistą wodę ze strumienia. Miałam pełną świadomość, że mogę zarazić się amebą albo złapać jakieś inne tropikalne świństwo, ale nade mną stał szaman i ja – nie zastanawiając się długo – nabrałam wody w ręce i wypiłam. Chyba nie wyobrażałam sobie, abym mogła się mu sprzeciwić, to była moja cena wkupienia się w jego łaski (śmiech).

Uległa Pani bardzo poważnemu wypadkowi. Na szczęście szybko wróciła Pani do zdrowia i sprawności. Czy patrząc przez pryzmat tych wydarzeń uważa Pani, że warto dla marzeń ryzykować? Czy jest Pani ostrożniejsza?

Nie ma takich marzeń, dla których warto ryzykować życiem. Podobno – jak napisał Saint-Exupéry – „umierać warto tylko za to, dla czego warto żyć”. Podczas wyprawy na Everest przekonałam się sama, że nie istnieje taka góra na Ziemi, za którą warto oddać życie. Uważam się za bardzo odpowiedzialną i ostrożną osobę, więc głupio nie ryzykuję. Ponieważ żyję dość intensywnie, to statystycznie jestem narażona na więcej wypadków losowych.

Mam wrażenie, że wszędzie Pani była i wszystkiego spróbowała… Czy ma Pani jeszcze jakieś niezrealizowane marzenie?

Całe mnóstwo! Ciągle mam wrażenie, że mój czas kończy się, a ja mam jeszcze tyle pomysłów i planów, niespełnionych marzeń… Teraz marzę o tym, aby moja książka „Przesunąć horyzont” spotkała się z ciepłym przyjęciem czytelników.

Tego Pani życzę. Dziękuję za rozmowę.

About the Author :

Zapisz się na newsletter

Zamawiam bezpłatny newsletter (możesz wypisać się w każdej chwili)

FreshMail.pl
 

START TYPING AND PRESS ENTER TO SEARCH